GAUDIUM ET SPES
Wstęp
1. (Ścisła łączność Kościoła z całą rodziną narodów)
Radość i nadzieja, smutek i trwoga ludzi współczesnych, zwłaszcza
ubogich i wszystkich cierpiących, są też radością i nadzieją,
smutkiem i trwogą uczniów Chrystusowych; i nie ma nic
prawdziwie ludzkiego, co nie miałoby oddźwięku w ich sercu.
Ich bowiem wspólnota składa się z ludzi, którzy zespoleni w
Chrystusie prowadzeni są przez Ducha Świętego w swym
pielgrzymowaniu do Królestwa Ojca, i przyjęli orędzie
zbawienia, aby przedstawiać je wszystkim. Z tego powodu czuje się
ona naprawdę ściśle złączona z rodzajem ludzkim i jego
hierarchią.
2. (Do kogo Sobór kieruje swe słowa). Dlatego to Sobór Watykański
II, po dogłębnym rozważeniu tajemnicy Kościoła, kieruje bez
wahania swe słowa już nie tylko do samych synów Kościoła i
wszystkich, którzy wzywają imienia Chrystusa, ale do wszystkich
ludzi; pragnie on wszystkim wyjaśnić, w jaki sposób pojmuje
obecność oraz działalność Kościoła w dzisiejszym świecie.
Ma więc Sobór przed oczyma świat ludzi, czyli całą rodzinę
ludzką wraz z tym wszystkim, wśród czego ona żyje; świat, będący
widownią historii rodzaju ludzkiego, naznaczony pomnikami jego
wysiłków, klęsk i zwycięstw; świat, który - jak wierzą
chrześcijanie - z miłości Stwórcy powołany do bytu i
zachowywany, popadł wprawdzie w niewolę grzechu, lecz został
wyzwolony przez Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, po
złamaniu potęgi Złego, by wedle zamysłu Bożego doznał
przemiany i doszedł do pełni doskonałości.
3. (Służba należna człowiekowi). Za dni naszych rodzaj ludzki
przejęty podziwem dla swych wynalazków i swojej potęgi, często
jednak roztrząsa niepokojące kwestie dotyczące dzisiejszych
ewolucji świata, miejsca i zadania człowieka we wszechświecie,
sensu jego wysiłku indywidualnego i zbiorowego, a wreszcie
ostatecznego celu rzeczy i ludzi. Dlatego Sobór, zaświadczając
i wykładając wiarę całego ludu Bożego, zebranego w jedno
przez Chrystusa, nie potrafi wymowniej okazać swojej solidarności,
szacunku i miłości dla całej rodziny ludzkiej, w którą jest
wszczepiony, jak nawiązując z nią dialog na temat owych różnych
problemów, przynosząc światło czerpane z Ewangelii oraz
dostarczając rodzajowi ludzkiemu zbawczych sił, jakie Kościół
sam pod przewodnictwem Ducha Świętego otrzymuje od swego Założyciela.
Osoba ludzka bowiem ma być zbawiona, a ludzkie społeczeństwo
odnowione. Tak więc człowiek w swej jedności i całości, z
ciałem i duszą, z sercem i sumieniem, z umysłem i wolą będzie
osią całego naszego wywodu.
Przeto Sobór święty, wyznając najszczytniejsze powołanie człowieka
i głosząc, że ma on w sobie zasiane pewne boskie ziarno,
ofiarowuje rodzajowi ludzkiemu szczerą współpracę Kościoła
dla zaprowadzenia odpowiadającego temu powołaniu braterstwa
wszystkich. Kościół nie powoduje się w tym żadną ambicją
ziemską, lecz zmierza ku jednemu tylko, a mianowicie, by pod
kierownictwem Ducha Świętego Pocieszyciela prowadzić dalej
dzieło samego Chrystusa, który przyszedł na świat, żeby dać
świadectwo prawdzie, żeby zbawiać, a nie sądzić, żeby służyć,
a nie żeby Jemu służono.
Wykład wprowadzający
SYTUACJA CZŁOWIEKA W ŚWIECIE DZISIEJSZYM
4. (Nadzieja i obawa). Aby takiemu zadaniu sprostać, Kościół
zawsze ma obowiązek badać znaki czasów i wyjaśniać je w świetle
Ewangelii, tak aby mógł w sposób dostosowany do mentalności
każdego pokolenia odpowiadać ludziom na ich odwieczne pytania
dotyczące sensu życia obecnego i przyszłego oraz wzajemnego
ich stosunku do siebie. Należy zatem poznawać i rozumieć świat,
w którym żyjemy, a także jego nieraz dramatyczne oczekiwania,
dążenia i właściwości. Niektóre zaś ważniejsze cechy
dzisiejszego świata dadzą się naszkicować w następujący
sposób:
Dziś rodzaj ludzki przeżywa nowy okres swojej historii, w którym
głębokie i szybkie przemiany rozprzestrzeniają się stopniowo
na cały świat. Wywołane inteligencją człowieka i jego twórczymi
zabiegami, oddziaływają ze swej strony na samego człowieka, na
jego sądy i pragnienia indywidualne i zbiorowe, na jego sposób
myślenia i działania zarówno w odniesieniu do rzeczy, jak i do
ludzi. Tak więc możemy już mówić o prawdziwej przemianie społecznej
i kulturalnej, która wywiera swój wpływ również na życie
religijne.
Jak to bywa przy każdym kryzysie wzrostu, przemiana ta niesie z
sobą niemałe trudności. I tak, rozpościerając tak szeroko
swoją potęgę, człowiek nie zawsze potrafi wprząc ją w swą
służbę. Usiłując wniknąć głębiej w tajniki swego ducha,
często okazuje się bardziej niepewnym samego siebie.. Odkrywając
krok za krokiem coraz jaśniejsze prawidła życia społecznego,
waha się co do kierunku, jaki należałoby nadać temu życiu.
Ród ludzki nigdy jeszcze nie obfitował w tak wielkie bogactwa,
możliwości i potęgę gospodarczą, a jednak wciąż ogromna część
mieszkańców świata cierpi głód i nędzę i niezliczona jest
ilość analfabetów. Nigdy ludzie nie mieli tak wyczulonego jak
dziś poczucia wolności, a tymczasem powstają nowe rodzaje
niewoli społecznej i psychicznej. W chwili gdy świat tak żywo
odczuwa swoją jedność oraz wzajemną zależność jednostek w
koniecznej solidarności, rozrywany jest on gwałtownie w
przeciwne strony przez zwalczające się siły; trwają bowiem
jeszcze ostre rozbieżności natury politycznej, społecznej,
gospodarczej, "rasowej" i ideologicznej, istnieje
niebezpieczeństwo wojny, mogącej zniszczyć wszystko do gruntu.
Równocześnie ze wzrostem wzajemnej wymiany poglądów same słowa,
którymi wyraża się pojęcia wielkiej wagi, przybierają dość
odległe znaczenia w różnych ideologiach. A wreszcie poszukuje
się pilnie doskonalszego porządku doczesnego, gdy tymczasem nie
idzie z nim w parze postęp duchowy.
Wielu współczesnych ludzi, uwikłanych w tak skomplikowane
sytuacje, doznaje trudności w trafnym rozeznawaniu odwiecznych
wartości i zarazem w należytym godzeniu ich z nowo odkrytymi;
stąd gnębi ich niepokój, gdy miotani to nadzieją, to trwogą,
stawiają sobie pytanie o współczesny bieg spraw. Ten bieg
spraw prowokuje, a nawet zmusza ludzi do odpowiedzi.
5. (Głęboko zmienione warunki). Dzisiejszy stan poruszenia umysłów
i odmiana warunków życia wiążą się z szerszą przemianą
stosunków, skutkiem której w kształtowaniu myśli nabierają
rosnącego znaczenia nauki matematyczne i przyrodnicze oraz te,
które traktują o samym człowieku, a w dziedzinie działania
wypływające z poprzednich umiejętności techniczne. To naukowe
nastawienie urabia inaczej niż dawniej charakter kultury i sposób
myślenia. Umiejętności techniczne tak dalece postępują, że
zmieniają oblicze ziemi i już próbują dokonać podboju
przestrzeni pozaziemskiej.
Umysł ludzki rozszerza w pewien sposób swoje panowanie także
nad czasem: sięga w przeszłość - drogą poznania
historycznego, a w przyszłość - umiejętnością przewidywania
i planowaniem. Rozwijające się nauki biologiczne,
psychologiczne i społeczne nie tylko pomagają człowiekowi do
lepszego poznania samego siebie, ale wspierają go też w tym, by
stosując metody techniczne wywierał bezpośrednio wpływ na życie
społeczeństw. Jednocześnie rodzaj ludzki coraz więcej myśli
o przewidywaniu i porządkowaniu własnego rozrostu
demograficznego.
Sama historia tak bardzo bieg swój przyspiesza, że poszczególni
ludzie ledwo mogą dotrzymać jej kroku. Los wspólnoty ludzkiej
ujednolica się i już nie rozprasza się między różne niejako
historie. Tak ród ludzki przechodzi od statycznego pojęcia porządku
rzeczy do pojęcia bardziej dynamicznego i ewolucyjnego, z czego
rodzi się nowy, ogromny splot problemów, domagający się
nowych analiz i nowych syntez.
6. (Zmiany w porządku społecznym). Wskutek tego tradycyjne wspólnoty
miejscowe, jak rodziny patriarchalne, "klany", szczepy,
gminy, różne grupy oraz powiązania społeczne doznają z każdym
dniem coraz większych przemian.
Rozpowszechnia się powoli typ społeczeństwa przemysłowego,
doprowadzając niektóre narody do bogactwa gospodarczego i
zmieniając do głębi ustalone od wieków pojęcia i warunki życia
społecznego. Podobnie rozwija się cywilizacja miejska i ciążenie
ku niej bądź przez wzrost liczby miast i ich mieszkańców, bądź
skutkiem ruchu (urbanizacyjnego), dzięki któremu miejski sposób
życia obejmuje swym wpływem ludność wiejską.
Nowe i sprawniejsze środki społecznego komunikowania się
przyczyniają się do poznawania wydarzeń i do bardzo szybkiego
i szerokiego rozpowszechniania się sposobów myślenia i
odczuwania, wywołując wiele łańcuchowych reakcji.
Nie należy też nie doceniać faktu, że ludzie skłonieni różnymi
powodami do zmiany miejsca pobytu, zmieniają też sposób swego
życia.
Tak to uwielokrotniają się nieustannie więzi łączące człowieka
z innymi, a równocześnie sama "socjalizacja"
sprowadza nowe więzi, nie sprzyjając jednak zawsze należytemu
dojrzewaniu osobowości oraz stosunkom naprawdę osobowym ("personalizacji").
Tego rodzaju ewolucja wyraźniej występuje w narodach cieszących
się dobrodziejstwami postępu gospodarczego i technicznego, lecz
porusza ona także narody zdążające do postępu, które pragną
uzyskać dla swoich krajów korzyści płynące z uprzemysłowienia
i urbanizacji. Ludy te, zwłaszcza przywiązane do dawniejszych
tradycji, odczuwają zarazem pęd do dojrzalszego i bardziej
osobistego używania wolności.
7. (Zmiany psychologiczne, moralne i religijne). Zmiana umysłowości
i struktur powoduje często zakwestionowanie wartości
otrzymanych dóbr, zwłaszcza u młodych, którzy nieraz stają
się niecierpliwi, a nawet pod wpływem rozdrażnienia buntują
się, a świadomi własnego znaczenia w życiu społecznym co prędzej
pragną w nim mieć udział. Stąd nierzadko rodzice i wychowawcy
doznają z każdym dniem coraz to większych trudności w spełnianiu
swych zadań.
Także instytucje, prawa i sposoby myślenia i odczuwania
przekazane przez przodków nie zawsze wydają się odpowiadać
dzisiejszemu stanowi rzeczy; stąd powstaje poważne zamieszanie
w sposobie i samych normach postępowania.
Wreszcie nowe warunki wywierają swój wpływ i na samo życie
religijne. Z jednej strony zdolność krytycznego osądu
oczyszcza je z magicznego pojmowania świata i błąkających się
jeszcze zabobonów oraz wymaga coraz bardziej osobowego i
czynnego przylgnięcia do wiary, dzięki czemu wielu dochodzi do
żywszego poczucia Boga; z drugiej zaś strony liczniejsze masy
praktycznie odchodzą od religii. W przeciwieństwie do dawnych
czasów odrzucanie Boga czy religii lub odciąganie od nich nie
jest już czymś niezwykłym i wyjątkowym; dziś bowiem
przedstawia się to nierzadko jako coś, czego wymaga postęp
naukowy lub jakiś nowy humanizm. To wszystko w wielu krajach
znajduje wyraz nie tylko w poglądach filozofów, lecz także
obejmuje w bardzo szerokim zakresie literaturę, sztukę,
interpretację nauk humanistycznych i historii, a nawet ustawy państwowe,
tak że wielu przeżywa z tego powodu niepokój.
8. (Brak równowagi w świecie dzisiejszym). Tak szybkie
przemiany dokonujące się nieraz bezładnie, a także sama
wyrazistsza świadomość rozdźwięków istniejących w świecie
rodzi lub wzmaga sprzeczności i zakłócenia równowagi. Wewnątrz
samej osoby często zjawia się brak równowagi między
nowoczesnym rozumem praktycznym a rozumowaniem teoretycznym, które
nie potrafi sumy swych wiadomości ani sobie podporządkować,
ani ująć w uporządkowaną syntezę. Brak równowagi powstaje również
między troską o skuteczność w praktyce a wymaganiami sumienia
moralnego; często też między warunkami życia zbiorowego a
wymaganiami osobistego myślenia, jak również kontemplacji.
Powstaje wreszcie zachwianie równowagi między specjalizacją
działalności ludzkiej a ogólnym widzeniem rzeczy.
W rodzinie zaś powstają rozdźwięki, wywołane bądź to
warunkami demograficznymi, gospodarczymi i socjalnymi, bądź
konfliktem między pokoleniami, bądź nowym układem stosunków
społecznych między mężczyznami i kobietami.
Budzą się też wielkie rozdźwięki między rasami, a nawet między
różnymi stanami jednego społeczeństwa; między narodami
bogatymi a mniej zamożnymi oraz ubogimi; w końcu między
instytucjami międzynarodowymi powstałymi z pragnienia pokoju,
które przenika narody, a ambicją szerzenia własnej ideologii,
a także zbiorową chciwością żywioną przez narody lub inne
ugrupowania ludzkie.
Stąd te wzajemne nieufności i wrogości, konflikty i udręki,
których sam człowiek jest zarówno przyczyną, jak i ofiarą.
9. (Coraz powszechniejsze pragnienie ludzkości). Tymczasem
wzrasta przekonanie, że ród ludzki nie tylko może i powinien
coraz bardziej umacniać swoje panowanie nad rzeczami
stworzonymi, lecz że ponadto jego jest rzeczą ustanowić taki
porządek polityczny, społeczny i gospodarczy, który by z każdym
dniem coraz lepiej służył człowiekowi i pomagał tak
jednostkom, jak i grupom społecznym w utwierdzaniu i wyrabianiu
właściwej sobie godności.
Dlatego bardzo wielu ludzi z całą natarczywością domaga się
tych dóbr, których dotkliwie czują się pozbawieni na skutek
niesprawiedliwości lub nierównego ich podziału. Narody będące
na drodze rozwoju, jak te, które niedawno uzyskały samodzielność,
pragną nie tylko w dziedzinie politycznej, ale i gospodarczej
mieć udział w dobrach dzisiejszej cywilizacji oraz swobodnie
odgrywać swą rolę w świecie; tymczasem rośnie wciąż
dystans dzielący je od innych narodów bogatszych, rozwijających
się szybciej, a także często wzrasta zależność gospodarcza
od nich. Narody trapione głodem zwracają się do narodów zamożniejszych.
Kobiety żądają dla siebie zrównania prawnego i faktycznego z
mężczyznami tam, gdzie tego jeszcze nie osiągnęły. Robotnicy
i rolnicy chcą nie tylko zdobywać środki nieodzowne do życia,
lecz także w pracy rozwijać swe wartości osobowe, co więcej,
mieć swój udział w organizowaniu życia gospodarczego, społecznego,
politycznego i kulturalnego. Obecnie po raz pierwszy w historii
wszystkie narody są przekonane, że rzeczywiście dobrodziejstwa
kultury mogą i powinny być udziałem wszystkich.
Pod tymi wszystkimi roszczeniami kryje się dążność głębsza
i powszechniejsza, mianowicie osoby i grupy ludzkie pragną życia
pełnego i wolnego, godnego człowieka, przy wykorzystywaniu
wszystkiego, czego im może dostarczyć tak obficie dzisiejszy świat.
Narody poza tym czynią coraz to większe wysiłki, aby osiągnąć
jakąś powszechną wspólnotę.
W takim stanie rzeczy świat dzisiejszy okazuje się zarazem
mocny i słaby, zdolny do najlepszego i do najgorszego; stoi
bowiem przed nim otworem droga do wolności i do niewolnictwa, do
postępu i cofania się, do braterstwa i nienawiści. Poza tym człowiek
staje się świadomy tego, że jego zadaniem jest pokierować
należycie siłami, które sam wzbudził, a które mogą go zmiażdżyć
lub też służyć mu. Dlatego zadaje sobie pytania.
10. (Głębokie pytania rodu ludzkiego). Zakłócenia równowagi,
na które cierpi dzisiejszy świat, w istocie wiążą się z
bardziej podstawowym zachowaniem równowagi, które ma miejsce w
sercu ludzkim. W samym bowiem człowieku wiele elementów zwalcza
się nawzajem. Będąc bowiem stworzeniem, doświadcza on z
jednej strony wielorakich ograniczeń, z drugiej strony czuje się
nieograniczony w swoich pragnieniach i powołany do wyższego życia.
Przyciągany wielu ponętami, musi wciąż wybierać między nimi
i wyrzekać się niektórych. Co więcej, będąc słabym i
grzesznym, nierzadko czyni to, czego nie chce, nie zaś to, co
chciałby czynić. Stąd cierpi rozdarcie w samym sobie, z czego
z kolei tyle i tak wielkich rozdźwięków rodzi się w społeczeństwie.
Bardzo wielu ludzi, których życie skażone jest praktycznym
materializmem, odwraca się od jasnego ujęcia tego dramatycznego
stanu rzeczy, natomiast uciskani nędzą doznają przeszkody w
zastanawianiu się nad nim. Wielu sądzi, że znajdują spokój w
różnorakim tłumaczeniu świata, jakie im się podaje. Niektórzy
wreszcie oczekują prawdziwego i pełnego wyzwolenia rodu
ludzkiego od samego wysiłku człowieka i są przeświadczeni, że
przyszłe panowanie człowieka nad ziemią zadowoli wszystkie
pragnienia jego serca. Nie brak i takich, co zwątpiwszy w sens
życia, chwalą śmiałość tych, którzy uważając egzystencję
ludzką za pozbawioną wszelkiego znaczenia, usiłują je nadać
swojemu życiu w całości wedle własnego tylko pomysłu. Mimo
to wobec dzisiejszej ewolucji świata z każdym dniem coraz
liczniejsi stają się ci, którzy bądź stawiają zagadnienia
jak najbardziej podstawowe, bądź to z nową wnikliwością
rozważają: czym jest człowiek; jaki jest sens cierpienia, zła,
śmierci, które istnieją nadal, choć dokonał się tak wielki
postęp? Na cóż te zwycięstwa tak wielką okupione ceną; co
może człowiek dać społeczeństwu, a czego się od niego
spodziewać; co nastąpi po tym życiu ziemskim?
Kościół zaś wierzy, że Chrystus, który za wszystkich umarł
i zmartwychwstał, może człowiekowi przez Ducha swego udzielić
światła i sił, aby zdolny był odpowiedzieć najwyższemu
swemu powołaniu; oraz że nie dano ludziom innego pod niebem
imienia, w którym by mieli być zbawieni. Podobnie też wierzy,
że klucz, ośrodek i cel całej ludzkiej historii znajduje się
w jego Panu i Nauczycielu. Kościół utrzymuje nadto, że u podłoża
wszystkich przemian istnieje wiele rzeczy nie ulegających
zmianie, a mających swą ostateczną podstawę w Chrystusie, który
jest Ten sam, wczoraj, dziś i na wieki. W świetle więc
Chrystusa, Obrazu Boga niewidzialnego, Pierworodnego wszystkiego
stworzenia, Sobór pragnie przemówić do wszystkich, aby wyjaśnić
tajemnicę człowieka oraz współdziałać w znalezieniu rozwiązania
głównych problemów naszego czasu.
CZĘŚĆ I
KOŚCIÓŁ I POWOŁANIE CZŁOWIEKA
11. (Trzeba odpowiedzieć wezwaniom Ducha Świętego). Lud Boży
pobudzany wiarą w to, że prowadzi go Duch Pański napełniający
okrąg ziemi, stara się w wydarzeniach, potrzebach i
pragnieniach, w których uczestniczy z resztą ludzi naszej doby,
rozpoznać, jakie w nich mieszczą się prawdziwe znaki obecności
lub zamysłów Bożych. Wiara bowiem rozjaśnia wszystko nowym światłem
i ujawnia Boży zamysł odnośnie do pełnego powołania człowieka;
dlatego kieruje ona umysł do rozwiązań w pełni ludzkich.
Sobór zamierza rozeznać w owym świetle przede wszystkim te
wartości, które dziś najwięcej się ceni, oraz odnieść je
do ich Bożego źródła. Te bowiem wartości, jako pochodzące z
twórczego ducha danego człowiekowi przez Boga, są bardzo
dobre; ale z powodu zepsucia serca ludzkiego są odwracane od
należytego swego porządku i dlatego potrzebują oczyszczenia.
Co Kościół myśli o człowieku? Co wydaje się godne zalecenia
dla budowy dzisiejszego społeczeństwa? Jaki jest ostateczny
sens działalności ludzkiej na całym świecie? Na te pytania
oczekuje się odpowiedzi. Uwidoczni ona bardziej, że Lud Boży i
ludzkość, w którą on jest włączony, świadczą sobie
wzajemnie usługi, tak że misja Kościoła okazuje się religijną
i przez to samo najbardziej ludzką.
Rozdział I
GODNOŚĆ OSOBY LUDZKIEJ
12. (Człowiek na obraz Boży). Wedle niemal zgodnego
zapatrywania wierzących i niewierzących wszystkie rzeczy, które
są na ziemi, należy skierować ku człowiekowi, stanowiącemu
ich ośrodek i szczyt.
Czym zaś jest człowiek? Wiele wydał on i wydaje o sobie
opinii; różnych i nawet przeciwstawnych, w których często bądź
wywyższa siebie jako absolutną normę, bądź poniża się aż
do rozpaczy, skutkiem czego trwa w niepewności i niepokoju. Kościół
wczuwając się głęboko w te trudności może, pouczony
Objawieniem Bożym, udzielić na nie odpowiedzi, w której
znajdzie się określenie właściwego położenia człowieka,
wyjaśnienie jego słabości, a zarazem umożliwienie należytego
uznania jego godności i powołania.
Pismo święte uczy bowiem, że człowiek został stworzony
"na obraz Boży", zdolny do poznania i miłowania swego
Stwórcy, ustanowiony przez Niego panem wszystkich stworzeń
ziemskich, aby rządził i posługiwał się nimi, dając chwałę
Bogu. "Czym jest człowiek, że o nim pamiętasz? i czymże
syn człowieczy, że się nim zajmujesz? Uczyniłeś go niewiele
mniejszym od aniołów, chwałą i czcią go uwieńczyłeś i
obdarzyłeś go władzą nad dziełami rąk Twoich. Położyłeś
wszystko pod jego stopy" (Ps 8, 5-7).
Lecz Bóg nie stworzył człowieka samotnym: gdyż od początku
"mężczyznę i niewiastę stworzył ich" (Rdz 1, 27);
a zespolenie ich stanowi pierwszą formę wspólnoty osób. Człowiek
bowiem z głębi swej natury jest istotą społeczną, toteż bez
stosunków z innymi ludźmi nie może ani żyć, ani rozwinąć
swoich uzdolnień.
Bóg przeto, jak znowu czytamy na świętych Kartach, widział
"wszystko, co uczynił, a było bardzo dobre" (Rz 1, 31).
13. (Grzech). Jednakże człowiek, stworzony przez Boga w stanie
sprawiedliwości, za poduszczeniem Złego już na początku
historii nadużył swej wolności, przeciwstawiając się Bogu i
pragnąc osiągnąć cel swój poza Nim. Poznawszy Boga, nie
oddali Mu czci jako Bogu, lecz zaćmione zostało ich bezrozumne
serce i służyli raczej stworzeniu niż Stworzycielowi. To, co
wiemy dzięki Bożemu Objawieniu, zgodne jest z doświadczeniem.
Człowiek bowiem, wglądając w swoje serce dostrzega, że jest
skłonny także do złego i pogrążony w wielorakim złu, które
nie może pochodzić od dobrego Stwórcy. Wzbraniając się często
uznać Boga za swój początek, burzy należy stosunek do swego
celu ostatecznego, a także całe swoje uporządkowane
nastawienie czy to w stosunku do siebie samego, czy do innych
ludzi i wszystkich rzeczy stworzonych.
Dlatego człowiek jest wewnętrznie rozdarty. Z tego też powodu
całe życie ludzi, czy to jednostkowe, czy zbiorowe, przedstawia
się jako walka, i to walka dramatyczna między dobrem i złem,
między światłem i ciemnością. Co więcej, człowiek odkrywa,
że jest niezdolny zwalczać skutecznie o własnych siłach napaści
zła, tak że każdy czuje się jakby skrępowany łańcuchami.
Ale sam Pan przyszedł, aby człowieka uwolnić i umocnić,
odnawiając go wewnętrznie i wyrzucając precz "księcia
tego świata" (J 12, 31), który trzymał człowieka w
niewoli grzechu. Grzech pomniejsza człowieka, odwodząc go od
osiągnięcia jego własnej pełni.
W świetle tego Objawienia znajduje swoje ostateczne wyjaśnienie
zarazem wzniosłe powołanie, jak i głęboka nędza, których człowiek
doświadcza.
14. (Natura człowieka). Człowiek stanowiący jedność ciała i
duszy skupia w sobie dzięki swej cielesnej naturze elementy świata
materialnego, tak że przez niego dosięgają one swego szczytu i
wznoszą głos w dobrowolnym chwaleniu Stwórcy. Nie wolno więc
człowiekowi gardzić życiem ciała, lecz przeciwnie, winien on
uważać ciało swoje, jako przez Boga stworzone i mające być
wskrzeszone w dniu ostatecznym, za dobre i godne szacunku. Ale człowiek
zraniony przez grzech doświadcza buntów ciała. Sama godność
człowieka wymaga, aby wysławiał Boga w swoim ciele, a nie
dozwalał, by ono wysługiwało się złym skłonnościom jego
serca.
Nie myli się człowiek, gdy uważa się za wyższego od rzeczy
cielesnych, a nie tylko za cząstkę przyrody lub za anonimowy składnik
społeczności państwowej. Albowiem tym, co zawiera jego wnętrze,
przerasta człowiek cały świat rzeczy, a wraca do tych wewnętrznych
głębi, gdy zwraca się do swego serca, gdzie oczekuje go Bóg,
który bada serce, i gdzie on sam pod okiem Boga decyduje o własnym
losie. Tak więc uznając w sobie duszę duchową i nieśmiertelną,
nie daje się zwieść ułudną fikcją wypływającą z
fizycznych tylko i społecznych warunków, lecz przeciwnie, dosięga
samej prawdziwej istoty rzeczy.
15. (Godność rozumu, prawda i mądrość). Człowiek słusznie
sądzi, że uczestnicząc w świetle Bożej myśli góruje swym
rozumem nad światem rzeczy. Na przestrzeni wieków, dzięki
pilnemu ćwiczeniu swego twórczego ducha, postąpił niewątpliwie
w naukach doświadczalnych, w umiejętnościach technicznych i w
sztukach wyzwolonych. W naszych czasach zaś doszedł do
wybitnych osiągnięć, zwłaszcza w badaniu i podporządkowaniu
sobie świata materialnego. Zawsze jednak szukał prawdy głębszej
i znajdował ją. Umysł bowiem nie jest zacieśniony do samych
zjawisk, lecz może z prawdziwą pewnością ująć rzeczywistość
poznawalną, mimo że w następstwie grzechu jest częściowo
przyciemniony i osłabiony.
Na koniec natura intelektualna osoby ludzkiej udoskonala się i
powinna doznać udoskonalenia przez mądrość, która umysł człowieka
łagodnie pociąga ku poszukiwaniu i umiłowaniu tego, co
prawdziwe i dobre. Przepojony nią człowiek dochodzi poprzez
rzeczy widzialne do niewidzialnych.
Epoka nasza bardziej niż czasy ubiegłe potrzebuje takiej mądrości,
która by wszelkie rzeczy nowe, jakie człowiek odkrywa, czyniła
bardziej ludzkimi. Przyszłym losom świata grozi bowiem
niebezpieczeństwo, jeśli ludzie nie staną się mądrzejsi. A
zaznaczyć jeszcze trzeba, że liczne narody mniej zasobne
ekonomicznie, a bogatsze w mądrość mogą innym przynieść
niezwykle wiele pożytku.
Dzięki darowi Ducha Świętego dochodzi człowiek przez wiarę
do kontemplacji i pojmowania tajemnicy planu Bożego.
16. (Godność sumienia). W głębi sumienia człowiek odkrywa
prawo, którego sam sobie nie nakłada, lecz któremu winien być
posłuszny i którego głos wzywający go zawsze tam, gdzie
potrzeba, do miłowania i czynienia dobra a unikania zła,
rozbrzmiewa w sercu nakazem: czyń to, tamtego unikaj. Człowiek
bowiem ma w swym sercu wypisane przez Boga prawo, wobec którego
posłuszeństwo stanowi o jego godności i według którego będzie
sądzony. Sumienie jest najtajniejszym ośrodkiem i sanktuarium
człowieka, gdzie przebywa on sam z Bogiem, którego głos w jego
wnętrzu rozbrzmiewa. Przez sumienie dziwnym sposobem staje się
wiadome to prawo, które wypełnia się miłowaniem Boga i bliźniego.
Przez wierność sumienia chrześcijanie łączą się z resztą
ludzi w poszukiwaniu prawdy i rozwiązywaniu w prawdzie tylu
problemów moralnych, które narzucają się tak w życiu
jednostek, jak i we współżyciu społecznym. Im bardziej więc
bierze górę prawe sumienie, tym więcej osoby i grupy ludzkie
unikają ślepej samowoli i starają się dostosowywać do
obiektywnych norm moralności. Często jednak zdarza się, że
sumienie błądzi na skutek niepokonalnej niewiedzy, ale nie
traci przez to swojej godności. Nie można jednak tego powiedzieć
w wypadku, gdy człowiek niewiele dba o poszukiwanie prawdy i
dobra, a sumienie z nawyku do grzechu powoli ulega niemal zaślepieniu.
17. (Wielkie znaczenie wolności). Człowiek jednak może zwracać
się do dobra tylko w sposób wolny. Wolność tę wysoko sobie
cenią nasi współcześni i żarliwie o nią zabiegają. I mają
słuszność. Często jednak sprzyjają jej w sposób fałszywy,
jako swobodzie czynienia wszystkiego, co tylko się podoba, w tym
także i zła. Wolność prawdziwa zaś to szczególny znak
obrazu Bożego w człowieku. Bóg bowiem zechciał człowieka
pozostawić w ręku rady jego, żeby Stworzyciela swego szukał z
własnej ochoty i Jego się trzymając, dobrowolnie dochodził do
pełnej i błogosławionej doskonałości. Tak więc godność człowieka
wymaga, aby działał ze świadomego i wolnego wyboru, to znaczy
osobowo, od wewnątrz poruszony i naprowadzony, a nie pod wpływem
ślepego popędu wewnętrznego lub też zgoła przymusu zewnętrznego.
Taką zaś wolność zdobywa człowiek, gdy uwalnia się od
wszelkiej niewoli namiętności, dąży do swego celu drogą
wolnego wyboru dobra oraz zapewnia sobie skutecznie i pilnie
odpowiednie pomoce. Wolność ludzka, zraniona grzechem, jedynie
z pomocą łaski Bożej może to nastawienie ku Bogu uczynić w
pełni skutecznym. A każdy będzie musiał zdać sprawę przed
trybunałem Boga z własnego życia wedle tego, co czynił dobrze
czy też źle.
18. (Tajemnica śmierci). Tajemnica losu ludzkiego ujawnia się
najbardziej w obliczu śmierci. Nie tylko boleści i postępujący
rozkład ciała dręczą człowieka, lecz także, i to jeszcze
bardziej, lęk przed unicestwieniem na zawsze. Instynktem swego
serca słusznie osądza sprawę, jeśli wzdryga się przed całkowitą
zagładą i ostatecznym końcem swojej osoby i myśl o tym
odrzuca. Zaród wieczności, który w sobie nosi jako
niesprowadzalny do samej tylko materii, buntuje się przeciw śmierci.
Wszystkie wysiłki techniki, choć bardzo użyteczne, nie mogą
uspokoić tego lęku; biologicznie bowiem przedłużenie życia
nie zdoła zaspokoić pragnienia życia dalszego, pragnienia, które
nieusuwalnie przebywa w sercu człowieka.
Choć wobec śmierci wszelka wyobraźnia zawodzi, Kościół
jednak pouczony Bożym Objawieniem stwierdza, że człowiek został
stworzony przez Boga dla szczęśliwego celu poza granicą
niedoli ziemskiej. Ponadto wiara chrześcijańska uczy, że śmierć
cielesna, od której człowiek byłby wolny, gdyby nie był
zgrzeszył, zostanie przezwyciężona, gdy Wszechmogący i miłosierny
Zbawca przywróci człowiekowi zbawienie z jego winy utracone. Bóg
bowiem powołał i powołuje człowieka, aby przylgnął do Niego
całą swą naturą w wiecznym uczestnictwie nieskazitelnego życia
Bożego. To zwycięstwo odniósł Chrystus zmartwychwstały,
uwalniając swą śmiercią człowieka od śmierci. Zatem każdemu
myślącemu człowiekowi wiara, przedstawiona w oparciu o solidne
argumenty, daje odpowiedź na jego niepokój o przyszły los, a
zarazem stwarza możność obcowania w Chrystusie z umiłowanymi
braćmi zabranymi już przez śmierć, niosąc nadzieję, że osiągnęli
oni prawdziwe życie w Bogu.
19. (Formy i źródła ateizmu). Osobliwą rację godności
ludzkiej stanowi powołanie człowieka do uczestniczenia w życiu
Boga. Człowiek już od swego początku zapraszany jest do
rozmowy z Bogiem: istnieje bowiem tylko dlatego, że Bóg stworzył
go z miłości i wciąż z miłości zachowuje, a żyje w pełni
wedle prawdy, gdy dobrowolnie uznaje ową miłość i powierza się
swemu Stwórcy. Jednakże wielu współczesnych nam ludzi nie
dostrzega tej wewnętrznej i żywotnej łączności z Bogiem albo
ją wyraźnie odrzuca, tak że ateizm należy zaliczyć do
najpoważniejszych spraw doby obecnej i poddać go staranniejszym
badaniom.
Wyrazem ateizm oznacza się zjawiska różniące się bardzo między
sobą. Kiedy bowiem jedni przeczą wyraźnie istnieniu Boga, inni
uważają, że człowiek w ogóle nic pewnego o Nim twierdzić
nie może; a inni znów zagadnienie Boga poddają badaniu taką
metodą, żeby ono wydawało się bez sensu. Wielu, niewłaściwie
przekroczywszy granice nauk pozytywnych, usiłuje albo wszystko tłumaczyć
tylko drogą naukowego poznania, albo też przeciwnie, nie
przyjmuje istnienia żadnej w ogóle prawdy absolutnej. Niektórzy
tak bardzo wywyższają człowieka, że wiara w Boga staje się
jakby bezsilna i więcej im chodzi, jak się zdaje, o afirmację
człowieka aniżeli o przeczenie istnieniu Boga. Inni znów tak
sobie Boga wymyślają, że twór ten, odrzucany przez nich, żadną
miarą nie jest Bogiem Ewangelii. Inni nie przystępują nawet do
zagadnień dotyczących Boga, ponieważ zdają się nie odczuwać
niepokoju religijnego i nie pojmują, dlaczego mieliby troszczyć
się o religię. Nierzadko poza tym ateizm rodzi się bądź z
namiętnego protestu przeciw złu w świecie, bądź z niesłusznego
przyznania pewnym dobrom ludzkim znamienia absolutu, tak że
bierze się je już za Boga. Także dzisiejsza cywilizacja nie
tyle sama za siebie, ile raczej dlatego, że zbytnio uwikłana
jest w sprawy ziemskie, może często utrudniać dostęp do Boga.
Zapewne nie są wolni od winy ci, którzy dobrowolnie usiłują
bronić Bogu dostępu do swego serca i unikać zagadnień
religijnych, nie idąc za głosem swego sumienia; jednakże i
sami wierzący ponoszą często za to pewną odpowiedzialność.
Ateizm bowiem wzięty w całości nie jest czymś pierwotnym,
lecz raczej powstaje z różnych przyczyn, do których zalicza się
też krytyczna reakcja przeciw religiom, a w niektórych krajach
szczególnie przeciw religii chrześcijańskiej. Dlatego w takiej
genezie ateizmu niemały udział mogą mieć wierzący, o ile
skutkiem zaniedbań w wychowaniu religijnym albo fałszywego
przedstawiania nauki wiary, albo też braków w ich własnym życiu
religijnym, moralnym i społecznym, powiedzieć o nich trzeba, że
raczej przesłaniają, aniżeli pokazują prawdziwe oblicze Boga
i religii.
20. (Ateizm usystematyzowany). Ateizm współczesny przedstawia
się też często w formie usystematyzowanej, która poza innymi
sprawami tak daleko posuwa postulat autonomii człowieka, że
wznieca trudność przeciwko wszelkiej zależności człowieka od
Boga. Wyznawcy takiego ateizmu twierdzą, że wolność polega na
tym, żeby człowiek był sam sobie celem, sam jedynym sprawcą i
demiurgiem swojej własnej historii; a to jak mniemają - nie
daje się pogodzić z uznaniem Pana, sprawcy i celu wszystkich
rzeczy, lub co najmniej czyni takie twierdzenie zupełnie
zbytecznym. Tej doktrynie sprzyjać może poczucie potęgi, jakie
daje człowiekowi dzisiejszy postęp techniki.
Wśród form dzisiejszego ateizmu nie należy pominąć tej, która
oczekuje wyzwolenia człowieka przede wszystkim drogą jego
wyzwolenia gospodarczego i społecznego. Temu wyzwoleniu,
twierdzi, religia z natury swej stoi na przeszkodzie, gdyż budząc
nadzieje człowieka na przyszłe, złudne życie, odstręcza go
od budowy państwa ziemskiego. Stąd zwolennicy tej doktryny, gdy
dochodzą do rządów w państwie, gwałtownie zwalczają religię,
szerząc ateizm, przy stosowaniu, zwłaszcza w wychowaniu młodzieży,
również tych środków nacisku, którymi rozporządza władza
publiczna.
21. (Postawa Kościoła wobec ateizmu). Kościół, wiernie
oddany tak Bogu, jak i ludziom, nie może zaprzestać odrzucania
z całą stanowczością, jak przedtem, tych boleśnie zgubnych
doktryn i działalności, które sprzeciwiają się rozumowi i
powszechnemu doświadczeniu ludzkiemu oraz strącają człowieka
z wyżyn wrodzonego mu dostojeństwa. Kościół jednak stara się
uchwycić kryjące się w umyśle ateistów powody negacji Boga,
a świadomy wagi zagadnień, jakie ateizm wznieca, oraz wiedziony
miłością ku ludziom uważa, że należy poddać je poważnemu
i głębszemu zbadaniu.
Kościół utrzymuje, że uznanie Boga bynajmniej nie sprzeciwia
się godności człowieka, skoro godność ta na samym Bogu się
zasadza i w Nim się doskonali: Bóg - Stwórca bowiem uczynił
człowieka rozumnym i wolnym; lecz przede wszystkim człowiek
powołany jest jako syn do samej wspólnoty z Bogiem i do udziału
w Jego szczęściu. Kościół uczy poza tym, że nadzieja
eschatologiczna nie pomniejsza doniosłości zadań ziemskich,
lecz raczej wspiera ich spełnianie nowymi pobudkami. Natomiast
przy braku fundamentu Bożego i nadziei życia wiecznego godność
człowieka, jak to dziś często widać, doznaje bardzo poważnego
uszczerbku, a zagadki życia i śmierci, winy i cierpienia
pozostają bez rozwiązania, tak że ludzie nierzadko popadają w
rozpacz.
Każdy człowiek pozostaje wtedy sam dla siebie zagadnieniem
nierozwiązanym, niejasno uchwyconym. Nikt bowiem nie może w
pewnych chwilach, zwłaszcza w ważniejszych wydarzeniach życia,
całkowicie uchylić się od powyższego pytania. Pełną i całkowicie
pewną odpowiedź przynosi sam Bóg, który wzywa człowieka do głębszego
zastanowienia się i pokorniejszego dociekania.
Środka zaradczego na ateizm należy się spodziewać tak od
doktryny odpowiednio wyłożonej, jak i od nieskażonego życia
Kościoła i jego członków. Zadaniem bowiem Kościoła jest
uobecniać i czynić niejako widzialnym Boga Ojca i Jego Syna
wcielonego przez nieustanne odnawianie się i oczyszczanie pod
kierunkiem Ducha Świętego. Osiąga się to przede wszystkim świadectwem
żywej i dojrzałej wiary, usprawnionej do tego, aby mogła jasno
widzieć trudności i przezwyciężać je. Wspaniałe świadectwo
takiej wiary dawali i dają liczni męczennicy. Ta właśnie
wiara winna ujawniać swą płodność, przenikając całe życie
wiernych, także i życie świeckie, i pobudzając ich do
sprawiedliwości i miłości, zwłaszcza wobec cierpiących
niedostatek. Do okazywania obecności Boga przyczynia się
wreszcie najbardziej miłość braterska wiernych, którzy
jednomyślni w duchu, współpracują dla wiary Ewangelii i stają
się znakiem jedności.
Kościół zaś, chociaż odrzuca ateizm całkowicie, to jednak
szczerze wyznaje, że wszyscy ludzie, wierzący i niewierzący,
powinni się przyczyniać do należytej budowy tego świata, w którym
wspólnie żyją; a to z pewnością nie może dziać się bez
szczerego i roztropnego dialogu. Boleje więc Kościół nad
dyskryminacją wierzących i niewierzących, którą
niesprawiedliwie wprowadzają niektórzy kierownicy państw, nie
uznający zasadniczych prawd osoby ludzkiej. Dla wierzących
domaga się wolności działania, aby wolno im było w świecie
budować również świątynię Bogu. Ateistów zaś przyjaźnie
zaprasza, by otwartym sercem rozważali Ewangelię Chrystusową.
Kościół bowiem jest doskonale świadomy tego, że to, co on
wieści, idzie po linii najtajniejszych pragnień ludzkiego
serca, gdy broni godności powołania ludzkiego, przywracając
nadzieję tym, którzy zwątpili już o swoim wyższym
przeznaczeniu. Jego orędzie, dalekie od pomniejszania człowieka,
niesie dla jego dobra światło, życie i wolność; poza tym zaś
nic nie zdoła zadowolić serca ludzkiego, bo: "uczyniłeś
nas dla siebie", Panie, "niespokojne jest serce nasze,
póki nie spocznie w Tobie".
22. (Chrystus nowy Człowiek). Tajemnica człowieka wyjaśnia się
naprawdę dopiero w tajemnicy Słowa Wcielonego. Albowiem Adam,
pierwszy człowiek, był figurą przyszłego, mianowicie
Chrystusa Pana. Chrystus, nowy Adam, już w samym objawieniu
tajemnicy Ojca i Jego miłości objawia w pełni człowieka
samemu człowiekowi i okazuje mu najwyższe jego powołanie. Nic
więc dziwnego, że w Nim wyżej wspomniane prawdy znajdują swe
źródło i dosięgają szczytu.
Ten, który jest "obrazem Boga niewidzialnego" (Kol 1, 15),
jest człowiekiem doskonałym, który przywrócił synom Adama
podobieństwo Boże, zniekształcone od czasu pierwszego grzechu.
Skoro w nim przybrana natura nie uległa zniszczeniu, tym samym
została ona wyniesiona również w nas do wysokiej godności.
Albowiem On, Syn Boży, przez wcielenie swoje zjednoczył się
jakoś z każdym człowiekiem. Ludzkimi rękoma pracował,
ludzkim myślał umysłem, ludzką działał wolą, ludzkim
sercem kochał, urodzony z Maryi Dziewicy, stał się prawdziwie
jednym z nas, we wszystkim do nas podobny oprócz grzechu.
Niewinny Baranek krwią swoją dobrowolnie wylaną wysłużył
nam życie i w Nim Bóg pojednał nas ze sobą i między nami
samymi oraz wyrwał z niewoli szatana i grzechu, tak że każdy z
nas może wraz z Apostołem powiedzieć: Syn Boży "umiłował
mnie i wydał siebie samego za mnie" (Gal 2, 20). Cierpiąc
za nas nie tylko dał przykład, byśmy szli w Jego ślady, lecz
i otworzył nam nową drogę, którą jeśli idziemy, życie i śmierć
doznają uświęcenia i nabierają nowego sensu.
Chrześcijanin zaś stawszy się podobnym do obrazu Syna, który
jest Pierworodnym między wielu braćmi, otrzymuje "pierwociny
Ducha" (Rz 8, 23), które czynią go zdolnym do wypełniania
nowego prawa miłości. Przez tego Ducha, będącego "zadatkiem
dziedzictwa" (Ef 1, 14), cały człowiek wewnętrznie się
odnawia aż do "odkupienia ciała" (Rz 8, 23), bo "jeśli
Duch tego, który wzbudził z martwych Jezusa, przebywa w nas,
ten, który z martwych wzbudził Jezusa Chrystusa, ożywi śmiertelne
ciała wasze Duchem swym w was przebywającym" (Rz 8, 11).
Chrześcijanina przynagla z pewnością potrzeba i obowiązek
walki ze złem wśród wielu utrapień, nie wyłączając śmierci,
lecz włączony w tajemnicę paschalną, upodobniony do śmierci
Chrystusa, podąży umocniony nadzieją ku zmartwychwstaniu.
Dotyczy to nie tylko wiernych chrześcijan, ale także wszystkich
ludzi dobrej woli, w których sercu działa w sposób
niewidzialny łaska. Skoro bowiem za wszystkich umarł Chrystus i
skoro ostateczne powołanie człowieka jest rzeczywiście jedno,
mianowicie boskie, to musimy uznać, że Duch Święty wszystkim
ofiaruje możliwość dojścia w sposób Bogu wiadomy do
uczestnictwa w tej paschalnej tajemnicy.
Taka i tak wielka jest tajemnica człowieka, która zajaśniała
wierzącym przez Objawienie chrześcijańskie. Przez Chrystusa więc
i w Chrystusie rozjaśnia się zagadka cierpienia i śmierci, która
przygniata nas poza Jego Ewangelią. Chrystus zmartwychwstał
zwyciężając śmierć swoją śmiercią i obdarzył nas życiem,
byśmy jako synowie w Synu wołali w Duchu: Abba, Ojcze!
Rozdział II
WSPÓLNOTA LUDZKA
23. (Ku czemu zmierza Sobór). Do głównych rysów dzisiejszego
świata zalicza się zwielokrotnienie związków między ludźmi,
do czego bardzo się przyczynia dzisiejszy postęp techniczny.
Jednakże dialog braterski między ludźmi dochodzi do skutku nie
dzięki temu postępowi, lecz głębiej, poprzez wspólnotę osób,
która domaga się wzajemnego poszanowania dla ich pełnej
duchowej godności. Objawienie chrześcijańskie stanowi wielce
pomocny środek dla rozwoju tej wspólnoty między osobami, a
zarazem prowadzi nas do głębszego rozumienia praw życia społecznego,
jakie Stwórca wpisał w naturę duchową i moralną człowieka.
Ponieważ niedawne dokumenty Urzędu Nauczycielskiego Kościoła
obszerniej wyłożyły naukę jego o społeczeństwie ludzkim,
Sobór przypomina tylko niektóre, bardziej zasadnicze prawdy i
uwydatnia ich podstawy w świetle Objawienia. Następnie
zatrzymuje się nad niektórymi wnioskami o większym za dni
naszych znaczeniu.
24. (Wspólnotowy charakter powołania człowieka w planie Bożym).
Bóg troszczący się po ojcowsku o wszystko chciał, by wszyscy
ludzie tworzyli jedną rodzinę i odnosili się wzajemnie do
siebie w duchu braterskim. Wszyscy bowiem, stworzeni na obraz
Boga, który "z jednego uczynił cały rodzaj ludzki, aby
zamieszkał cały obszar ziemi" (Dz 17, 26), powołani są do
jednego i tego samego celu, to jest do Boga samego.
Dlatego to miłość Boga i bliźniego jest pierwszym i największym
przykazaniem. Pismo święte zaś poucza nas, że miłości Boga
nie można odłączyć od miłości bliźniego, bo: "jeśli
jest inne jakie przykazanie, w tym słowie się zamyka: będziesz
miłował bliźniego swego jak siebie samego... przeto doskonałym
wypełnieniem prawa jest miłość" (Rz 13, 9-10; por. 1 J 4, 20).
Że jest to rzeczą bardzo wielkiej wagi, dowodzi fakt, że
ludzie z każdym dniem są coraz bardziej od siebie zależni, a
świat w coraz wyższym stopniu jest zjednoczony.
Kiedy Pan Jezus modli się do Ojca, aby "wszyscy byli jedno...
jako i my jedno jesteśmy" (J 17, 21-22), otwierając przed
rozumem ludzkim niedostępne perspektywy, daje znać o pewnym
podobieństwie między jednością osób boskich a jednością
synów Bożych zespolonych w prawdzie i miłości. To podobieństwo
ukazuje, że człowiek będąc jedynym na ziemi stworzeniem, którego
Bóg chciał dla niego samego, nie może odnaleźć się w pełni
inaczej jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego.
25. (Wzajemna zależność osoby ludzkiej i społeczeństwa
ludzkiego). Z natury społecznej człowieka wynika, że istnieje
wzajemna zależność między postępem osoby ludzkiej i rozwojem
społeczeństwa. Osoba ludzka jest i powinna być zasadą,
podmiotem i celem wszystkich urządzeń społecznych, ponieważ z
natury swej koniecznie potrzebuje ona życia społecznego.
Ponieważ życie społeczne nie jest dla człowieka tylko czymś
dodatkowym, wzrasta on we wszystkich swych przymiotach i staje się
zdolny odpowiedzieć swemu powołaniu przez obcowanie z innymi,
przez wzajemne usługi i rozmowę z braćmi.
Spośród powiązań społecznych, koniecznych człowiekowi do
jego wyrobienia, jedne, jak rodzina i wspólnota polityczna,
odpowiadają bardziej bezpośrednio jego najgłębszej naturze;
inne natomiast pochodzą z jego wolnej woli. W naszej epoce z różnych
powodów mnożą się z dnia na dzień wzajemne więzi i uzależnienia,
w wyniku czego powstają różne zrzeszenia oraz instytucje o
charakterze publicznym czy prywatnym. Fakt ten, zwany socjalizacją,
jakkolwiek nie jest wolny od niebezpieczeństw, to jednak
przynosi liczne korzyści dla umocnienia i rozwinięcia przymiotów
osoby ludzkiej i dla ochrony jej praw.
Jeżeli osoby ludzkie wiele otrzymują od życia społecznego
przy spełnianiu swego powołania, również religijnego, to
jednak nie da się zaprzeczyć, że ludzie są często odciągani
od dobrego a popychani ku złemu przez warunki społeczne, w których
żyją i w które wrośnięci są od dziecka. Jest rzeczą pewną,
że zaburzenia występujące tak często w porządku społecznym
pochodzą częściowo z samego napięcia właściwego formom
gospodarczym, politycznym i społecznym. Głębsze jednak ich źródło
leży w pysze ludzkiej i egoizmie, które również zatruwają
klimat społeczny. Tam zaś, gdzie porządek rzeczy jest skażony
przez następstwa grzechu, człowiek od urodzenia skłonny do złego,
znajduje nowe pobudki do grzechu, których nie można przezwyciężyć
bez uporczywych wysiłków wspieranych łaską.
26. (Popieranie wspólnego dobra). Z coraz ściślejszej zależności
wzajemnej, z każdym dniem ogarniającej powoli cały świat
wynika, że dobro wspólne - czyli suma warunków życia społecznego,
jakie bądź zrzeszeniom, bądź poszczególnym członkom społeczeństwa
pozwalają osiągać pełniej i łatwiej własną doskonałość
- staje się dziś coraz bardziej powszechne i pociąga za sobą
prawa i obowiązki, dotyczące całego rodzaju ludzkiego. Każda
grupa społeczna musi uwzględnić potrzeby i słuszne dążenia
innych grup, co więcej, dobro wspólne całej rodziny ludzkiej.
Równocześnie rośnie świadomość niezwykłej godności, jaka
przysługuje osobie ludzkiej, która przerasta wszystkie rzeczy,
i której prawa oraz obowiązki mają charakter powszechny i
nienaruszalny. Należy zatem udostępnić człowiekowi to
wszystko, czego potrzebuje do prowadzenia życia prawdziwie
ludzkiego, jak wyżywienie, odzież, mieszkanie, prawo do
swobodnego wyboru stanu i do założenia rodziny, do wychowania i
pracy, do dobrej sławy i szacunku, do odpowiedniej informacji i
do postępowania według słusznej normy własnego sumienia, do
ochrony życia prywatnego oraz do sprawiedliwej wolności także
w dziedzinie religijnej.
Porządek zatem społeczny i jego rozwój winien być nastawiony
nieustannie na dobro osób, ponieważ od ich porządku winien być
uzależniony porządek rzeczy, a nie na odwrót. Sam Pan wskazuje
na to mówiąc, że szabat ustanowiony został dla człowieka, a
nie człowiek dla szabatu. Porządek ów stale trzeba rozwijać,
opierając na prawdzie, budować w sprawiedliwości, ożywiać miłością;
w wolności zaś powinno się odnajdywać coraz pełniej ludzką
równowagę. Żeby tego dokonać, trzeba wprowadzić odnowę w
sposobie myślenia i szeroko zakrojone przemiany życia społecznego.
Duch Boży, który przedziwną opatrznością kieruje biegiem
czasu i odnawia oblicze ziemi, pomaga tej ewolucji. Zaczyn zaś
ewangeliczny wzbudzał i wzbudza w sercu człowieka nieodparte
żądanie godności.
27. (Poszanowanie osoby ludzkiej). Przechodząc do praktycznych i
bardziej naglących wniosków, Sobór kładzie nacisk na szacunek
dla człowieka: poszczególni ludzie winni uważać bliźniego
bez żadnego wyjątku za "drugiego samego siebie",
zwracając przede wszystkim uwagę na zachowanie jego życia i środki
do godnego jego prowadzenia, tak by nie naśladować owego
bogacza, który nie troszczył się wcale o biednego Łazarza.
Szczególnie w naszych czasach nagli obowiązek, byśmy stawali
się bliźnimi każdego bez wyjątku człowieka i służyli
czynnie spotkanemu, czy byłby to starzec opuszczony przez
wszystkich, czy robotnik, bezpodstawnie pogardzany cudzoziemiec,
czy wygnaniec, czy dziecko z nieprawego związku cierpiące
niezasłużenie za grzech przez siebie nie popełniony, czy głodny,
który apeluje do naszego sumienia, przypominając słowo Pańskie:
"cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich
najmniejszych, mnieście uczynili" (Mt 25, 40).
Ponadto wszystko, co godzi w samo życie, jak wszelkiego rodzaju
zabójstwa, ludobójstwa, spędzanie płodu, eutanazja i
dobrowolne samobójstwo; wszystko, cokolwiek narusza całość
osoby ludzkiej, jak okaleczenia, tortury zadawane ciału i duszy,
wysiłki w kierunku przymusu psychicznego; wszystko co ubliża
godności ludzkiej, jak nieludzkie warunki życia, arbitralne
aresztowania, deportacje, niewolnictwo, prostytucja, handel
kobietami i młodzieżą; a także nieludzkie warunki pracy, w których
traktuje się pracowników jak zwykłe narzędzia zysku, a nie
jak wolne, odpowiedzialne osoby: wszystkie te i tym podobne
sprawy i praktyki są czymś haniebnym; zakażając cywilizację
ludzką, bardziej hańbą tych, którzy się ich dopuszczają, niż
tych, którzy doznają krzywdy, i są jak najbardziej sprzeczne z
czcią należną Stwórcy.
28. (Szacunek i miłość względem przeciwników). Tych, którzy
w sprawach społecznych, politycznych lub nawet religijnych
inaczej niż my myślą i postępują, należy również poważać
i kochać; im bowiem bardziej dogłębnie w duchu uprzejmości i
miłości pojmiemy ich sposób myślenia, tym łatwiej będziemy
mogli z nimi nawiązać dialog.
Oczywiście ta miłość i dobroć nie mają nas bynajmniej czynić
obojętnymi na prawdę i dobro. Przeciwnie, sama miłość
przynagla uczniów Chrystusowych, aby głosić wszystkim ludziom
zbawczą prawdę. Trzeba jednak odróżniać błąd, który
zawsze winno się odrzucać, od błądzącego, który wciąż
zachowuje godność osoby, nawet jeśli uległ fałszywym czy
mniej ścisłym pojęciom religijnym. Sam Bóg jest sędzią i
badającym serca, dlatego zabrania on nam wyrokować o
czyjejkolwiek winie.
Nauka Chrystusa żąda, abyśmy wybaczali krzywdy, i rozciąga
przykazanie miłości na wszystkich nieprzyjaciół, co jest
nakazem Nowego Prawa: "Słyszeliście, że powiedziano: będziesz
miłował bliźniego twego, a w nienawiści będziesz miał
nieprzyjaciela twego. A ja wam powiadam: miłujcie nieprzyjaciół
waszych, dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą, a módlcie
się za prześladujących i powtarzających was" (Mt 5, 43-44).
29. (Istotna równość między wszystkimi ludźmi i sprawiedliwość
społeczna). Ponieważ wszyscy ludzie posiadający duszę rozumną
i stworzeni na obraz Boga mają tę samą naturę i ten sam początek,
a odkupieni przez Chrystusa cieszą się tym samym powołaniem i
przeznaczeniem, należy coraz bardziej uznawać podstawową równość
między wszystkimi.
Rzecz jasna, nie wszyscy ludzie są równi pod względem różnych
swoich możliwości fizycznych oraz różnorakości sił
intelektualnych i moralnych. Należy jednak przezwyciężyć i
usuwać wszelką formę dyskryminacji odnośnie do podstawowych
praw osoby ludzkiej, czy to dyskryminacji społecznej, czy
kulturalnej, czy też ze względu na płeć, rasę, kolor skóry,
pozycję społeczną, język lub religię, ponieważ sprzeciwia
się ona zamysłowi Bożemu. Naprawdę bowiem ubolewać należy
nad tym, że podstawowe prawa osoby nie wszędzie są
zagwarantowane. Tak bywa np., gdy kobiecie odmawia się prawa
wolnego wyboru małżonka czy stanu albo dostępu do równego z mężczyzną
wychowania i wykształcenia.
Ponadto, choć zachodzą między ludźmi uzasadnione różnice, równa
godność ich osób wymaga, aby były zaprowadzone bardziej
ludzkie i sprawiedliwe warunki życia. Albowiem zbytnie nierówności
gospodarcze i społeczne wśród członków czy ludów jednej
ludzkiej rodziny wywołują zgorszenie i sprzeciwiają się
sprawiedliwości społecznej, równości, godności osoby
ludzkiej oraz pokojowi społecznemu i międzynarodowemu.
Ludzkie zaś instytucje, tak prywatne jak i publiczne, niech
starają się służyć godności i celowi człowieka, zwalczając
zarazem usilnie niewolę społeczną czy polityczną oraz strzegąc
podstawowych praw ludzi w każdym ustroju politycznym. Co więcej,
wypada, żeby tego rodzaju instytucje powoli dostosowywały się
do spraw duchowych, górujących nad wszystkimi innymi, choćby
niekiedy trzeba było jeszcze wiele czasu, aby doprowadzić do pożądanego
celu.
30. (Potrzeba wyjścia poza etykę indywidualistyczną). Głęboka
i szybka przemiana rzeczywistości nagląco domaga się, żeby
nie było nikogo, kto nie zwracając uwagi na bieg wydarzeń lub
odrętwiały w bezczynności, sprzyjałby etyce czysto
indywidualistycznej. Obowiązek sprawiedliwości i miłości
coraz lepiej jest wypełniany przez to, że każdy, przyczyniając
się do wspólnego dobra wedle własnych uzdolnień i potrzeb
innych ludzi, przyczynia się również do rozwoju instytucji czy
to publicznych, czy prywatnych i pomaga tym, które służą
zmianie na lepsze życiowych warunków ludzi.
Znajdują się również tacy, którzy głosząc śmiałe i
szlachetne opinie, w rzeczywistości jednak żyją tak, jak by się
zgoła nie troszczyli o potrzeby społeczeństwa. Co więcej,
wielu ludzi w różnych krajach lekceważy sobie prawa i przepisy
społeczne. Niemało jest też takich, którzy nie wahają się różnego
rodzaju oszustwami i podstępami uchylać od słusznych podatków
lub innych świadczeń społecznych. Inni znów mało sobie ważą
pewne normy życia społecznego, na przykład przepisy dotyczące
ochrony zdrowia lub regulujące ruch pojazdów, nie licząc się
z tym, że przez takie niedbalstwo wystawiają na niebezpieczeństwo
życie własne i cudze.
Niech dla wszystkich będzie rzeczą świętą zaliczanie
solidarności społecznej do głównych obowiązków dzisiejszego
człowieka oraz przestrzeganie jej. Im bardziej bowiem jednoczy
się świat, tym wyraźniej zadania ludzi przekraczają ramy
partykularnych grup i powoli rozciągają się na cały świat.
Dziać się to może jedynie wtedy, gdy poszczególni ludzie i
grupy pielęgnować będą cnoty moralne i społeczne oraz będą
je szerzyć w społeczeństwie, tak by przy koniecznej pomocy łaski
Bożej ukształtowali się prawdziwie nowi ludzie i budowniczowie
nowej ludzkości.
31. (Odpowiedzialność i uczestnictwo). Ażeby poszczególni
ludzie wypełniali dokładniej swój obowiązek sumienia, czy to
w stosunku do siebie, czy też w stosunku do różnych grup, których
są członkami, trzeba ich starannie wychowywać ku pełniejszej
kulturze duchowej, korzystając z ogromnych środków
pomocniczych, stojących dziś do dyspozycji rodu ludzkiego.
Przede wszystkim wychowanie młodzieży niezależnie od jej
pochodzenia społecznego tak należy dziś prowadzić, by formowało
mężczyzn i kobiety, którzy nie tylko byliby wykształceni, ale
też i wielkoduszni, ponieważ nasze czasy gwałtownie domagają
się tego.
Lecz człowiek z trudem dochodzi do takiego poczucia
odpowiedzialności, jeśli warunki życia nie pozwalają mu uświadomić
sobie swojej własnej godności i jeśli nie żyje zgodnie ze
swym powołaniem, poświęcając się służbie Bogu i bliźnim.
Wolność zaś człowieka często zanika tam, gdzie człowiek
wpada w skrajną nędzę, podobnie jak traci ona na wartości
tam, gdzie człowiek hołdując zbytnio łatwiźnie życiowej,
zamyka się niby w złotej samotni. Przeciwnie, wolność umacnia
się, gdy człowiek przyjmuje nieuniknione konieczności życia
społecznego, wielorakie wymagania solidarności ludzkiej i
zobowiązuje się do służby wspólnocie ludzkiej.
Dlatego należy pobudzać wolę wszystkich do udziału we wspólnych
przedsięwzięciach. Na pochwałę zasługuje postępowanie tych
narodów, w których jak największa część obywateli
uczestniczy w sprawach publicznych w warunkach prawdziwej wolności.
Należy jednak uwzględniać realne warunki każdego narodu i
konieczność sprężystej władzy publicznej. Ażeby zaś
wszyscy obywatele byli skłonni uczestniczyć w życiu różnych
grup, z których składa się organizm społeczny, konieczne
jest, by mogli w nich znaleźć wartości, które by ich pociągały
i skłaniały do służenia drugim. Słusznie możemy sądzić,
że przyszły los ludzkości leży w ręku tych, którzy potrafią
podać następnym pokoleniom motywy życia i nadziei.
32. (Słowo
Wcielone i solidarność ludzka). Tak jak Bóg stworzył ludzi
nie do życia w odosobnieniu, lecz do wytworzenia społeczności,
tak też Jemu "podobało się uświęcać i zbawiać ludzi
nie pojedynczo, z wykluczeniem wszelkiej wzajemnej między nimi
więzi, lecz uczynić z nich lud, który by Go poznawał w
prawdzie i zbożnie Mu służył". Stąd od początku
historii zbawienia wybierał ludzi nie tylko jako jednostki, lecz
i jako członków pewnej wspólnoty. Tych bowiem wybranych, odsłaniając
swój zamysł, nazwał Bóg "ludem swoim" (Wj 3, 7-12),
z którym ponadto zawarł przymierze na Synaju.
Ten wspólnotowy charakter osiąga swoją doskonałość i wypełnia
się w dziele Jezusa Chrystusa. Samo bowiem Słowo Wcielone
zechciało być uczestnikiem ludzkiej społeczności. Jezus wziął
udział w godach weselnych w Kanie, wszedł do domu Zacheusza,
jadał z celnikami i grzesznikami. Objawił miłość Ojca i
wzniosłe powołanie ludzi, przypominając najpowszedniejsze
sprawy społeczne i używając wyrażeń oraz obrazów z
codziennego życia. Pozostając w uległości prawom swej
ojczyzny uświęcał ludzkie związki, w pierwszym rzędzie
rodzinne, z których powstają urządzenia społeczne. Zechciał
prowadzić życie rzemieślnika, właściwe dla jego czasu i
kraju.
W swoim nauczaniu wyraźnie polecił dzieciom Bożym, by odnosiły
się do siebie wzajemnie jako bracia. W swojej modlitwie prosił,
by wszyscy Jego uczniowie byli "jedno". Co więcej - On
jako Odkupiciel wszystkich, sam aż do śmierci za wszystkich się
ofiarował. "Większej od tej miłości, nikt nie ma, jak żeby
duszę swoją dał kto za przyjaciół swoich" (J 15, 13).
Apostołom zaś polecił głosić orędzie ewangeliczne wszystkim
narodom, żeby ród ludzki stał się rodziną Bożą, w której
pełnią prawa byłaby miłość.
Pierworodny między wielu braćmi, między wszystkimi, którzy
przyjmują Go w wierze i miłości, ustanowił, po śmierci i
zmartwychwstaniu swoim, przez dar swojego Ducha, nową braterską
wspólnotę. Ustanowił ją mianowicie w ciele swoim - Kościele,
w którym wszyscy, będąc jedni drugich członkami, mają świadczyć
sobie wzajemnie usługi wedle różnych darów sobie udzielonych.
Tę solidarność trzeba będzie ciągle zwiększać aż do owego
dnia, w którym osiągnie ona swoją pełnię i w którym ludzie,
jako rodzina umiłowana przez Boga i Chrystusa Brata, zbawieni
przez łaskę, oddawać będą Bogu chwałę doskonałą.
Rozdział III
AKTYWNOŚĆ LUDZKA W ŚWIECIE
33. (Postawienie problemu). Człowiek zawsze starał się swoją
pracą i pomysłowością rozwijać swoje życie; dziś zaś, zwłaszcza
dzięki wiedzy i technice, rozszerzył swoje panowanie i wciąż
je rozszerza na całą prawie naturę. I tak głównie dzięki
zwiększonym środkom różnorakiego kontaktu między narodami
rodzina ludzka stopniowo uświadomiła sobie i stworzyła jedną
na całym świecie wspólnotę. Dzięki temu człowiek wytwarza
sobie dziś własnym trudem wiele dóbr, których przedtem
oczekiwał przede wszystkim od sił wyższych.
W obliczu tego ogromnego wysiłku, ogarniającego już cały
rodzaj ludzki, budzą się wśród ludzi pytania: jaki jest sens
i jaka wartość tych wysiłków? Jak należy używać tych
wszystkich rzeczy? Do jakiego celu zmierzają wysiłki czy to
poszczególnych ludzi, czy ich społeczności? Kościół strzegący
depozytu słowa Bożego, z którego bierze zasady religijnego i
moralnego porządku, nie zawsze mając na poczekaniu odpowiedź
na poszczególne zagadnienia, pragnie światło Objawienia łączyć
z doświadczeniem wszystkich ludzi, żeby oświetlać drogę, na
jaką świeżo wkroczyła ludzkość.
34. (Wartość aktywności ludzkiej). Dla wierzących jest pewne,
że aktywność ludzka indywidualna i zbiorowa, czyli ów ogromny
wysiłek, przez który ludzie starają się w ciągu wieków
poprawić warunki swego bytowania, wzięty sam w sobie odpowiada
zamierzeniu Bożemu. Człowiek bowiem, stworzony na obraz Boga,
otrzymał zlecenie, aby rządził światem w sprawiedliwości i
świętości, podporządkowując sobie ziemię ze wszystkim, co w
niej jest, oraz żeby, uznając Boga Stwórcą wszystkiego,
odnosił do Niego siebie samego i wszystkie rzeczy, tak aby przez
poddanie człowiekowi wszystkiego przedziwne było po całej
ziemi imię Boże.
Dotyczy to także zwykłych codziennych zajęć. Mężczyźni
bowiem i kobiety, którzy zdobywając środki na utrzymanie własne
i rodziny tak wykonują swoje przedsięwzięcia, by należycie służyć
społeczeństwu, mogą słusznie uważać, że swoją pracą
rozwijają dzieło Stwórcy, zaradzają potrzebom swoich braci i
osobistym wkładem przyczyniają się do tego, by w historii spełniał
się zamysł Boży.
Tym bardziej chrześcijanie nie sądzą, jakoby dzieła zrodzone
przez pomysłowość i sprawność ludzi przeciwstawiały się
potędze Boga, a stworzenie rozumne stawało się jak gdyby współzawodnikiem
Stwórcy; przeciwnie, są oni przekonani, że zwycięstwa rodzaju
ludzkiego są oznaką wielkości Boga i owocem niewypowiedzianego
Jego planu. Im zaś bardziej potęga ludzi rośnie, tym szerzej
sięga odpowiedzialność zarówno jednostek, jak i społeczeństw.
Stąd okazuje się, że nauka chrześcijańska nie odwraca człowieka
od budowania świata i nie zachęca go do zaniedbywania dobra bliźnich,
lecz raczej silniej wiąże go obowiązkiem wypełniania tych
rzeczy.
35. (Wprowadzenie ładu do ludzkiej aktywności). Aktywność
ludzka, jak pochodzi od człowieka, tak też ku niemu się
skierowuje. Człowiek bowiem pracując nie tylko przemienia
rzeczy i społeczność, lecz doskonali też samego siebie. Uczy
się wielu rzeczy, swoje zdolności rozwija, wychodzi z siebie i
ponad siebie. Jeżeli się dobrze pojmuje ten wzrost, jest on
wart więcej aniżeli zewnętrzne bogactwa, jakie można zdobyć.
Więcej wart jest człowiek z racji tego, czym jest, niż ze względu
na to, co posiada. Podobnie warte jest więcej to wszystko, co
ludzie czynią dla wprowadzenia większej sprawiedliwości,
szerszego braterstwa, bardziej ludzkiego uporządkowania
dziedziny powiązań społecznych, aniżeli postęp techniczny.
Albowiem postęp ten może tylko dostarczyć niejako materii do
udoskonalenia człowieka, ale sam przez się tego udoskonalenia
nie urzeczywistni. Stąd normą aktywności ludzkiej jest to, żeby
zgodnie z planem Bożym i wolą Bożą odpowiadać prawdziwemu
dobru rodzaju ludzkiego i pozwolić człowiekowi na realizowanie
i wypełnianie pełnego swojego powołania bądź indywidualnie,
bądź społecznie.
36. (Słuszna autonomia rzeczy ziemskich). Wielu współczesnych
ludzi zdaje się żywić obawy, aby ze ściślejszego połączenia
ludzkiej aktywności z religią nie wynikły trudności dla
autonomii ludzi, społeczeństw czy nauk.
Jeśli przez autonomię w sprawach ziemskich rozumiemy to, że
rzeczy stworzone i społeczności ludzkie cieszą się własnymi
prawami i wartościami, które człowiek ma stopniowo poznawać,
przyjmować i porządkować, to tak rozumianej autonomii należy
się domagać; nie tylko bowiem domagają się jej ludzie naszych
czasów, ale odpowiada ona także woli Stwórcy. Wszystkie rzeczy
bowiem z samego faktu, że są stworzone, mają własną trwałość,
prawdziwość, dobroć i równocześnie własne prawa i porządek,
które człowiek winien uszanować, uznawszy właściwe metody
poszczególnych nauk czy sztuk. Dlatego też badanie metodyczne
we wszystkich dyscyplinach naukowych, jeżeli tylko prowadzi się
je w sposób prawdziwie naukowy i z poszanowaniem norm moralnych,
naprawdę nigdy nie będzie się sprzeciwiać wierze, sprawy
bowiem świeckie i sprawy wiary wywodzą swój początek od tego
samego Boga. Owszem, kto pokornie i wytrwale usiłuje zbadać
tajniki rzeczy, prowadzony jest niejako, choć nieświadomie, ręką
Boga, który wszystko utrzymując sprawia, że rzeczy są tym,
czym są. Dlatego niechaj wolno będzie wyrazić ubolewanie nad
niektórymi postawami umysłowymi, jakich dawniej na skutek nie
dość jasno rozumianej słusznej autonomii nauk nie brakowało
także między samymi chrześcijanami, a które wywoławszy waśnie
i spory doprowadziły umysłu wielu do przeciwstawienia wiary i
wiedzy.
Lecz jeśli słowom "autonomia rzeczy doczesnych"
nadaje się takie znaczenie, że rzeczy stworzone nie zależą od
Boga, a człowiek może ich używać bez odnoszenia ich do Boga,
to każdy uznający Boga wyczuwa, jak fałszywymi są tego
rodzaju zapatrywania. Stworzenie bowiem bez Stworzyciela zanika.
Zresztą wszyscy wierzący, jakąkolwiek wyznawaliby religię,
zawsze w mowie stworzeń słyszeli głos i objawienie Stwórcy.
Co więcej, samo stworzenie zapada w mroki przez zapomnienie o
Bogu.
37. (Aktywność ludzka zepsuta przez grzech). Pismo święte, z
którym zgadza się doświadczenie wieków, poucza rodzinę ludzką,
że postęp ludzki, będący wielkim dobrodziejstwem dla człowieka,
przywodzi jednak z sobą niemałą pokusę: jeżeli bowiem zburzy
się hierarchię wartości i pomiesza się dobro ze złem,
poszczególni ludzie i ich grupy zwrócą uwagę na własne
sprawy, a nie na sprawy innych. Na skutek tego świat już nie
przedstawia pola prawdziwego braterstwa, skoro wzmożona potęga
człowieka grozi zagładą samemu rodzajowi ludzkiemu.
W ciągu bowiem całej historii ludzkiej toczy się ciężka
walka przeciw mocom ciemności; walka ta zaczęta ongiś u początku
świata, trwać będzie do ostatniego dnia, według słowa Pana.
Wplątany w nią człowiek wciąż musi się trudzić, by trwać
w dobrym i nie będzie mu dane bez wielkiej pracy oraz pomocy łaski
Bożej osiągnąć jedności w samym sobie.
Dlatego Kościół Chrystusowy, ufając zamysłowi Stworzyciela i
uznając, że postęp ludzki może służyć prawdziwemu szczęściu
ludzi, nie może nie zawołać słowami Apostoła: "nie
upodabniajcie się do tego świata" (Rz 12, 2). Mianowicie do
tego ducha próżności i złości, który aktywność ludzką
skierowaną ku służbie Bogu i człowiekowi przemienia w narzędzie
grzechu.
Jeśli więc ktoś pyta, jakim sposobem można pokonać tę słabość,
chrześcijanie stwierdzają, że wszelkie przedsięwzięcia człowiecze
zagrożone co dzień przez pychę i nieuporządkowaną miłość
własną trzeba oczyszczać przez krzyż Chrystusowy i Jego
zmartwychwstanie oraz doprowadzać do doskonałości. Człowiek
bowiem przez Chrystusa odkupiony i uczyniony w Duchu Świętym
nowym stworzeniem, może i powinien miłować rzeczy same jako
stworzone przez Boga. Otrzymuje je bowiem od Boga i widzi je
niejako spływające z ręki Bożej - dlatego je szanuje. Dziękując
za nie Bogu - Dobroczyńcy i używając stworzeń i korzystając
z nich w duchu ubóstwa oraz wolności, wprowadza siebie w
prawdziwe posiadanie światła niby nic nie mając, a wszystko
posiadając. "Wszystko bowiem wasze jest: wy zaś
Chrystusowi, Chrystus zaś Boży" (1 Kor 3, 22-23).
38. (Ludzka aktywność doprowadzona do doskonałości w
tajemnicy paschalnej). Słowo bowiem Boże, przez które wszystko
się stało, samo spało się ciałem i mieszkając na ziemi człowieczej
weszło w dzieje świata jako człowiek doskonały, wzięło je w
siebie i w sobie je streściło. Objawia nam Ono, że "Bóg
jest miłością" (1 J 4, 8), a zarazem uczy, że prawem
fundamentalnym doskonałości ludzkiej, a w następstwie tego i
prawem przekształcania świata, jest nowe przykazanie miłości.
Tych więc, którzy wierzą miłości Bożej, upewnia, że droga
miłości otwiera się dla wszystkich ludzi, oraz że nie jest
daremny wysiłek skierowany ku przywróceniu powszechnego
braterstwa. Zarazem upomina, żeby szukać tej miłości, nie w
samych tylko wielkich sprawach, lecz również, i to przede
wszystkim, w powszednich okolicznościach życia. Ponosząc śmierć
za wszystkich nas grzeszników, uczy nas swoim przykładem, że
trzeba tak nieść krzyż, który ciało i świat nakłada na
ramiona tym, którzy dążą do pokoju i sprawiedliwości.
Chrystus przez swoje zmartwychwstanie ustanowiony Panem, któremu
dana jest wszelka władza na niebie i na ziemi, już działa w
sercach ludzi mocą Ducha swojego, nie tylko budząc pragnienie
przyszłego wieku, lecz tym samym też ożywiając, oczyszczając
i umacniając te szlachetne pragnienia, dzięki którym rodzina
ludzka zabiega o uczynienie własnego życia bardziej ludzkim i o
poddanie całej ziemi temu celowi. Różne zaś są dary Ducha:
gdy jednych powołuje On, by dawali jawne świadectwo pragnieniu
nieba i zachowali je żywe w rodzinie ludzkiej, innych wzywa, by
poświęcili się ziemskiej służbie ludziom, przygotowując tym
swoim posługiwaniem tworzywo Królestwa niebieskiego. Wyzwala
jednak wszystkich, żeby wyrzekłszy się miłości własnej i
wprzęgnąwszy wszystkie siły ziemskie dla życia ludzkiego,
nastawiali się na przyszłość, kiedy to ludzkość sama stanie
się ofiarą Bogu miłą.
Zadatek tej nadziei i pożywienie na drogę zostawił Bóg swoim
w tym sakramencie wiary, w którym składniki przyrody,
wyhodowane przez ludzi, przemieniają się w Ciało i Krew
chwalebną podczas wieczerzy braterskiego zespolenia i przedsmaku
uczty niebiańskiej.
39. (Ziemia nowa i nowe niebo). Nie znamy czasu, kiedy ma zakończyć
się ziemia i ludzkość, ani nie wiemy, w jaki sposób wszechświat
ma zostać zmieniony. Przemija wprawdzie postać tego świata
zniekształcona grzechem, ale pouczeni jesteśmy, że Bóg gotuje
nowe mieszkanie i nową ziemię, gdzie mieszka sprawiedliwość,
a szczęśliwość zaspokoi i przewyższy wszelkie pragnienia
pokoju, jakie żywią serca ludzkie. Wtedy to po dokonaniu śmierci
zmartwychwstaną synowie Boży w Chrystusie i to, co było wsiane
w słabości i zepsuciu, odzieje się nieskażonością, a wobec
trwania miłości i jej dzieła, całe to stworzenie, które Bóg
uczynił dla człowieka, będzie uwolnione od niewoli znikomości.
Słyszymy wprawdzie, że na nic człowiekowi się nie przyda, jeśli
cały świat zyska, a siebie samego zatraci. Oczekiwanie jednak
nowej ziemi nie powinno osłabiać, lecz ma raczej pobudzać
zapobiegliwość, aby uprawiać tę ziemię, na której wzrasta
owe ciało nowej rodziny ludzkiej, mogące dać pewne wyobrażenie
nowego świata. Przeto, choć należy starannie odróżniać postęp
ziemski od wzrostu Królestwa Chrystusowego, to przecież dla Królestwa
Bożego nie jest obojętne, jak dalece postęp ten może
przyczynić się do lepszego urządzenia społeczności ludzkiej.
Jeżeli krzewić będziemy na ziemi w duchu Pana i wedle Jego
zlecenia godność ludzką, wspólnotę braterską i wolność,
to znaczy wszystkie dobra natury oraz owoce naszej zapobiegliwości,
to odnajdziemy je potem na nowo, ale oczyszczone ze wszystkiego
brudu, rozświetlone i przemienione, gdy Chrystus odda Ojcu
"wieczne i powszechne królestwo: królestwo prawdy i życia,
królestwo świętości i łaski, królestwo sprawiedliwości, miłości
i pokoju". Na tej ziemi Królestwo obecne już jest w
tajemnicy; dokonanie zaś jego nastąpi z przyjściem Pana.
Rozdział IV
ZADANIE KOŚCIOŁA W ŚWIECIE WSPÓŁCZESNYM
40. (Wzajemny stosunek Kościoła i świata). Wszystko, co
powiedzieliśmy o godności osoby ludzkiej, o wspólnocie ludzi,
o głębokim znaczeniu aktywności ludzkiej, stanowi fundament
stosunku między Kościołem i światem, a także bazę do ich
wzajemnego dialogu. Przeto w tym rozdziale, założywszy wszystko
to, co Sobór już powiedział o tajemnicy Kościoła, rozważymy
tenże Kościół pod kątem jego istnienia w tym świecie oraz
życia w nim i działania.
Kościół pochodzący z miłości Ojca przedwiecznego, założony
w czasie przez Chrystusa Odkupiciela, zjednoczony w Duchu Świętym,
ma cel zbawczy i eschatologiczny, który jedynie w przyszłym świecie
może być osiągnięty w pełni. Sam zaś istnieje tu na ziemi złożony
z ludzi, którzy będąc członkami ziemskiego państwa, powołani
są do utworzenia już w ciągu dziejów ludzkich rodziny dzieci
Bożych, mającej ciągle się powiększyć aż do przyjścia
Pana. Rodzina ta zjednoczona wprawdzie dla dóbr niebieskich i
nimi ubogacona, założona została i urządzona jako społeczeństwo
wśród tego świata przez Chrystusa oraz zaopatrzona przez Niego
w odpowiednie środki jedności widzialnej i społecznej. Tak to
Kościół, stanowiąc zarazem zrzeszenie dostrzegalne i wspólnotę
duchową, kroczy razem z całą ludzkością i doświadcza tego
samego losu ziemskiego co świat, istniejąc w nim jako zaczyn i
niejako dusza społeczności ludzkiej, która ma się w
Chrystusie odnowić i przemienić w rodzinę Bożą.
Właśnie to wzajemne przenikanie się państwa ziemskiego i
niebiańskiego daje się pojąć tylko wiarą, pozostając
naprawdę tajemnicą zamąconych przez grzech dziejów ludzkich,
aż do pełnego objawienia się światłości synów Bożych. Kościół
idąc ku swemu własnemu zbawczemu celowi, nie tylko daje człowiekowi
uczestnictwo w życiu Bożym, lecz także rozsiewa na całym świecie
niejako odbite światło Boże, zwłaszcza przez to, że leczy i
podnosi godność osoby ludzkiej, umacnia więź społeczeństwa
ludzkiego oraz wlewa głębszy sens i znaczenie w powszednią
aktywność ludzi. Dlatego też Kościół uważa, że przez
poszczególnych swych członków i całą swoją społeczność
może poważnie przyczynić się do tego, aby rodzina ludzka i
jej historia stawały się bardziej ludzkie.
Ponadto Kościół katolicki chętnie wysoko ceni to, co dla wypełnienia
tego samego zadania wniosły i wnoszą wspólnym wysiłkiem inne
Kościoły chrześcijańskie albo wspólnoty kościelne. Zarazem
jest mocno przekonany, że w przygotowaniu drogi dla Ewangelii może
mu wielce różnym sposobem pomagać świat, czy to poszczególni
ludzie, czy też społeczność ludzka przez swoje uzdolnienia i
swą aktywność. Dla należytego rozwijania tego wzajemnego
kontaktu oraz pomocy w sprawach, które są w pewien sposób wspólne
Kościołowi i światu, podaje się pewne ogólne zasady.
41. (Pomoc, jakiej Kościół stara się udzielić poszczególnym
ludziom). Człowiek dzisiejszy znajduje się na drodze rozwijania
swojej osobowości w pełniejszej mierze i odkrywania, a także
coraz większego utwierdzania przysługujących mu praw. Ponieważ
zaś ukazywanie Bożej tajemnicy, jaką jest cel ostateczny człowieka,
powierzone jest Kościołowi, przeto Kościół otwiera człowiekowi
oczy na sens własnej jego egzystencji, czyli na najgłębszą
prawdę o człowieku. Kościół naprawdę wie, że sam Bóg, któremu
służy, odpowiada najgłębszym pragnieniom serca ludzkiego, którego
pokarmy ziemskie nigdy w pełni nie nasycą. Wie poza tym, że człowiek,
nieustannie pobudzany przez Ducha Bożego, nigdy nie będzie zupełnie
obojętny na problemy religijne, co znajduje potwierdzenie w doświadczeniu,
nie tylko ubiegłych wieków, ale także i naszych czasów. Człowiek
bowiem zawsze będzie pragnął wiedzieć, choćby nawet
niejasno, jaki jest sens jego życia, działalności i śmierci.
Problemy te przywodzi mu na myśl już sama obecność Kościoła.
Na te pytania najpełniejszą odpowiedź daje sam Bóg, który
stworzył człowieka na swój obraz oraz wykupił z grzechu;
dokonuje tego przez objawienie w Synu swoim, który stał się człowiekiem.
Ktokolwiek idzie za Chrystusem, Człowiekiem doskonałym, sam też
pełniej staje się człowiekiem.
Mocą tej wiary Kościół jest zdolny jak zabezpieczyć godność
natury ludzkiej przed wszelkimi zmianami poglądów, które na
przykład ciało ludzkie bądź zbytnio poniżają, bądź
nieumiarkowanie wynoszą. Przez żadne prawa ludzkie godność
osobista i wolność człowieka nie da się tak stosownie
zabezpieczyć, jak przez Ewangelię Chrystusową powierzoną Kościołowi.
Ewangelia ta bowiem zwiastuje i głosi wolność synów Bożych,
odrzuca wszelką niewolę, wypływającą ostatecznie z grzechu,
święcie szanuje godność sumienia i wolną jego decyzję,
upomina wciąż, aby wszystkie talenty ludzkie zwielokrotnić na
służbę Bogu i dobru ludzi. Wreszcie wszystkich poleca miłość
wszystkich. Odpowiada to fundamentalnemu prawu ekonomii chrześcijańskiej.
Albowiem choć Zbawiciel jest tym samym Bogiem co i Stworzyciel,
jeden jest Pan dziejów ludzkich i dziejów zbawienia, to jednak
słuszna autonomia stworzenia, a zwłaszcza człowieka, nie jest
w tymże porządku Bożym przekreślona, lecz raczej przywracana
do swojej godności i na niej ugruntowana.
Kościół więc, mocą powierzonej sobie Ewangelii, proklamuje
prawa ludzi, a dynamizm dzisiejszej doby, z jakim wysuwa się wszędzie
te prawa, uznaje i ceni wysoko. Ruch ten trzeba jednak przepajać
duchem Ewangelii i zabezpieczać przeciw wszelkiego rodzaju fałszywej
autonomii. Ulegamy bowiem pokusie mniemania, że nasze prawa
osobiste są tylko wtedy w pełni zabezpieczone, kiedy wyłamujemy
się spod wszelkiej normy prawa Bożego. Lecz ta droga nie ocala
godności osoby ludzkiej, ale raczej ją zatraca.
42. (O pomocy, jaką stara się Kościół przynieść społeczeństwu).
W oparciu o jedność rodziny synów Bożych w Chrystusie wyraźnie
się dopełnia i umacnia jedność rodziny ludzkiej.
Właściwe posłannictwo, jakie Chrystus powierzył swemu Kościołowi,
nie ma charakteru politycznego, gospodarczego czy społecznego:
cel bowiem, jaki Chrystus nakreślił Kościołowi, ma charakter
religijny. Ale z tejże właśnie religijnej misji wypływa
zadanie, światło i siły, które służyć mogą założeniu i
utwierdzeniu wspólnoty ludzkiej według prawa Bożego. Również
tam, gdzie zależnie od okoliczności czasu i miejsca będzie to
potrzebne. Kościół może, owszem - powinien, powodować
powstawanie dzieł, jakimi są dzieła miłosierdzia lub inne
tego rodzaju przeznaczone na posługę wszystkim, zwłaszcza
ubogim.
Kościół uznaje ponadto wszystko to, co jest dobre w
dzisiejszym dynamizmie społecznym: przede wszystkim ewolucję ku
jedności oraz proces zdrowej socjalizacji i stowarzyszania się
obywatelskiego i gospodarczego. Popieranie bowiem jedności wiąże
się z najgłębiej rozumianą misją Kościoła, ponieważ on
sam jest "w Chrystusie niejako sakramentem, czyli znakiem i
narzędziem wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego
rodzaju ludzkiego". Tak więc Kościół pokazuje światu,
że prawdziwe zewnętrzne zjednoczenie społeczne wypływa ze
zjednoczenia umysłów i serc, to znaczy z owej wiary i miłości,
dzięki której jedność Jego w Duchu Świętym jest
nierozerwalnie ugruntowana. Moc bowiem, jaką Kościół może
tchnąć w dzisiejszą społeczność ludzką, polega na wierze i
miłości zrealizowanych w życiu, nie zaś na jakimś zewnętrznym
panowaniu przy pomocy środków czysto ludzkich.
Ponadto ponieważ Kościół mocą swej misji oraz zgodnie ze
swoją istotą nie powinien wiązać się z żadną szczególną
formą kultury albo systemem politycznym, gospodarczym czy społecznym,
może z racji tej swojej uniwersalności stanowić najmocniejszą
więź pomiędzy ludzkimi wspólnotami i narodami, byleby tylko
one mu ufały i w rzeczywistości przyznawały prawdziwą wolność
w wypełnianiu tej jego misji. Z tego powodu Kościół tak
swoich synów, jak i wszystkich ludzi upomina, aby w duchu
rodziny synów Bożych przezwyciężali wszelkie spory między
narodami i rasami i nadawali wewnętrzną trwałość godziwym
stowarzyszeniom ludzkim.
Sobór więc patrzy z wielkim szacunkiem na wszystko, cokolwiek
prawdziwego, dobrego i sprawiedliwego mieści się w najróżniejszych
instytucjach, jakie rodzaj ludzki założył i wciąż zakłada.
Oświadcza nadto, że Kościół wszystkie takie instytucje chce
wspierać w ich rozwoju, w tej mierze, w jakiej to od niego zależy
i z jego misją może się łączyć. Sam niczego goręcej nie
pragnie, jak żeby służąc dobru wszystkich, mógł swobodnie
się rozwijać pod jakimkolwiek rządem, uznającym fundamentalne
prawa osoby i rodziny oraz potrzeby wspólnego dobra.
43. (Pomoc, jaką Kościół przez chrześcijan stara się
przynosić aktywności ludzkiej). Sobór upomina chrześcijan,
obywateli obydwu społeczności, aby przykładali się do
wiernego wypełniania swych obowiązków ziemskich, kierując się
w tym duchem Ewangelii. Odstępują od prawdy ci, którzy wiedząc,
że nie mamy tu trwałego państwa, lecz że poszukujemy przyszłego,
mniemają, iż mogą wobec tego zaniedbywać swoje obowiązki
ziemskie, nie bacząc na to, że na mocy samej wiary bardziej są
zobowiązani wypełniać je według powołania, jakie każdemu
jest dane. Ale nie mniej błądzą ci, którzy na odwrót sądzą,
że mogą tak się pogrążać w interesach ziemskich, jakby one
były całkiem obce życiu religijnemu, ponieważ to ostatnie
polega, wedle ich mniemania, na samych aktach kultu i wypełniania
pewnych obowiązków moralnych. Rozłam między wiarą wyznawaną
a życiem codziennym, występujący u wielu, trzeba zaliczyć do
ważniejszych błędów naszych czasów. Zgorszenie to już w
Starym Testamencie gwałtownie karcili prorocy, a o wiele
bardziej w Nowym Testamencie sam Jezus Chrystus groził za nie ciężkimi
karami. Niechże się więc nie przeciwstawia sobie błędnie
czynności zawodowych i społecznych z jednej, a życia
religijnego z drugiej strony. Chrześcijanin, zaniedbujący swoje
obowiązki doczesne, zaniedbuje swoje obowiązki wobec bliźniego,
co więcej, wobec samego Boga i naraża na niebezpieczeństwo
swoje zbawienia wieczne. Niech więc raczej cieszą się ci chrześcijanie,
którzy poszli za wzorem Chrystusa, trudniącego się rzemiosłem,
że mogą wykonywać wszystkie swoje przedsięwzięcia ziemskie,
łącząc ludzkie wysiłki domowe, zawodowe, naukowe czy
techniczne w jedną życiową syntezę z dobrami religijnymi, pod
których najwyższym kierunkiem wszystko układa się na chwałę
Boga.
Świeckie obowiązki i przedsięwzięcia należą właściwie,
choć nie wyłącznie, do ludzi świeckich. Kiedy więc działają
oni jako obywatele świeccy, bądź z osobna, bądź
stowarzyszeni, winni zachowywać nie tylko prawa właściwe każdej
dyscyplinie, lecz także starać się o zdobycie prawdziwej
sprawności na polu każdej z nich. Winni więc chętnie współpracować
z ludźmi dążącymi do tych samych celów. Uznając wymagania
wiary i obdarzeni jej siłą, niech bez ociągania się obmyślają,
gdzie należy, nowe poczynania i niech je realizują. Rzeczą ich
należycie już uformowanego sumienia jest starać się o to, aby
prawo Boże było wpisane w życie państwa ziemskiego. Od kapłanów
niech zaś świeccy oczekują światła i mocy duchowej. Niech
jednak nie sądzą, że ich pasterze są zawsze na tyle
kompetentni albo że są do tego powołani, żeby dla każdej
kwestii, jaka się pojawi, nawet trudnej, mogli mieć na
poczekaniu konkretne rozwiązanie. Niech raczej sami podejmują własny
dział pracy, mądrością chrześcijańską oświeceni i pilnie
bacząc na doktrynę Urzędu Nauczycielskiego.
Niejednokrotnie sama chrześcijańska wizja spraw na świecie skłoni
ich do jakiegoś określonego rozwiązania w pewnych okolicznościach.
Zdarza się jednak często, i całkiem słusznie, że inni wierni
powodowani nie mniejszą uczciwością, będą mieli w tej samej
sprawie inne zdanie. Wielu łatwo łączy rozwiązania stąd i
stamtąd przedłożone nawet niezależnie od intencji stron z
tym, co głosi Ewangelia: niech więc wszyscy pamiętają, że w
podobnych wypadkach nikomu nie wolno domagać się sankcji
autorytetu kościelnego wyłącznie dla swego zadania. Niech zaś
starają się w szczerej rozmowie oświecać się nawzajem,
zachowując miłość jedni względem drugich i zatroskani przede
wszystkim o dobro wspólne.
Natomiast świeccy, którzy mają czynną rolę do odegrania w całości
życia Kościoła, nie tylko są obowiązani przepajać świat
duchem chrześcijańskim, lecz są też powołani i do tego, aby
we wszystkim pośród wspólnoty ludzkiej byli świadkami
Chrystusa.
Biskupi zaś, którym zostało powierzone zadanie kierowania Kościołem
Bożym, niech wraz ze swymi kapłanami tak głoszą Chrystusowe
orędzie, aby światło Ewangelii przenikało wszelką ziemską
działalność wiernych. Ponadto niech wszyscy duszpasterze pamiętają,
że swoim codziennym zachowaniem i zapobiegliwością pokazują
światu oblicze Kościoła, z którego ludzie wnoszą o mocy i
prawdzie orędzia chrześcijańskiego. Wraz z zakonnikami i
swoimi wiernymi niech świadczą życiem i słowem, że Kościół
przez samą swoją obecność ze wszystkimi darami, jakie w nim są
zawarte, jest niewyczerpanym źródłem tych cnót, których
dzisiejszy świat jak najbardziej potrzebuje. Niech przez ciągłe
studiowanie przygotowują się do odegrania swej roli w dialogu,
jaki przyjdzie im prowadzić ze światem i ludźmi jakichkolwiek
zapatrywań. Przede wszystkim zaś niech zachowują w sercu następujące
słowa obecnego Soboru: "Ponieważ rodzaj ludzki zespala się
dziś coraz bardziej w jedność obywatelską, ekonomiczną i społeczną,
tym bardziej przeto słuszną jest rzeczą, aby kapłani, połączywszy
pod przewodnictwem biskupów i papieża swe troski i wysiłki,
usuwali wszelkie powody rozproszenia, tak iżby cały rodzaj
ludzki doprowadzony był do jedności rodziny Bożej".
Jakkolwiek Kościół pozostał dzięki mocy Ducha Świętego
wierną Oblubienicą swego Pana i nigdy nie przestał być
znakiem zbawienia w świecie, wie on jednak dobrze, że wśród
jego członków, czy to duchownych, czy świeckich, nie brakowało
w ciągu wielu wieków takich, którzy byli niewierni Duchowi Bożemu.
Także w naszych czasach nie uchodzi uwagi Kościoła, jak wielka
rozbieżność zachodzi między nauką, którą głosi a ludzką
słabością tych, którym powierzona jest Ewangelia. Cokolwiek o
tych brakach sądzi historia, powinniśmy być ich świadomi i
dzielnie je usuwać, żeby nie przynosiły szkody szerzeniu
Ewangelii. Kościół jest również świadomy, jak bardzo sam w
kształtowaniu swej postawy wobec świata winien ciągle nabywać
dojrzałości, korzystając z doświadczenia wieków. Matka - Kościół,
prowadzony przez Ducha Świętego, nieustannie synów swoich
"zachęca do oczyszczania się i odnawiania, żeby znamię
Chrystusa jeszcze mocniej jaśniało na obliczu Kościoła".
44. (Pomoc, jakiej Kościół doznaje od dzisiejszego świata).
Podobnie jak w interesie świata leży uznawanie Kościoła jako
społecznej rzeczywistości historii i jej zaczynu, tak też i Kościół
wie, ile sam otrzymał od historii i ewolucji rodzaju ludzkiego.
Doświadczenie minionych stuleci, postęp nauk, bogactwo złożone
w różnych formach kultury ludzkiej, w których okazuje się pełniej
natura samego człowieka i otwierają się nowe drogi do prawdy,
przynoszą korzyść także i Kościołowi. Sam bowiem Kościół,
od początku swej historii, nauczył się wyrażać Nowinę
Chrystusową przy pomocy pojęć i języka różnych ludów, a
ponadto starał się objaśniać ją z pomocą mądrości filozofów
w tym celu, aby w miarę możności dostosować Ewangelię czy to
do zdolności rozumienia przez ogół, czy też do wymagań mędrców.
I to właśnie dostosowywanie się w głoszeniu objawionego słowa
powinno stać się prawidłem wszelkiej ewangelizacji. Tym bowiem
sposobem rozbudza się w każdym narodzie zdolność wyrażania
Chrystusowej Nowiny po swojemu, a zarazem sprzyja się żywemu
obcowaniu Kościoła z różnymi kulturami. Do dalszego rozwoju
tej wymiany Kościół, szczególnie w naszych czasach, kiedy
rzeczywistość bardzo szybko ulega przemianom, a sposoby myślenia
bardzo się różnicują, potrzebuje osobliwie pomocy tych, którzy
żyjąc w świecie, znają różne jego instytucje i systemy oraz
pojmują ich wewnętrzny sens, obojętnie czy są oni wierzącymi
czy niewierzącymi. Sprawa całego Ludu Bożego, zwłaszcza
duszpasterzy i teologów, jest wsłuchiwać się z pomocą Ducha
Świętego w różne głosy współczesności, rozróżniać je i
tłumaczyć oraz osądzać w świetle słowa Bożego, aby Prawda
objawiona mogła być ciągle coraz głębiej odczuwana, lepiej
rozumiana i stosowniej przedstawiana.
Ponieważ Kościół posiada widzialną strukturę społeczną,
która jest znakiem jego jedności w Chrystusie, może on też
wzbogacać się i faktycznie się wzbogaca dzięki ewolucji
ludzkiego życia społecznego nie w tym znaczeniu, jakoby brakowało
czegoś w ustroju nadanym mu przez Chrystusa, lecz że ustrój
ten głębiej można poznać, lepiej określić i szczęśliwiej
dostosować do naszych czasów. Kościół dostrzega z wdzięcznością,
że zarówno w swej zbiorowości, jak i w poszczególnych swych
synach otrzymuje różne pomoce od ludzi wszelkiego stanu i
pozycji społecznej. Wszyscy bowiem, którzy przyczyniają się
do rozwoju wspólnoty ludzkiej na płaszczyźnie rodzinnej,
kulturalnej, gospodarczej, społecznej i politycznej, zarówno w
okresie krajowym, jak i międzynarodowym, zgodnie z planem Bożym
wyświadczają niemałą pomoc także i społeczności Kościoła
w tym, w czym zależy ona od zewnętrznych warunków. Co więcej,
Kościół przyznaje, że wiele skorzystał i może korzystać
nawet z opozycji tych, którzy mu się sprzeciwiają lub go prześladują.
45. (Chrystus Alfą i Omegą). Kościół zarówno pomagając światu,
jak też wiele od niego otrzymując, zmierza ku temu jednemu, aby
nadeszło Królestwo Boże i żeby urzeczywistniło się
zbawienie całego rodzaju ludzkiego. Wszelkie zaś dobro, jakie
Lud Boży w czasie swego ziemskiego pielgrzymowania może wyświadczyć
rodzinie ludzkiej, wypływa z tego, że Kościół jest "powszechnym
sakramentem zbawienia", ukazującym i zarazem realizującym
tajemnicę miłości Boga do człowieka. Słowo Boże bowiem,
przez które wszystko się stało, samo stało się ciałem po
to, aby Człowiek doskonały zbawił wszystkich i wszystko w
sobie złączył. Pan jest celem ludzkich dziejów, punktem, do
którego zwracają się pragnienia historii oraz cywilizacji, ośrodkiem
rodzaju ludzkiego, weselem wszystkich serc i pełnią ich pożądań.
To On jest tym, którego Ojciec wskrzesił z martwych, wywyższył
i posadził na swojej prawicy, ustanawiając Go sędzią żywych
i umarłych. Ożywieni i zjednoczeni w Jego Duchu pielgrzymujemy
ku wypełnianiu się historii ludzkiej, które odpowiada w pełni
planowi Jego miłości: "odnowić wszystko w Chrystusie, to,
co jest na niebie, i to, co na ziemi" (Ef 1, 10).
Sam Pan mówi: "Oto nadejdę niebawem, a zapłatę mam z sobą,
abym oddał każdemu według tego, co czynił. Jam jest Alfa i
Omega, pierwszy i ostatni, początek i koniec" (Ap 22, 12-13).
CZĘŚĆ II
NIEKTÓRE, BARDZIEJ PALĄCE PROBLEMY
46. (Wstęp). Po określeniu godności, jaka przysługuje osobie
ludzkiej, oraz zadania indywidualnego czy społecznego, do
jakiego została ona powołana w całym świecie, skierowuje
obecnie Sobór uwagę wszystkich w świetle Ewangelii i ludzkiego
doświadczenia na pewne bardziej palące, współczesne potrzeby,
które w najwyższym stopniu absorbują ród ludzki.
Spośród licznych spraw, które dziś budzą powszechną troskę,
należy rozpatrzyć przede wszystkim następujące: sprawy małżeństwa
i rodziny, kultury ludzkiej, życia gospodarczo- społecznego
oraz politycznego, solidarności rodziny ludzkiej i pokoju. Niech
każdą z tych spraw rozjaśniają zasady i promienie światła
pochodzące od Chrystusa; niech one prowadzą chrześcijan i oświecają
wszystkich ludzi w poszukiwaniu rozwiązania tylu powikłanych
problemów.
Rozdział I
POPARCIE NALEŻNE GODNOŚCI MAŁŻEŃSTWA I RODZINY
47. (Małżeństwo i rodzina w świecie dzisiejszym). Szczęście
osoby i społeczności ludzkiej oraz chrześcijańskiej wiąże
się ściśle z pomyślną sytuacją wspólnoty małżeńskiej i
rodzinnej. Dlatego też chrześcijanie wraz ze wszystkimi, którzy
tę wspólnotę wysoko cenią, szczerze się radują z
dzisiejszego wzrostu różnego rodzaju pomocy sprzyjających owej
wspólnocie miłości i pielęgnowaniu jej w życiu, ciesząc się,
że małżonkowie i rodziny doznają wsparcia w ich szczytnym
zadaniu. Ponadto chrześcijanie spodziewają się cenniejszych
dobrodziejstw stąd wynikających i sami pragną je powiększać.
Nie wszędzie zaś godność tej instytucji jednakim świeci
blaskiem, gdyż przyćmiewa ją wielożeństwo, plaga rozwodów,
tzw. wolna miłość i inne zniekształcenia. Ponadto miłość
małżeńska bardzo często doznaje sprofanowana przez egoizm,
hedonizm i niedozwolone zabiegi przeciw poczęciu. Poza tym
dzisiejsze warunki gospodarcze, społeczno-psychologiczne i
polityczne wprowadzają w rodzinę niemałe zaburzenia. W pewnych
wreszcie częściach świata nie bez troski rozważa się
problemy powstałe w związku ze wzrostem demograficznym. To
wszystko niepokoi sumienia. A jednak siła i moc instytucji małżeństwa
i rodziny ujawnia się także i w tym, że głębokie przemiany w
dzisiejszym społeczeństwie, mimo trudności z nich wypływających,
coraz częściej i w różny sposób ukazują prawdziwy charakter
tej instytucji.
Dlatego też Sobór, ukazując w jaśniejszym świetle niektóre
rozdziały nauki Kościoła, pragnie oświecić i natchnąć
otuchą chrześcijan i wszystkich ludzi, którzy usiłują
ochraniać i wspierać wrodzoną godność stanu małżeńskiego
i jego niezwykłą wartość sakralną.
48. (Świętość małżeństwa i rodziny). Głęboka wspólnota
życia i miłości małżeńskiej ustanowiona przez Stwórcę i
unormowana Jego prawami, zawiązuje się przez przymierze małżeńskie,
czyli przez nieodwołalną osobistą zgodę. W ten sposób aktem
osobowym, przez który małżonkowie wzajemnie się sobie oddają
i przyjmują, powstaje z woli Bożej instytucja trwała także
wobec społeczeństwa. Ten święty związek, ze względu na
dobro tak małżonków i potomstwa, jak i społeczeństwa, nie
jest uzależniony od ludzkiego sądu. Sam bowiem Bóg jest twórcą
małżeństwa obdarzonego różnymi dobrami i celami. Wszystko to
ma ogromne znaczenie dla trwania rodzaju ludzkiego, dla rozwoju
osobowego i wiecznego losu poszczególnych członków rodziny,
dla godności, stałości, pokoju i pomyślności samej rodziny
oraz całego społeczeństwa ludzkiego. Z samej zaś natury
swojej instytucja małżeńska oraz miłość małżeńska
nastawione są na rodzenie i wychowanie potomstwa, co stanowi jej
jakby szczytowe uwieńczenie. W ten sposób mężczyzna i
kobieta, który przez związek małżeński "już nie są
dwoje, lecz jedno ciało" (Mt 19, 6), przez najściślejsze
zespolenie osób i działań świadczą sobie wzajemnie pomoc i
posługę oraz doświadczają sensu swej jedności i osiągają ją
w coraz pełniejszej mierze. To głębokie zjednoczenie będące
wzajemnym oddaniem się sobie dwóch osób, jak również dobro
dzieci, wymaga pełnej wierności małżonków i prze ku
nieprzerwalnej jedności ich współżycia.
Chrystus Pan szczodrze ubłogosławił tę wielokształtną miłość,
który powstała z Bożego źródła miłości i została
ustanowiona na obraz Jego jedności z Kościołem. Jak bowiem
niegdyś Bóg wyszedł naprzeciw swemu ludowi z przymierzem miłości
i wierności, tak teraz Zbawca ludzi i Oblubieniec Kościoła
wychodzi naprzeciw chrześcijańskich małżonków przez
sakrament małżeństwa. I pozostaje z nimi nadal po to, aby tak,
jak On umiłował Kościół i wydał zań Siebie samego, również
małżonkowie przez obopólne oddanie się sobie miłowali się
wzajemnie w trwałej wierności. Prawdziwa miłość małżeńska
włącza się w miłość Bożą i kierowana jest oraz doznaje
wzbogacenia przez odkupieńczą moc Chrystusa i zbawczą działalność
Kościoła, aby skutecznie prowadzić małżonków do Boga oraz
wspierać ich i otuchy im dodawać we wzniosłym zadaniu ojca i
matki. Dlatego osobny sakrament umacnia i jakby konsekruje małżonków
chrześcijańskich do obowiązków i godności ich stanu; wypełniając
mocą tego sakramentu swoje zadania małżeńskie i rodzinne,
przeniknięci duchem Chrystusa, który przepaja całe ich życie
wiarą, nadzieją i miłością, zbliżają się małżonkowie
coraz bardziej do osiągnięcia własnej doskonałości i obopólnego
uświęcenia, a tym samym do wspólnego uwielbienia Boga.
Stąd dzieci, a nawet wszyscy pozostający w kręgu rodzinnym,
znajdą łatwiej drogę szlachetności, zbawienia i świętości,
jeżeli torować ją będzie przykład rodziców i modlitwa
rodzinna. Małżonkowie zaś, ozdobieni godnością oraz zadaniem
ojcostwa i macierzyństwa, wypełnią sumiennie obowiązki
wychowania zwłaszcza religijnego, które należy przede
wszystkim do nich.
Dzieci zaś, jako żywi członkowie rodziny, przyczyniają się
na swój sposób do uświęcania rodziny. Za dobrodziejstwa od
rodziców doznawane będą się odpłacać uczuciem wdzięczności,
głębokim szacunkiem i zaufaniem i będą ich wspierać po
synowsku w przeciwnościach życia tudzież w osamotnieniu starości.
Wdowieństwo przyjęte mężnie jako przedłużenie powołania małżeńskiego
będzie szanowane przez wszystkich. Rodzina winna dzielić się
wspaniałomyślnie swym bogactwem duchowym z innymi rodzinami.
Toteż rodzina chrześcijańska, ponieważ powstaje z małżeństwa,
będącego obrazem i uczestnictwem w miłosnym przymierzu
Chrystusa i Kościoła, przez miłość małżonków, ofiarną płodność,
jedność i wierność, jak i przez miłosną współpracę
wszystkich członków ujawniać będzie wszystkim żywą obecność
Zbawiciela w świecie oraz prawdziwą naturę Kościoła.
49. (Miłość małżeńska). Słowo Boże wielokrotnie wzywa
narzeczonych i małżonków, aby żywili i umacniali narzeczeństwo
czystą, a małżeństwo niepodzielną miłością. Wielu też
współczesnych nam ludzi wysoko ceni prawdziwą miłość między
mężem i żoną, który przejawia się w różny sposób,
odpowiednio do szlachetnych obyczajów danych ludów i epok. Miłość
ta jako wybitnie ludzka, bo kieruje się od osoby do osoby pod wpływem
dobrowolnego uczucia, obejmuje dobro całej osoby. Może też
nadać szczególną godność cielesnym i duchowym swym przejawom
oraz uszlachetnić je jako składniki i swoiste oznaki małżeńskiej
przyjaźni. Tę miłość Pan nasz zechciał szczególnym darem
swej łaski i miłości uzdrowić, udoskonalić i wywyższyć.
Taka miłość, wiążąc z sobą czynniki boskie i ludzkie,
prowadzi małżonków do dobrowolnego wzajemnego oddawania się
sobie, które wyraża się w czułych uczuciach i aktach oraz
przenika całe ich życie, co więcej, sama udoskonala się i
wzrasta przez swoje szlachetne działanie. Przewyższa więc
zdecydowanie czysto erotyczną skłonność, która nastawiona
egoistycznie, szybko i żałośnie zanika.
Miłość wyraża się i dopełnia w szczególny sposób właściwym
aktem małżeńskim. Akty zatem, przez które małżonkowie
jednoczą się z sobą w sposób intymny i czysty, są uczciwe i
godne; a jeśli spełniane są prawdziwie po ludzku, są oznaką
i podtrzymaniem wzajemnego oddania się, przez które małżonkowie
ubogacają się sercem radosnym i wdzięcznym. Miłość ta
potwierdzona wzajemną wiernością, a przede wszystkim uświęcona
sakramentem Chrystusowym, pozostaje niezłomnie wierna fizycznie
i duchowo w doli i niedoli, i dlatego pozostaje obca wszelkiemu
cudzołóstwu i rozwodowi. Przez równą godność osobistą
kobiety i mężczyzny, która musi być uwzględniona przy
wzajemnej i pełnej miłości małżonków, ukazuje się także w
pełnym świetle potwierdzona przez Pana jedność małżeństwa.
Do stałego jednak wypełniania obowiązków tego chrześcijańskiego
powołania potrzeba niezwykłej cnoty. Dlatego to małżonkowie,
umocnieni łaską na święte życie, będą pilnie pielęgnować
i modlitwą wypraszać sobie miłość trwałą, wielkoduszność
i ducha ofiary.
Wyżej będzie ceniona prawdziwa miłość małżeńska i kształtować
się będzie zdrowa o niej opinia publiczna, jeśli małżonkowie
chrześcijańscy wyróżnią się w tej miłości dowodami wierności
i harmonii, jak też troskliwością o wychowanie dzieci, oraz jeśli
wezmą udział w dziele koniecznej odnowy kulturalnej,
psychologicznej i społecznej małżeństwa oraz rodziny. Młodych
winno się przede wszystkim na łonie samej rodziny odpowiednio i
w stosownym czasie pouczać o godności, zadaniu i dziele miłości
małżeńskiej, aby nauczeni szacunku dla czystości, mogli przejść
we właściwym wieku od uczciwego narzeczeństwa do małżeństwa.
50. (Płodność małżeńska). Małżeństwo i miłość małżeńska
z natury swej skierowane są ku płodzeniu i wychowywaniu
potomstwa. Dzieci też są najcenniejszym darem małżeństwa i
rodzicom przynoszą najwięcej dobra. Bóg sam to powiedział:
"Nie jest dobrze człowiekowi być samemu" (Rdz 2, 18),
i "uczynił człowieka od początku jako mężczyznę i
niewiastę" (Mt 19, 14), chcąc dać mu pewne specjalne
uczestnictwo w swoim własnym dziele stwórczym, pobłogosławił
mężczyźnie i kobiecie mówiąc: "bądźcie płodni i
rozmnażajcie się" (Rdz 1, 28). Dlatego prawdziwy szacunek
dla miłości małżeńskiej i cały sens życia rodzinnego
zmierzają do tego, żeby małżonkowie nie zapoznając pozostałych
celów małżeństwa, skłonni byli mężnie współdziałać z
miłością Stwórcy i Zbawiciela, który przez nich wciąż powiększa
i wzbogaca swoją rodzinę. Małżonkowie wiedzą, że w spełnianiu
obowiązku, jakim jest przekazywanie życia i wychowywanie, obowiązku,
który trzeba uważać za główną ich misję, są współpracownikami
miłości Boga - Stwórcy i jakby jej wyrazicielami. Przeto mają
wypełniać zadanie swoje w poczuciu ludzkiej i chrześcijańskiej
odpowiedzialności oraz z szacunkiem pełnym uległości wobec
Boga; zgodną radą i wspólnym wysiłkiem wyrobią sobie słuszny
pogląd w tej sprawie, uwzględniając zarówno swoje własne
dobro, jak i dobro dzieci czy to już urodzonych, czy
przewidywanych i rozeznając też warunki czasu oraz sytuacji życiowej
tak materialnej, jak i duchowej; a w końcu, licząc się z
dobrem wspólnoty rodzinnej, społeczeństwa i samego Kościoła.
Pogląd ten winni małżonkowie ustalać ostatecznie wobec Boga.
Niech chrześcijańscy małżonkowie będą świadomi, że w
swoim sposobie działania nie mogą postępować wedle własnego
kaprysu, lecz że zawsze kierować się mają sumieniem,
dostosowanym do prawa Bożego, posłuszni Urzędowi
Nauczycielskiemu Kościoła, który wykłada to prawo
autentycznie, w świetle Ewangelii. Boskie prawo ukazuje pełne
znaczenie miłości małżeńskiej, chroni ją i pobudza do
prawdziwie ludzkiego jej udoskonalenia. Tak więc małżonkowie
chrześcijańscy, ufając Bożej Opatrzności i wyrabiając w
sobie ducha ofiary, przynoszą chwałę Stwórcy i zdążają do
doskonałości w Chrystusie, kiedy w poczuciu szlachetnej,
ludzkiej i chrześcijańskiej odpowiedzialności pełnią zadanie
rodzenia potomstwa. Spośród małżonków, co w ten sposób
czynią zadość powierzonemu im przez Boga zadaniu, szczególnie
trzeba wspomnieć o tych, którzy wedle roztropnego wspólnego
zamysłu podejmują się wielkodusznie wychować należycie także
liczniejsze potomstwo.
Małżeństwo jednak nie jest ustanowione wyłącznie dla
rodzenia potomstwa; sama bowiem natura nierozerwalnego związku
między dwoma osobami oraz dobro potomstwa wymagają, aby także
wzajemna miłość małżonków odpowiednio się wyrażała, aby
się rozwijała i dojrzewała. Dlatego małżeństwo trwa jako połączenie
i wspólnota całego życia i zachowuje wartość swoją oraz
nierozerwalność nawet wtedy, gdy brakuje tak często pożądanego
potomstwa.
51. (Uzgadnianie miłości małżeńskiej z poszanowaniem życia
ludzkiego). Sobór zdaje sobie sprawę z tego, że małżonkowie
mogą w układaniu harmonijnie pożycia małżeńskiego doznać
trudności skutkiem niektórych dzisiejszych warunków i znajdować
się w takiej sytuacji, w której nie można przynajmniej do
czasu, pomnażać liczby potomstwa i niełatwo jest podtrzymywać
wierną miłość i pełną wspólnotę życia. Gdzie zrywa się
intymne pożycie małżeńskie, tam nierzadko wierność może być
nastawiona na próbę a dobro potomstwa zagrożone. Wtedy bowiem
grozi niebezpieczeństwo zarówno wychowaniu dzieci, jak i
zdecydowanej woli przyjęcia dalszego potomstwa.
Są tacy, którzy ośmielają się rozwiązywać te problemy
nieuczciwie; co więcej, nie wzdragają się przed zabójstwem;
Kościół jednak przypomina, że nie może być rzeczywistej
sprzeczności między boskimi sprawami dotyczącymi z jednej
strony przekazywania życia, a z drugiej pielęgnowania prawidłowej
miłości małżeńskiej.
Bóg bowiem, Pan życia, powierzył ludziom wzniosłą posługę
strzeżenia życia, którą człowiek powinien wypełniać w sposób
godny siebie. Należy więc z największą troską ochraniać życie
od samego jego poczęcia; spędzanie płodu jak i dzieciobójstwo
są okropnymi przestępstwami. Życie płciowe człowieka i
zdolność rozrodcza ludzi dziwnie górują nad tym wszystkim, co
znajduje się na niższych szczeblach życia; z tego też powodu
należy odnosić się z wielkim szacunkiem do aktów właściwych
pożyciu małżeńskiemu, spełnianych w sposób odpowiadający
prawdziwej godności ludzkiej. Kiedy więc chodzi o pogodzenie miłości
małżeńskiej z odpowiedzialnym przekazywaniem życia, wówczas
moralny charakter sposobu postępowania nie zależy wyłącznie
od samej szczerej intencji i oceny motywów, lecz musi być określony
w świetle obiektywnych kryteriów, uwzględniających naturę
osoby ludzkiej i jej czynów, które to kryteria w kontekście
prawdziwej miłości strzegą pełnego sensu wzajemnego oddawania
się sobie i człowieczego przekazywania życia; a to jest niemożliwe
bez kultywowania szczerym sercem cnoty czystości małżeńskiej.
Synom Kościoła, wspartym na tych zasadach, nie wolno przy
regulowaniu urodzeń schodzić na drogi, które Urząd
Nauczycielski Kościoła przy tłumaczeniu prawa Bożego odrzuca.
Niech zaś wszyscy wiedzą, że życie ludzkie i zadanie
przekazywania go nie ograniczają się tylko do perspektyw
doczesności, i nie mogą tylko w niej samej znajdować swego
wymiaru i zrozumienia, lecz mają zawsze odniesienie do wiecznego
przeznaczenia ludzkiego.
52. (Troska obowiązująca wszystkich o podniesienie małżeństwa
i rodziny). Rodzina jest szkołą bogatszego człowieczeństwa.
Aby zaś mogła ona osiągnąć pełnię swego życia i posłannictwa,
trzeba życzliwego duchowego udzielania się i wspólnej wymiany
myśli pomiędzy małżonkami oraz troskliwego współdziałania
rodziców w wychowywaniu dzieci. Czynna obecność ojca bardzo
pomaga ich urobieniu; lecz i opieka domowa matki, jakiej
potrzebują zwłaszcza młodsze dzieci, winna być zapewniona, co
nie powinno jednak uniemożliwiać uprawnionego awansu społecznego
kobiety. Dzieci powinno się tak wychowywać, aby po dojściu do
wieku dojrzałego mogły z pełnym poczuciem odpowiedzialności pójść
za powołaniem, także i duchownym, oraz wybrać stan życia, w
którym, jeśli zwiążą się małżeństwem, mogłyby założyć
własną rodzinę w pomyślnych dla siebie warunkach moralnych,
społecznych i gospodarczych. Jest rzeczą rodziców lub opiekunów,
aby stawali się przewodnikami dla młodych w zakładaniu rodziny
przez roztropne rady, którym ci ostatni winni chętnie dawać
posłuch, wystrzegać się jednak należy skłaniania ich
przymusem bezpośrednim lub pośrednim do zawarcia małżeństwa
lub do wyboru partnera w małżeństwie.
W ten sposób rodzina, w której różne pokolenia spotykają się
i pomagają sobie wzajemnie w osiąganiu pełniejszej mądrości
życiowej oraz w godzeniu praw poszczególnych osób z
wymaganiami życia społecznego, jest fundamentem społeczeństwa.
Dlatego wszyscy, którzy mają wpływ na wspólnoty i grupy społeczne,
winni przyczyniać się skutecznie do podnoszenia małżeństwa i
rodziny. Władza państwowa niech uważa za swoją świętą
powinność uznawanie prawdziwej natury tych instytucji, ochronę
ich i popieranie, strzeżenie moralności publicznej i sprzyjanie
dobrobytowi domowemu. Należy zabezpieczyć prawa rodziców do
rodzenia potomstwa i wychowywania go na łonie rodziny. Niech
przez przewidujące ustawodawstwo i różne poczynania doznają
opieki oraz stosownej pomocy również ci, którzy niestety
pozbawieni są dobrodziejstwa rodziny.
Chrześcijanie wyzyskując czas obecny i odróżniając sprawy
wieczne od tego, co ulega zmianom, powinni pilnie podnosić wartości
małżeństwa i rodziny tak świadectwem własnego życia, jak i
zharmonizowanym współdziałaniem z ludźmi dobrej woli; a w ten
sposób po usunięciu trudności zaspokajać będą potrzeby
rodziny i zapewniać jej korzyści odpowiadające czasom
dzisiejszym. Wielką pomocą dla osiągnięcia tego celu będą:
zmysł chrześcijański u wiernych, prawe sumienie moralne ludzi
oraz mądrość i doświadczenie tych, którzy biegli są w
naukach świętych.
Specjaliści, zwłaszcza w dziedzinie biologii, medycyny,
socjologii i psychologii, wiele mogą oddać usług dobru małżeństwa
i rodziny oraz spokojowi sumień, jeśli przez wspólny wkład
swych badań będą się gorliwie starać naświetlić różne
warunki sprzyjające uczciwemu regulowaniu ludzkiej rozrodczości.
Zadaniem kapłanów - po otrzymaniu przez nich należytego
wykształcenia w sprawach życia rodzinnego - jest wspieranie
powołania małżonków w ich pożyciu małżeńskim i rodzinnym
różnymi środkami duszpasterskimi, jak głoszenie słowa Bożego,
kultem liturgicznym i innymi pomocami duchowymi, a również
umacnianie ich z dobrocią i cierpliwością wśród trudności i
utwierdzanie w miłości, aby tworzyły się naprawdę promieniujące
rodziny.
Różne dzieła społeczne, zwłaszcza zrzeszenia rodzinne, niech
starają się młodzież i samych małżonków, szczególnie
tych, którzy się niedawno pobrali, umacniać nauczaniem i
oddziaływaniem oraz przysposabiać do życia rodzinnego, społecznego
i apostolskiego.
W końcu sami małżonkowie, stworzeni na obraz Boga żywego i
umieszczeni w prawdziwym porządku osobowym, niech będą
zespoleni jednakim uczuciem, podobną myślą i wspólną świętością,
żeby idąc za Chrystusem, zasadą życia, stawali się przez
radość i ofiary swego powołania, przez wierną swoją miłość
świadkami owego misterium miłości, które Pan objawił światu
swą śmiercią i zmartwychwstaniem.
Rozdział II
NALEŻYTY SPOSÓB PODNOSZENIA POZIOMU KULTURY
53. (Wprowadzenie). Jest właściwością osoby ludzkiej, że do
prawdziwego i pełnego człowieczeństwa dochodzi ona nie inaczej
jak przez kulturę, to znaczy przez kultywowanie dóbr i wartości
naturalnych. Gdziekolwiek więc chodzi o sprawy życia ludzkiego,
tam natura i kultura jak najściślej wiążą się z sobą.
Mianem "kultury" w sensie ogólnym oznacza się
wszystko, czym człowiek doskonali i rozwija wielorakie
uzdolnienia swego ducha i ciała; stara się drogą poznania i
pracy poddać sam świat pod swoją władzę; czyni bardziej
ludzkim życie społeczne tak w rodzinie, jak i w całej społeczności
państwowej przez postęp obyczajów i instytucji; wreszcie w
dziełach swoich w ciągu wieków wyraża, przekazuje i zachowuje
wielkie doświadczenia duchowe i dążenia na to, aby służyły
one postępowi wielu, a nawet całej ludzkości.
Wynika stąd, że kultura ludzka z konieczności ma aspekt
historyczny i społeczny oraz że wyraz "kultura"
przybiera nieraz znaczenie socjologiczne oraz etnologiczne; w tym
zaś znaczeniu mówi się o wielkości kultur. Z różnego bowiem
sposobu używania rzeczy, wykonywania pracy i wypowiadania się,
pielęgnowania religii i kształtowania obyczajów, stanowienia
praw i instytucji prawnych, rozwijania nauk i sztuk oraz
kultywowania piękna powstają różne, wspólne warunki życia i
różne formy układu dóbr życiowych. Tak z przekazanych
instytucji powstaje dziedzictwo swoiste dla każdej ludzkiej wspólnoty.
Tak też tworzy się określone i historyczne środowisko, w które
włącza się człowiek jakiegokolwiek narodu czy wieku i z którego
czerpie wartości dla doskonalenia kultury osobistej i społecznej.
1. Warunki kultury w świecie dzisiejszym.
54. (Nowe formy życia). Warunki życia człowieka współczesnego
uległy tak głębokim przemianom pod względem społecznym i
kulturowym, że można mówić o nowej epoce historii ludzkiej.
Stąd to stoją otworem nowe drogi udoskonalania i szerzenia zasięgu
kultury. Przygotował je ogromny wzrost nauk przyrodniczych i
humanistycznych, a także społecznych, rozwój umiejętności
technicznych oraz postęp w wytwarzaniu i właściwym
rozpowszechnianiu środków komunikowania się ludzi między sobą.
Stąd kulturę dzisiejszą znamionują następujące szczególne
cechy: nauki zwane ścisłymi rozwijają ogromnie zmysł
krytyczny; nowsze badania psychologiczne głębiej tłumaczą
aktywność ludzką; dyscypliny historyczne bardzo się
przyczyniają do ujmowania rzeczy pod kątem widzenia ich zmienności
i ewolucji; zwyczaje i obyczaje z każdym dniem coraz bardziej się
ujednolicają; uprzemysłowienie, urbanizacja i inne przyczyny,
rozwijające życie społeczne, tworzą nowe formy kultury (kulturę
masową), z czego rodzą się nowe sposoby myślenia, działania
i spędzania wolnego czasu; równocześnie rozwinięte stosunki
między różnymi narodami i zrzeszeniami społecznymi otwierają
wszystkim i każdemu z osobna szerszy dostęp do skarbów różnych
form kultury. W ten sposób przygotowuje się powoli bardziej
powszechna forma ludzkiej kultury, która tym bardziej rozwija i
wyraża jedność rodzaju ludzkiego, im lepiej uwzględnia odrębność
różnych kultur.
55. (Człowiek - twórcą kultury). Z każdym dniem zwiększa się
liczba mężczyzn i kobiet jakiejkolwiek grupy czy narodowości,
świadomych tego, że są sprawcami i twórcami kultury swej wspólnoty.
W całym świecie coraz bardziej rośnie poczucie autonomii i
zarazem odpowiedzialności, co ma ogromne znaczenie dla duchowej
i moralnej dojrzałości rodzaju ludzkiego. Jaśniej się to okaże,
jeśli uświadomimy sobie fakt jednoczenia się świata oraz
zadanie, stojące przed nami, by w prawdzie i sprawiedliwości
budować lepszy świat. W ten sposób jesteśmy świadkami
narodzin nowego humanizmu, w którym określa człowieka przede
wszystkim odpowiedzialność wobec jego współbraci i wobec
historii.
56. (Trudności i zadania). W tych warunkach nic dziwnego, że człowiek,
czując swą odpowiedzialność za postęp kultury, żywi głębszą
nadzieję, ale też z niepokojem dostrzega liczne antynomie, które
sam winien rozwiązać, a mianowicie:
Co należy uczynić, by częstsza wymiana kulturalna, która
powinna by doprowadzać do prawdziwego i owocnego dialogu między
różnymi grupami i narodami, nie wywołała zaburzeń w życiu
wspólnot ludzkich, nie podważała mądrości przodków i nie
sprowadzała niebezpieczeństwa dla swoistych właściwości
narodowych?
W jaki sposób należy popierać dynamizm i szerzenie się nowej
kultury, żeby jednak nie zaginęła żywotna wierność dla
dziedzictwa tradycji? Jest to szczególnie palące tam, gdzie
kulturę, rodzącą się z ogromnego postępu nauk i umiejętności
technicznych, trzeba uzgadniać z kulturą duchową, która karmi
się studiami klasycznymi w oparciu o różne tradycje.
W jaki sposób tak szybka i wciąż postępująca specjalizacja w
obrębie poszczególnych nauk da się pogodzić z potrzebami
tworzenia ich syntezy oraz zachowaniem w ludziach zdolności do
kontemplacji i podziwu, które prowadzą do mądrości?
Co należy czynić, by wszyscy ludzie na świecie uczestniczyli w
dobrach kulturowych, kiedy równocześnie kultura ludzka
jednostek bardziej wykształconych staje się coraz wyższa i
bardziej złożona?
W jaki wreszcie sposób zapobiec - skoro za słuszną trzeba uznać
autonomię, jakiej kultura domaga się dla siebie - żeby nie
doszło do humanizmu czysto ziemskiego, a nawet wrogiego religii?
Trzeba, aby kultura ludzka tak się dziś rozwijała wśród tych
antynomii, by harmonijnie urabiała całą osobę ludzką i
pomagała ludziom wypełniać te zadania, do których powołani są
oni wszyscy, zwłaszcza zaś chrześcijanie zespoleni po
bratersku w jednej rodzinie ludzkiej.
2. Niektóre zasady należytego rozwoju kultury.
57. (Wiara i kultura). Wierni Chrystusowi, pielgrzymujący do
ojczyzny niebieskiej, powinni szukać i dążyć do tego, co w górze
jest. Przez to bynajmniej nie zmniejsza się, lecz raczej wzrasta
dla nich doniosłość zadania współpracy z wszystkimi ludźmi
w budowaniu świata bardziej ludzkiego. I istotnie, tajemnica
zawarta w wierze chrześcijańskiej dostarcza im wyższych
pobudek i pomocy do gorliwszego pełnienia tego z dania, a szczególnie
do odsłaniania pełnego sensu tego dzieła, dzięki czemu
kultura ludzka zajęłaby swoje bardzo poczesne miejsce w całokształcie
powołania ludzkiego.
Kiedy bowiem człowiek pracą rąk swoich lub przy pomocy umiejętności
technicznych uprawia ziemię, aby przynosiła plony i stawała się
godnym mieszkaniem dla całej rodziny ludzkiej, i kiedy świadomie
bierze udział w życiu grup społecznych, wykonuje on objawiony
na początku dziejów zamysł Boży, że człowiek ma czynić
sobie poddaną ziemię i doskonalić rzeczy stworzone; tym samym
doskonali też samego siebie, a równocześnie wypełnia wielkie
przykazanie Chrystusowe oddania się na służbę swym braciom.
Ponadto człowiek, przykładając się do różnych dyscyplin
naukowych w dziedzinie filozofii, historii, matematyki i
przyrodoznawstwa oraz uprawiając różne rodzaje sztuki, może w
dużym stopniu przyczyniać się do tego, by rodzina ludzka
wznosiła się ku wyższym przesłankom prawdy, dobra i piękna
oraz osądu wszelkiej wartości i aby doznała jaśniejszego oświecenia
przez przedziwną Mądrość, która od wieków z Bogiem przebywała,
wszystko z Nim układając, igrając na okręgu ziemi, mając
sobie za rozkosz przebywać z synami ludzkimi.
Tym samym duch ludzki w większej mierze uwolniony od poddaństwa
rzeczom, swobodniej może się wznosić ku oddawaniu czci i
kontemplacji Stwórcy. Co więcej, pobudzany łaską usposabia się
do uznawania Słowa Bożego, które zanim się ciałem stało, żeby
wszystko zbawić i zespolić w sobie, już "było na świecie"
jako "światłość prawdziwa, oświecająca każdego człowieka"
(J 1, 9). Zapewne dzisiejszy postęp nauk i umiejętności
technicznych, które mocą własnej metody nie mogą dotrzeć do
najgłębszych podstaw rzeczy, sprzyjać może pewnemu
fenomenizmowi i agnostycyzmowi, jeżeli metody badań, jakimi posługują
się te dyscypliny naukowe, uzna się niesłusznie za najwyższą
regułę odnajdywania całej prawdy. Co więcej, istnieje
niebezpieczeństwo, że człowiek, ufając zbytnio wynalazkom
dzisiejszym, będzie się uważał za samowystarczalnego i nie będzie
już szukał wyższych rzeczy.
Te niekorzystne zjawiska nie wynikają jednak w sposób konieczny
z dzisiejszej kultury i nie powinny być dla nas pokusą, żeby
odmawiać uznania jej pozytywnym wartościom. A do takich wartości
zaliczają się: przykładanie się do nauk i ścisła wierność
prawdzie w dociekaniach naukowych, konieczność współpracy z
innymi w zespołach technicznych, zmysł solidarności międzynarodowej,
coraz to żywsza świadomość odpowiedzialności fachowców
wobec ludzi, którym trzeba pomagać i chronić ich, chęć
tworzenia dla wszystkich pomyślniejszych warunków życia, zwłaszcza
zaś dla tych, którzy cierpią z braku możliwości decydowania
o sobie lub z niedostatku kultury. To wszystko może stanowić
pewne przygotowanie do przyjęcia orędzia ewangelicznego i może
być ożywione miłością Bożą przez Tego, który przyszedł
zbawić świat.
58. (Wielorakie powiązanie dobrej nowiny Chrystusowej z kulturą
ludzką). Pomiędzy orędziem zbawienia a kulturą ludzką
istnieją wielorakie powiązania. Bóg bowiem, objawiając się
ludowi swemu aż do pełnego okazania się w Synu Wcielonym,
przemawiał stosownie do stanu kultury właściwego różnym
epokom.
Podobnie i Kościół, żyjący w ciągu wieków w różnych
warunkach, posłużył się dorobkiem różnych kultur, ażeby
Chrystusowe orędzie zbawcze rozpowszechniać swym
przepowiadaniem wśród wszystkich narodów oraz wyjaśniać je,
badać, głębiej zrozumieć oraz lepiej wyrazić w odprawianiu
liturgii i w życiu wielopostaciowej społeczności wiernych.
Ale równocześnie Kościół, posłany do wszystkich ludów
jakiegokolwiek czasu i miejsca, nie wiąże się w sposób wyłączny
i nierozdzielny z żadną rasą czy narodem, z żadnym
artykularnym układem obyczajów, żadnym dawnym czy nowym
zwyczajem. Wierny własnej tradycji i zarazem świadomy swej
uniwersalnej misji, potrafi nawiązać łączność z różnymi
formami kultury, przez co bogacą się zarówno sam Kościół,
jak i różne kultury.
Dobra nowina Chrystusowa odnawia ustawicznie życie i kulturę
upadłego człowieka oraz zwalcza i usuwa błędy i zło, płynące
z ciągle grożącego człowiekowi zwodzenia przez grzech.
Nieustannie oczyszcza i podnosi obyczaje ludów, skarby i
przymioty ducha każdego ludu czy wieku niejako użyźnia od wewnątrz
bogactwami z wysoka, umacnia, uzupełnia i naprawia w Chrystusie.
W ten sposób Kościół wypełniając własne zadanie, tym samym
pobudza i nakłania do kultury życia osobistego i społecznego i
działalnością swoją, także liturgiczną, wychowuje człowieka
do wewnętrznej wolności.
59. (Różne prawidła właściwego układu form kultury ludzkiej).
Z powyższych względów Kościół przypomina wszystkim, że
kulturę odnosić należy do pełnej doskonałości osoby
ludzkiej, do dobra wspólnoty i całej społeczności ludzkiej.
Dlatego należy tak kształtować ducha, aby rozwijała się
zdolność podziwiania się, wnikania w głąb kontemplacji i
urabiania sobie sądu osobistego oraz zdolność kształcenia
zmysłu religijnego, moralnego i społecznego.
Wobec tego, że kultura wypływa bezpośrednio z natury rozumnej
i społecznej człowieka, potrzebuje ona nieustannie dla swego
rozwoju należytej wolności oraz prawowitej możności
samodzielnego działania wedle własnych zasad. Słusznym prawem
więc domaga się ona poważania i cieszy się pewną nietykalnością,
oczywiście przy zachowaniu praw osoby ludzkiej i wspólnoty czy
to partykularnej, czy uniwersalnej w granicach dobra wspólnego.
Święty Sobór, podejmując to, czego uczył Sobór Watykański
I, głosi, że "istnieje dwojaki, różny porządek poznania",
mianowicie wiary i rozumu, i że Kościół nie wzbrania, "żeby
w uprawianiu ludzkich umiejętności i nauk stosowano we własnym
ich zakresie właściwe dla nich zasady i metody"; przeto
"uznając ową słuszną wolność", potwierdza Kościół
prawowitą autonomię kultury ludzkiej, a zwłaszcza nauk.
To wszystko też wymaga, by człowiek, zachowawszy porządek
moralny i wzgląd na powszechny pożytek, swobodnie mógł szukać
prawdy i opinie swoją głosić i rozpowszechniać oraz uprawiać
jakąkolwiek umiejętność, a wreszcie wymaga, żeby zgodnie z
prawdą był informowany o wydarzeniach publicznych.
Do władzy zaś publicznej nie należy określanie właściwego
charakteru form kultury ludzkiej, lecz dbanie o warunki i środki
potrzebne do podnoszenia kultury wśród wszystkich, a w tym także
wśród mniejszości narodowych. Przeto należy przede wszystkim
nalegać, żeby nie naginano kultury do służenia władzom
politycznym czy ekonomicznym, odwracając ją od właściwego jej
celu.
3. Niektóre pilniejsze zadania chrześcijan w dziedzinie kultury
60. (Prawo do korzystania z dobrodziejstw kultury ma być
przyznane wszystkim i wprowadzane w życie). Ponieważ obecnie wyłania
się możliwość uwolnienia wielu ludzi od nieszczęsnej
ciemnoty, obowiązkiem odpowiadającym jak najbardziej myśli
naszej epoki, zwłaszcza obowiązkiem chrześcijan, jest gorliwe
zabieganie o to, by tak w dziedzinie gospodarczej, jak i
politycznej, tak na arenie narodowej, jak i międzynarodowej
wydawano podstawowe orzeczenia, dzięki którym prawo wszystkich
do kultury osobistej i społecznej, odpowiadającej godności
osoby, bez różnicy rasy, płci, narodowości, religii czy
stanowiska społecznego, znajdowałoby wszędzie uznanie i
realizację. Dlatego wszystkim należy zapewnić wystarczający
zasób dóbr kulturalnych, zwłaszcza tych, które zapewniają
kulturę tzw. podstawową, żeby dla tylu ludzi analfabetyzm i
brak możności odpowiedzialnego działania nie stanowił
przeszkody do udziału we współpracy naprawdę ludzkiej dla wspólnego
dobra.
Dążyć zatem należy do tego, by ludzie, którym pozwalają na
to siły umysłu, mogli mieć dostęp do wyższych studiów;
rzecz jasna, tak aby dochodzili w miarę możliwości do pełnienia
w społeczeństwie zadań, obowiązków i służb, odpowiednich
tak do ich zdolności umysłowych, jak do nabytego doświadczenia.
W ten sposób każdy człowiek jak i grupy społeczne każdego
narodu zdołają dojść do pełnego rozwoju życia kulturalnego,
odpowiadającego ich własnym uzdolnieniom i tradycjom.
Ponadto należy usilnie pracować nad tym, by wszyscy uświadomili
sobie tak prawo do kultury, jak i obowiązek pracy nad sobą i
pomagania w tym innym. Istnieją bowiem niekiedy warunki życia i
pracy, które dążeniom kulturalnym ludzi stoją na przeszkodzie
i niweczą w nich zapał do kultury. Sprawa ta ma szczególną
doniosłość dla rolników i robotników, którym trzeba dać
takie warunki pracy, żeby nie przeszkadzały one wzrostowi ich
kultury ludzkiej, lecz owszem, rozwijały ją. Kobiety pracują
już we wszystkich prawie dziedzinach; wypada więc, by mogły
one w pełni osiągnąć płynące stąd korzyści, stosownie do
swych uzdolnień. Ma to być sprawą wszystkich, żeby
przyznawano kobietom i popierano właściwy im i konieczny udział
w życiu kulturalnym.
61. (Wychowanie do pełnej kultury ludzkiej). Trudniej jest dziś
niż dawniej ująć w syntezę różne działy wiedzy i sztuki. W
miarę bowiem jak rośnie ogrom i rozmaitość elementów stanowiących
kulturę, równocześnie maleje dla poszczególnych ludzi możliwość
ujęcia i zharmonizowania tych elementów, tak że typ "człowieka
uniwersalnego" coraz bardziej zanika. Pozostaje jednak dla
każdego człowieka obowiązek zachowania pełni osobowości
ludzkiej, w której na pierwszy plan występują wartości
inteligencji, woli sumienia i braterstwa.
Mają one wszystkie swą podstawę w Bogu Stwórcy, a w
Chrystusie przedziwnie doznały uleczenia i wyniesienia.
Rodzina jest w pierwszym rzędzie jakby matką i żywicielką
tego wychowania; w niej to dzieci, otoczone miłością, łatwiej
przyuczają się do właściwego porządku rzeczy, gdy jakby
naturalnie przenikają do ich dusz z biegiem lat młodzieńczych
wypróbowane formy kultury ludzkiej.
Dla tego wychowania istnieją w społeczeństwach dzisiejszych
udogodnienia, zwłaszcza przez zwiększoną podaż książek oraz
nowe środki przekazu kulturalnego i społecznego, które mogą
sprzyjać powszechnej kulturze. Wobec skracania bowiem tu i ówdzie
czasu pracy, wzrastać będzie z każdym dniem dla wielu ludzi
dogodna sposobność kształcenia się. Niech wolny czas będzie
użyty należycie dla odprężenia duchowego, wzmocnienia zdrowia
psychicznego i fizycznego przez swobodne zajęcia i studia, przez
podróże w obce strony (turystyka), dzięki którym doskonali się
umysł i ludzie wzbogacają się przez wzajemne poznanie; dalej,
przez ćwiczenia i pokazy sportowe, które także w społeczeństwie
przyczyniają się do utrzymywania równowagi ducha, jak i do
braterskich stosunków między ludźmi wszelkiego stanu, narodowości
i różnych ras. Niech więc chrześcijanie współpracują w
tym, żeby duch ludzki i chrześcijański przepajał właściwe
naszej epoce przejawy kultury i działanie zbiorowe.
Jednakże te wszystkie udogodnienia nie zdołają doprowadzić
wychowania człowieka do pełni jego kultury, jeśli równocześnie
zaniedba się głębokie pytanie o sens, jaki kultura i wiedza
mają dla osoby ludzkiej.
62. (Należyte godzenie kultury osobistej i społecznej z nauką
chrześcijańską). Jakkolwiek Kościół wiele przyczynił się
do postępu kultury, wiadomo jednak z doświadczenia, że z powodów
przygodnych uzgadnianie kultury z nauką chrześcijańską nie
zawsze szło bez trudności.
Trudności te niekoniecznie przynoszą szkodę życiu wiary, lecz
nawet pobudzać mogą umysł do dokładniejszego i głębszego
jej rozumienia. Nowsze bowiem badania i odkrycia w dziedzinie
nauk ścisłych oraz historii i filozofii nasuwają nowe
zagadnienia, które niosą ze sobą życiowe konsekwencje, a także
domagają się nowych dociekań od teologów. Poza tym zachęca
się teologów, żeby przy zachowaniu metod i wymogów właściwych
nauce teologicznej, wciąż szukali coraz to bardziej
odpowiedniego sposobu podawania doktryny ludziom sobie współczesnym;
bo czym innym jest sam depozyt wiary, czyli jej prawdy, a czym
innym sposób jej wyrażania przy zachowaniu jednak tego samego
sensu i znaczenia. W duszpasterstwie należy uznawać i stosować
w dostatecznej mierze nie tylko zasady teologiczne, lecz także
zdobycze nauk świeckich, zwłaszcza psychologii i socjologii,
tak żeby również i wiernych prowadzić do rzetelnego i
dojrzalszego życia wiary.
Na swój sposób także literatura i sztuka mają wielkie
znaczenie dla życia Kościoła. Usiłują one bowiem dać wyraz
przyrodzonemu uzdolnieniu człowieka, jego problemom i doświadczeniom
w dążeniu do poznania i doskonalenia siebie oraz świata;
starają się ukazać stanowisko człowieka w historii i w całym
świecie, jego nędze i radości, oświetlić potrzeby i możliwości
ludzi oraz naszkicować lepszy los człowieka. W ten sposób
literatura i sztuka mogą podnosić wzwyż życie ludzkie,
przedstawiane w różnorakich formach, stosownie do czasów i
miejsc.
Trzeba zatem dokładać starań, żeby uprawiający te umiejętności
czuli, iż są uznawani przez Kościół w swych przedsięwzięciach,
i żeby ułatwiali, korzystając z uporządkowanej wolności,
kontakty ze społecznością chrześcijańską. Powinny również
znaleźć uznanie Kościoła nowe formy sztuki, odpowiadające
ludziom współczesnym stosownie do właściwości naturalnych różnych
narodów i krajów. Niech doznają one przyjęcia w świątyniach,
jeśli podnoszą umysł ku Bogu przez stosowny rodzaj wyrazu,
zgodny z wymogami liturgii.
W ten sposób ujawnia się lepiej znajomość Boga, a głoszenie
Ewangelii staje się dla umysłów ludzi zrozumialsze i okazuje
się jakby wszczepione w warunki ich życia.
Niech więc wierni żyją w najściślejszej łączności z
innymi ludźmi swoich czasów i starają się dokładnie uchwycić
ich sposoby myślenia i odczuwania, znajdujące wyraz w ich
kulturze umysłowej. Niech łączą znajomość nowych nauk i
doktryn oraz najnowszych wynalazków z obyczajami chrześcijańskimi
i z wykształceniem w doktrynie chrześcijańskiej, tak żeby
kultura religijna i prawość ducha szły u nich w parze ze
znajomością nauk i rozwijających się z każdym dniem umiejętności
technicznych, aby mogli dzięki temu oceniać i wyjaśniać
wszystko w duchu całkowicie chrześcijańskim. Ci, którzy w
seminariach i uniwersytetach oddają się naukom teologicznym,
niech starają się współpracować z ludźmi biegłymi w innych
gałęziach wiedzy, zespalając z nimi swoje siły i pomysły.
Dociekanie teologiczne niech zarazem zmierza do głębokiego
poznania prawdy objawionej i nie zaniedbuje kontaktowania jej ze
współczesnością, żeby mogło ono pomóc ludziom wykształconym
w różnych dziedzinach nauki do pełniejszej znajomości wiary.
Ta wspólna praca będzie bardzo pomocna przy kształceniu kapłanów,
którzy będą mogli naukę Kościoła o Bogu, człowieku i świecie
należycie podawać naszym współczesnym, tak żeby oni chętniej
to słowo przyjmowali. Co więcej, pożądane jest, żeby wielu
świeckich katolików zyskiwało odpowiednie wykształcenie w
naukach teologicznych i żeby duża część spośród nich
studia te gorliwie uprawiała i pogłębiała. Ażeby zaś
zadanie swoje mogli oni wykonywać, trzeba przyznawać wiernym,
czy to duchownym czy świeckim, należytą wolność badania, myślenia
oraz wyrażania pokornie i odważnie swego zdania w sprawach, których
znajomością się odznaczają.
Rozdział III
ŻYCIE GOSPODARCZO-SPOŁECZNE
63. (Niektóre aspekty życia gospodarczo- społecznego). Także
w życiu gospodarczo- społecznym trzeba uszanować i podnosić
godność osoby ludzkiej, pełne jej powołanie i dobro całego
społeczeństwa. Człowiek bowiem jest twórcą, ośrodkiem i
celem całego życia gospodarczo- społecznego.
Dzisiejsze życie ekonomiczne, podobnie jak inne dziedziny życia
społecznego, znamionuje wzrastające panowanie człowieka nad
naturą, coraz częstsze i coraz intensywniejsze stosunki oraz
współzależność obywateli, grup i ludów, nadto częściej
zachodząca integracja ze strony władz państwowych. Równocześnie
postęp w metodach produkcji i w wymianie dóbr i usług uczyniły
z ekonomii odpowiedni instrument do lepszego zaspokojenia potrzeb
rodziny ludzkiej.
Nie brak jednak powodów do niepokoju. Wielu ludzi, zwłaszcza w
krajach gospodarczo rozwiniętych, zdaje się do tego stopnia
ulegać panowaniu ekonomii, że prawie całe ich życie osobiste
i społeczne przepaja jakieś nastawienie wyłącznie
ekonomiczne, i to zarówno gdy chodzi o narody popierające
gospodarkę kolektywną, jak i inne. Chociaż wzrost życia
gospodarczego - byle tylko był racjonalnie i humanitarnie
koordynowany - mógłby łagodzić nierówności społeczne, to
jednak coraz częściej doprowadza on do ich zaostrzenia, a nawet
tu i ówdzie do pogorszenia się położenia społecznego słabszych
i do wzgardy ubogich. Podczas gdy ogromne mnóstwo ludzi odczuwa
jeszcze brak rzeczy koniecznych, niektórzy, nawet w krajach słabo
rozwiniętych, żyją wystawnie i trwonią majątek. Zbytek i nędza
sąsiadują ze sobą. Podczas gdy garstka ludzi skupia w swym ręku
ogromną władzę w zakresie podejmowania decyzji, wielu nie ma
prawie żadnej możliwości działania z własnej inicjatywy i na
własną odpowiedzialność, a nierzadko znajdują się w
warunkach życia i pracy niegodnych osoby ludzkiej.
Podobne objawy braku równowagi gospodarczej i społecznej dają
się zauważyć między rolnictwem a przemysłem i usługami, a
także między różnymi regionami kraju tego samego narodu. Pomiędzy
narodami bardziej gospodarczo rozwiniętymi a resztą narodów słabo
rozwiniętych rośnie ustawicznie zaostrzająca się opozycja, która
może doprowadzić nawet do zagrożenia pokoju światowego.
Nierówności te coraz żywiej uświadamiają sobie ludzie współcześni,
ponieważ są głęboko przekonani, że zwiększone możliwości
techniczne i gospodarcze, jakimi rozporządza świat dzisiejszy,
mogą i powinny poprawić ten nieszczęsny stan rzeczy. Dlatego
wszyscy domagają się reform w życiu gospodarczo-społecznym, a
także zmiany sposobu myślenia i życiowej postawy. W tym celu
Kościół, kierując się światłem ewangelii, wypracował na
przestrzeni wieków, a w tych ostatnich zwłaszcza czasach przedłożył
wymagane przez zdrowy rozsądek zasady sprawiedliwości i słuszności,
dotyczące zarówno życia osobistego i społecznego, jak i życia
międzynarodowego. Święty Sobór, biorąc pod uwagę przede
wszystkim wymogi postępu gospodarczego, zamierza potwierdzić te
zasady stosownie do okoliczności współczesnej epoki oraz podać
pewne wskazówki orientacyjne.
1. Postęp gospodarczy
64. (Postęp gospodarczy w służbie człowieka). Słusznie dąży
się dziś bardziej niż dotychczas do tego, by przez wzrost
produkcji rolnej i przemysłowej oraz przez zwiększenie usług
sprostać potrzebom wzrastającej liczby ludności i zaspokoić
rosnące wymagania rodzaju ludzkiego. Dlatego trzeba popierać
postęp techniczny, ducha wynalazczości, starania o tworzenie i
rozbudowę przedsiębiorstw, usprawnienie metod produkcji i
rzetelne wysiłki ludzi zatrudnionych w produkcji: słowem
wszystko, co służy postępowi. Podstawowym zaś celem tej
produkcji nie jest tylko wzrost masy towarowej ani zysk lub
zdobycie wpływów, ale służenie człowiekowi, i to całemu człowiekowi,
z uwzględnieniem porządku jego potrzeb materialnych i wymogów
jego życia umysłowego, moralnego, duchowego i religijnego - służenie,
powtarzamy, każdemu człowiekowi i każdej zbiorowości ludzkiej
jakiejkolwiek rasy i w jakiejkolwiek części świata. Ruch
gospodarczy powinien zatem rozwijać się wedle własnych metod i
praw, ale w granicach porządku moralnego, żeby spełnił się
zamiar Boży względem człowieka.
65. (Postęp gospodarczy kierowany przez człowieka). Postęp
gospodarczy winien podlegać kierownictwu człowieka i nie
powinno się pozostawiać go samowoli garstki ludzi lub grup,
skupiających w swym ręku zbyt wielką potęgę gospodarczą,
ani też decyzji czynników politycznych, ani jakichś
silniejszych narodów; przeciwnie, na każdym szczeblu kierowania
postępem powinno w nim brać czynny udział jak najwięcej
ludzi, a gdy chodzi o stosunki międzynarodowe - wszystkie narody.
Potrzeba także, by spontaniczne inicjatywy jednostek i wolnych
zrzeszeń były zestrajane i organicznie powiązane z wysiłkami
władz państwowych.
Nie powinno się zostawiać procesu rozwoju produkcji ani samemu,
niby mechanicznemu biegowi gospodarczej działalności jednostek,
ani wyłącznie władzy państwowej. Dlatego należy uznać za błędne
te doktryny, które pod pozorem fałszywej wolności sprzeciwiają
się wprowadzaniu koniecznych reform, jak i te, które lekceważą
podstawowe prawa jednostek i zrzeszeń na rzecz organizacji
kolektywnej.
Zresztą obywatele mają pamiętać, że jest prawem i obowiązkiem
każdego - co także powinna uznać władza państwowa -
przyczyniać się w miarę osobistej możności do prawdziwego
postępu własnego społeczeństwa. W krajach zwłaszcza słabo
rozwiniętych, gdzie pilnie trzeba spożytkować wszelkie zasoby
gospodarcze trzymając bezużytecznie lub - szanując jednak
osobiste prawo do emigracji - pozbawiają własne społeczeństwo
pomocy bądź to materialnej, bądź moralnej, której one
potrzebuje.
66. (Potrzeba usunięcia ogromnych różnic gospodarczo-społecznych).
Żeby stało się zadość sprawiedliwości i słuszności,
usilnie należy zabiegać, by przy zachowaniu praw jednostek i
cech wrodzonych każdego narodu usunięto jak najprędzej istniejące
i często narastające ogromne nierówności gospodarcze, z którymi
idzie zawsze w parze dyskryminacja jednostkowa i społeczna. Także
w wielu krajach ze względu na ich wyjątkowe trudności w
rolnictwie, dotyczące czy to uprawy ziemi, czy zbytu płodów
rolnych, powinno się pomagać rolnikom tak w podnoszeniu wydajności
gleby i zbycie produktów, jak i przez wdrażanie ich do
konieczności wprowadzania zmian i ulepszeń oraz osiągania słusznego
dochodu, żeby - jak to często się zdarza - rolnicy nie
znajdowali się w położeniu obywateli niższego rzędu. Sami zaś
rolnicy, zwłaszcza młodzi, mają pilnie przykładać się do
doskonalenia swej wiedzy zawodowej, bez której nie może być
postępu w rolnictwie.
Sprawiedliwość i słuszność wymaga też, żeby ruchy ludnościowe,
koniecznie przy postępie ekonomicznym, tak się kształtowały,
by życie jednostek i ich rodzin nie stawało się niepewne i
zdane na łaskę losu. Jeśli zaś chodzi o robotników obcej
narodowości czy też pochodzących z innego kraju, którzy
przecież swoją pracą przyczyniają się do rozwoju
gospodarczego ludności miejscowej lub danego kraju, należy w
stosunku do nich unikać wszelkiej dyskryminacji w zakresie pracy
i płacy. Ponadto wszyscy, a przede wszystkim władze państwowe,
niech nie uważają ich tylko za zwyczajne narzędzie produkcji,
lecz za osoby, i niech im okazują pomoc w sprowadzeniu do siebie
rodziny i zdobyciu przyzwoitego mieszkania, jak również niech
popierają ich we włączaniu się w życie społeczne ludności,
która ich przyjmuje, lub w życie danego kraju. Jednak, o ile to
możliwe, winno się tworzyć dla nich zakłady pracy w ich
rodzinnych stronach.
W podlegających dziś zmianom sprawach gospodarczych jak i w
nowych formach społeczeństwa przemysłowego, gdzie np. rozwija
się automatyzacja, należy dbać, żeby każdy znalazł
wystarczającą i odpowiednią dla siebie pracę oraz możliwości
potrzebnego wyszkolenia technicznego i zawodowego i żeby
zabezpieczone zostały warunki życia i godność człowieka, zwłaszcza
gdy idzie o tych, którzy z powodu choroby lub wieku muszą
walczyć z większymi trudnościami.
2. Niektóre zasady rządzące całością życia gospodarczo-społecznego
67. (Praca jej warunki i wypoczynek). Praca ludzka, która polega
na tworzeniu i wymianie nowych dóbr lub na świadczeniu usług
gospodarczych, góruje nad innymi elementami życia
gospodarczego, ponieważ te mają jedynie charakter narzędzi.
Praca bowiem czy to podejmowana na własną rękę, czy najemna
pochodzi od osoby, która wyciska niejako swoje piętno na
przyrodzie i poddaje ją swojej woli; przez swoją pracę człowiek
zwyczajnie utrzymuje własne życie i swoich najbliższych. Łączy
się ze swoimi braćmi i służy im, może praktykować szczerą
miłość i współdziałać w doskonaleniu rzeczy stworzonych
przez Boga. Co więcej, winniśmy nabrać przekonania, że przez
pracę składaną Bogu w ofierze człowiek łączy się z dziełem
zbawczym Jezusa Chrystusa, który pracując własnymi rękami w
Nazarecie, nadał pracy znamienitą godność. Stąd rodzi się
dla każdego z nas obowiązek wykonywania pracy rzetelnie oraz
prawo każdego do pracy; do społeczeństwa natomiast należy, w
miarę zachodzących okoliczności, pomagać ze swej strony
obywatelom w znalezieniu sposobności do odpowiedniej pracy.
Wreszcie należy tak wynagradzać pracę, aby dawała człowiekowi
środki na zapewnienie sobie i rodzinie godnego stanu
materialnego, społecznego, kulturalnego i duchowego stosownie do
wykonywanych przez każdego zajęć, wydajności pracy, a także
zależnie od warunków zakładu pracy i z uwzględnieniem dobra
wspólnego.
Ponieważ przedsięwzięcia gospodarcze prowadzi się na ogół
zespołowym nakładem pracy, byłoby rzeczą niesprawiedliwą i
nieludzką tak układać i kierować tą współpracą, żeby
komukolwiek z pracujących przynosiła szkodę. Zdarza się zaś
często, i to w naszych czasach, że pracownicy stają się
poniekąd niewolnikami swej pracy. Nie ma na to żadnego
usprawiedliwienia w tzw. prawach ekonomicznych. A zatem cały
proces owocnej pracy winno się dostosować do potrzeb osoby
ludzkiej i trybu jej życia, przede wszystkim jej życia
domowego, zwłaszcza gdy chodzi o matki rodzin, i mając zawsze
na względzie i płeć, i wiek. Ponadto pracownicy winni mieć możność
rozwijania swych zdolności i osobowości właśnie przez samo
wykonywanie pracy. Jak z jednej strony winni oni z należytym
poczuciem odpowiedzialności wkładać swój czas i siły w
wykonanie pracy, tak z drugiej powinni też wszyscy dysponować
wystarczającym odpoczynkiem i czasem wolnym, tak by mogli poświęcać
się życiu rodzinnemu, kulturalnemu, społecznemu i religijnemu.
Przede wszystkim powinni znajdować sposobność swobodnego
rozwijania tych sił i uzdolnień, których być może nie mogą
doskonalić w pracy zawodowej.
68. (Udział w przedsiębiorstwach i planowaniu całokształtu
ekonomiki oraz konflikty w pracy). W przedsiębiorstwach
gospodarczych stowarzyszają się dla pracy osoby, czyli ludzie
wolni i pełnosprawni, stworzeni na obraz Boży. W związku z
tym, uwzględniając zadania każdego, mianowicie: właścicieli,
najemców, dyrektorów, robotników, a równocześnie nie
naruszając koniecznej jedności w kierowaniu całością, należy
popierać, odpowiednio obmyślanymi sposobami, czynny udział
wszystkich w pieczy nad przedsiębiorstwem. Ponieważ zaś często
nie w samym przedsiębiorstwie, lecz ponad nim, w instytucjach wyższego
rzędu, rozstrzyga się o sprawach gospodarczych i społecznych,
od których zależy przyszły los pracowników i ich dzieci,
trzeba, żeby już przy ich ustaleniu mieli oni głos, albo sami,
albo przez swobodnie obranych przedstawicieli.
Do podstawowych praw osoby ludzkiej należy zaliczyć prawo
pracowników do swobodnego zakładania związków, które by ich
naprawdę reprezentowały i mogły przyczyniać się do kształtowania
życia gospodarczego według prawidłowego porządku, a nadto
prawo każdego pracownika do swobodnego udziału w działalności
tych związków bez obawy narażenia się na zemstę. Przez tego
rodzaju uporządkowany udział, łączący się ze stopniowym
wychowywaniem do życia ekonomicznego i społecznego, wzrastać będzie
stale u wszystkich świadomość ciążącego na nich obowiązku,
dzięki czemu wszyscy wedle zdolności i przydatności poczują
się współodpowiedzialni za postęp gospodarczy i społeczny całego
przedsiębiorstwa i za całe dobro wspólne.
Kiedy natomiast występują konflikty gospodarczo-społeczne,
należy dokładać starań, aby dochodziło do załatwienia ich
ugodowo. Chociaż zawsze należy dążyć przede wszystkim do
szczerej wymiany zdań między stronami, jednak i w dzisiejszych
okolicznościach przerwanie pracy celem obrony swoich praw i spełnienia
słusznych żądań pracowników może się okazać nieodzownym,
jakkolwiek ostatecznym środkiem. Niech jednak i w tym wypadku
poszukuje się jak najprędzej drogi do rokowań i do podjęcia
na nowo rozmów w sprawie ugody.
69. (Dobra ziemskie przeznaczone są dla wszystkich ludzi). Bóg
przeznaczył ziemię ze wszystkim, co ona zawiera, na użytek
wszystkich ludzi i narodów, tak by dobra stworzone dochodziły
do wszystkich w słusznej mierze - w duchu sprawiedliwości, której
towarzyszy miłość. Jakiekolwiek byłyby formy własności,
dostosowane, zależnie od różnych zmiennych okoliczności, do
prawowitego ustroju różnych ludów, to jednak zawsze należy
brać pod uwagę powszechność przeznaczenia dóbr ziemskich.
Dlatego człowiek używając tych dóbr powinien uważać rzeczy
zewnętrzne, które posiada, nie tylko za własne, ale za wspólne
w tym znaczeniu, by nie tylko jemu, ale i innym przynosiły pożytek.
Zresztą każdemu przysługuje prawo posiadania części dóbr,
wystarczającej dla niego i dla jego rodziny. Tak sądzili
Ojcowie i Doktorowie Kościoła nauczając, że ludzie mają
obowiązek wspomagania ubogich, i to nie tylko z tego, co im
zbywa. Kto natomiast byłby w skrajnej potrzebie, ma prawo z
cudzego majątku wziąć dla siebie rzeczy konieczne do życia.
Ponieważ tylu ludzi na świecie cierpi głód, Sobór święty
przynagla wszystkich, tak jednostki, jak i piastujących władzę,
by pamiętni na zdanie Ojców: "nakarm umierającego z głodu,
bo jeżeli nie nakarmiłeś go, zabiłeś" - naprawdę
dzielili się w miarę swoich możliwości i nie szczędzili
wydatków, udzielając jednostkom i narodom przede wszystkim
takiej pomocy, dzięki której same mogłyby zaradzić swoim
potrzebom i wejść na drogę rozwoju.
W społeczeństwach gospodarczo słabo rozwiniętych nierzadko
prawo powszechnego przeznaczenia dóbr wypełnia się częściowo
poprzez zwyczaje i tradycje właściwe wspólnotom, które
nakazują każdemu z ich członków dostarczyć środków
koniecznych do życia. Nie powinno się dopuszczać do tego, by
pewne zwyczaje uchodziły za niezmienne, mimo że nie odpowiadają
już wymaganiom obecnej doby. Z drugiej zaś strony nie powinno
się nieroztropnie występować przeciw godziwym zwyczajom, które
nie przestają być nadal bardzo użyteczne, byleby je właściwie
dostosować do dzisiejszych warunków. Podobnie w narodach o
wysokim poziomie ekonomicznym pewien zespół instytucji społecznych,
poręczających pomoc i bezpieczeństwo, może w swoim zakresie
realizować zasadę powszechnego przeznaczenia dóbr. Należy
nadal popierać usługi rodzinne i społeczne, zwłaszcza w
zakresie oświaty i wychowania. Przy tworzeniu tych wszystkich
instytucji należy czuwać, by obywateli nie opanowała pewna
bierność w stosunku do społeczeństwa i by nie wyzbywali się
ciężaru przyjętego na siebie obowiązku lub wprost nie
gardzili służbą dla społeczeństwa.
70. (Inwestycje i sprawy walutowe). Inwestycje kapitałów
powinny mieć na celu dawanie zarówno obecnemu, jak i przyszłemu
pokoleniu możliwości pracy i wystarczających dochodów. Ci, którzy
decydują o inwestycjach i kształtowaniu życia gospodarczego -
czy to jednostki, czy grupy, czy władze państwowe - powinni mieć
przed oczyma te cele i poczytywać za swój ważny obowiązek
wykonywanie nadzoru, by z jednej strony tak jednostka jak i społeczność
otrzymywały konieczne środki do życia na odpowiedniej stopie,
z drugiej zaś strony by przewidywać przyszłość i wprowadzać
sprawiedliwą równowagę pomiędzy wymaganiami bieżącej
konsumpcji, indywidualnej czy zbiorowej, a potrzebami inwestycji
dla przyszłego pokolenia. Zawsze też niech mają przed oczyma
pilne potrzeby gospodarcze słabo rozwiniętych narodów i krajów.
W sprawach zaś walutowych trzeba starać się, by nie ucierpiało
dobro ani własnego narodu, ani innych ludów. Nadto należy mieć
na uwadze, by przy zmianie wartości pieniądza ubożsi nie
zostali niesprawiedliwie poszkodowani.
71. (Zdobywanie własności i własność prywatna; latyfundia).
Ponieważ własność i inne formy dysponowania rzeczami zewnętrznymi
służą do podkreślania roli osoby, a ponadto dają jej
sposobność do wykonywania swoich zadań w społeczeństwie i w
życiu gospodarczym, jest rzeczą bardzo ważną, by popierać
zarówno jednostki, jak i wspólnoty w dążeniu do zdobycia na własność
pewnego zasobu dóbr zewnętrznych.
Własność prywatna lub pewne dysponowanie dobrami zewnętrznymi
dają każdemu przestrzeń koniecznie potrzebną dla autonomii
osobistej i rodzinnej, i należy je uważać za poszerzenie
niejako wolności ludzkiej. Stanowią one pewne uwarunkowanie
swobód obywatelskich, ponieważ pobudzają do podejmowania obowiązku
i ponoszenia ciężarów.
Formy takiego dysponowania lub własności są dziś różne i
coraz bardziej się różnicują. Razem zaś wzięte stanowią,
niezależnie od funduszów społecznych, praw i urzędów
ustanowionych przez społeczeństwo, podstawę bezpieczeństwa,
której nie można lekceważyć. Trzeba to powiedzieć nie tylko
o własności materialnej, ale i o dobrach niematerialnych,
jakimi są uzdolnienia zawodowe.
Prawo zaś do prywatnej własności nie sprzeciwia się prawu,
jakie mieści się w różnych formach własności publicznej.
Przeniesienia bowiem dóbr na własność publiczną może dokonać
tylko kompetentna władza, kierując się wymogami dobra wspólnego,
w jego granicach i za słusznym wynagrodzeniem. Poza tym do
zakresu władzy publicznej należy pilnowanie, by ktoś nie nadużywał
prywatnej własności na szkodę dobra publicznego.
Własność prywatna posiada z natury swojej charakter społeczny,
oparty na prawie powszechnego przeznaczenia dóbr. Zdarza się zaś,
że wskutek zapoznania tego charakteru społecznego, własność
staje się częstokroć okazją do chciwości i poważnych
zaburzeń, do tego stopnia, że daje pretekst przeciwnikom do
kwestionowania samego prawa.
W wielu krajach ekonomicznie słabo rozwiniętych istnieją
wielkie, a czasem wprost ogromne obszary rolne, licho uprawiane
albo też dla zysku pozostawione odłogiem, podczas gdy większość
ludności albo nie posiada ziemi, albo ma jej bardzo mało, i
zachodzi paląca potrzeba podniesienia wydajności ziemi uprawnej.
Nierzadko ci, których obszarnicy najmują do pracy, albo dzierżawcy
części ziemi tychże obszarników otrzymują niegodne człowieka
wynagrodzenie w pieniądzach lub w naturze, nie posiadają
przyzwoitego mieszkania i są obdzierani przez pośredników.
Pozbawieni wszelkiego zabezpieczenia żyją w takim niewolniczym
poddaństwie osobistym, że nie mają prawie żadnej możliwości
samodzielnego działania, i to z poczuciem odpowiedzialności, a
nadto nie mają dostępu do oświaty ani do udziału w życiu społecznym
i politycznym. Potrzeba więc reform zależnie od różnych
sytuacji: by wzrastały dochody, by uległy poprawie warunki
pracy, by zwiększyć ochronę najemników, by dodać bodźca do
samodzielności w pracy; co więcej, by rozparcelować zaniedbane
majątki ziemskie między tych, którzy potrafią zwiększyć ich
wydajność. W tym ostatnim wypadku należy im dostarczyć
materiałów i koniecznych środków, zwłaszcza pomocy w
zakresie szkolnictwa, i umożliwić im zorganizowanie współpracy
na zasadzie sprawiedliwości. Ilekroć natomiast dobro wspólne będzie
wymagało wywłaszczenia, należy wysokość odszkodowania wycenić
słusznie, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności.
72. (Aktywność gospodarczo-społeczna i Królestwo Chrystusowe).
Chrześcijanie, którzy biorą czynny udział w dzisiejszym postępie
ekonomiczno- społecznym i walczą o sprawiedliwość i miłość,
niech będą przekonani, że wiele mogą się przez to przyczynić
do dobrobytu ludzkości i pokoju światowego. W tej działalności
niech świecą przykładem i jako jednostki, i jako organizacje.
Mianowicie gdy zdobędą wiedzę fachową i doświadczenie, które
są bezwzględnie konieczne, niech zachowują w działalności
doczesnej należny porządek, przez wierność Chrystusowi i Jego
Ewangelii, tak by całe ich życie, zarówno osobiste jak i społeczne,
przepajał duch ośmiu błogosławieństw, a szczególnie ubóstwa.
Kto będąc posłuszny Chrystusowi, szuka najpierw Królestwa Bożego,
czerpie stąd silniejszą i czystszą miłość dla wspomagania
swych braci i dla dokonania dzieła sprawiedliwości pod
natchnieniem miłości.
Rozdział IV
ŻYCIE WSPÓLNOTY POLITYCZNEJ
73. (Współczesne życie publiczne). W naszych czasach dają się
zauważyć głębokie przemiany również w strukturze i w
instytucjach narodów, które to przemiany są następstwem
rozwoju kulturalnego, ekonomicznego i społecznego. Przemiany te
wywierają duży wpływ na życie wspólnoty politycznej, zwłaszcza
gdy chodzi o prawa i obowiązki wszystkich w dziedzinie swobód
obywatelskich i osiągnięcia dobra wspólnego, a także w
zakresie normowania stosunków obywateli między sobą i z władzami
państwowymi.
Wskutek żywszego uświadomienia sobie godności ludzkiej rodzi
się w różnych stronach świata dążenie do odnowy porządku
prawno-politycznego, w którym znalazłyby lepszą ochronę prawa
osoby w życiu publicznym, jak prawo do swobodnego zrzeszania się,
stowarzyszania, wypowiadania swoich poglądów oraz do prywatnego
i publicznego wyznawania religii. Ochrona bowiem praw osoby jest
nieodzownym warunkiem, by obywatele, czy to wzięci jednostkowo
czy zespołowo, mogli czynnie uczestniczyć w życiu i kierowaniu
sprawami państwowymi.
Wraz z postępem kulturalnym, gospodarczym i społecznym umacnia
się u wielu ludzi pragnienie większego udziału w kształtowaniu
życia wspólnoty politycznej. W świadomości wielu wzrasta dążenie,
by zachować w poszanowaniu prawa jakiejś mniejszości
narodowej, która ze swej strony nie może zaniedbywać obowiązków
wobec wspólnoty politycznej; rośnie ponadto ustawicznie
szacunek dla ludzi innych przekonań lub innej religii. Równocześnie
dąży się do szerszej współpracy, aby wszyscy obywatele, a
nie tylko garstka uprzywilejowanych, mogli naprawdę korzystać z
praw osobowych.
Potępia się natomiast wszelkie formy ustroju politycznego,
panujące w niektórych krajach, które krępują swobodę
obywatelską lub religijną, mnożą ofiary namiętności i
przestępstw politycznych, a sprawowanie rządów przestawiają
ze służby dobru wspólnemu na dogadzanie jakiemuś stronnictwu
lub na korzyść władzy państwowej.
Nic bardziej nie sprzyja odnowieniu życia politycznego na
prawdziwie ludzkich zasadach, jak popieranie głębokiego
poczucia sprawiedliwości i życzliwości oraz służby dobru wspólnemu,
a także umacnianie podstawowych poglądów na prawdziwą naturę
wspólnoty politycznej, jej cel, i na praworządność oraz
zakres władzy państwowej.
74. (Natura i cel wspólnoty politycznej). Jednostki, rodziny i
zrzeszenia, które składają się na wspólnotę obywatelską,
mają świadomość własnej niewystarczalności dla urządzenia
prawdziwie ludzkiego życia i uświadamiają sobie konieczność
szerszej wspólnoty, w której wszyscy współpracowaliby
codziennie dla coraz lepszego rozwoju dobra wspólnego. Z tej
przyczyny tworzą różnego rodzaju wspólnoty polityczne. Wspólnota
polityczna istnieje więc dla dobra wspólnego, w którym
znajduje ona pełne uzasadnienie i sens i z którego bierze swoje
pierwotne i sobie właściwe prawo. Dobro zaś wspólne obejmuje
sumę tych warunków życia społecznego, dzięki którym
jednostki, rodziny i zrzeszenia mogą pełniej i łatwiej osiągnąć
swoją własną doskonałość.
Liczni i różni ludzie zbierają się we wspólnocie politycznej
i mogą różnić się w poglądach. Aby na skutek upierania się
każdego przy swoim zdaniu nie rozpadła się wspólnota
polityczna, konieczna jest władza, która by kierowała siły
wszystkich obywateli ku dobru wspólnemu, i to nie w sposób
mechaniczny lub tyrański, ale przede wszystkim jako siła
moralna, oparta na wolności i świadoma ciężaru przyjętego
obowiązku.
Jest więc jasne, że wspólnota polityczna i władza publiczna
opierają się na naturze ludzkiej i należą do porządku określonego
przez Boga, jakkolwiek forma ustroju i wybór władz pozostawione
są wolnej woli obywateli.
Stąd też wynika, że wykonywanie władzy politycznej, czy to we
wspólnocie jako takiej, czy to w instytucjach reprezentujących
państwo, winno się zawsze odbywać w granicach porządku
moralnego, dla dobra wspólnego - i to dobra pojętego
dynamicznie - według norm porządku prawnego, legalnie już
ustanowionego lub też tego, który winien być ustanowiony. Wówczas
obywatele zobowiązani są w sumieniu do posłuszeństwa władzy.
Z tego zaś jasno wynika odpowiedzialność, godność i
znaczenie ludzi sprawujących rządy.
Tam zaś, gdzie władza państwowa, przekraczając swoje
uprawnienia, uciska obywateli, niech ci nie odmawiają jej świadczeń,
których obiektywnie domaga się dobro wspólne. Niech zaś wolno
im będzie bronić praw swoich i współobywateli przed nadużyciami
władzy, w granicach nakreślonych przez prawo naturalne i
ewangeliczne.
Konkretne sposoby, jakimi wspólnota polityczna określa swoją
wewnętrzną strukturę i zakres władzy państwowej, mogą być
różne zależnie od charakteru ludów i dziejowego postępu;
zawsze jednak winny przyczyniać się do kształtowania człowieka
kulturalnego, usposobionego pokojowo, życzliwego dla wszystkich
- ku pożytkowi całej rodziny ludzkiej.
75. (Współpraca wszystkich w życiu publicznym). W pełni
odpowiadają naturze ludzkiej takie struktury prawno-polityczne,
które by zawsze i coraz lepiej dawały wszystkim obywatelom bez
żadnej dyskryminacji skuteczną możliwość swobodnego i
czynnego udziału w uchwalaniu zarówno podstaw prawnych wspólnoty
politycznej, jak i w zarządzaniu państwem, w określaniu pola
działania i celów różnych instytucji oraz w wyborze władz.
Niech więc wszyscy obywatele pamiętają o swoim prawie i obowiązku
brania udziału w wolnych wyborach na pożytek dobra wspólnego.
Kościół uznaje za godną pochwały i szacunku pracę tych, którzy
dla posługi ludziom poświęcają swoje siły dobru państwa i
podejmują się tego trudnego obowiązku.
Aby współpraca obywateli wykonywana ze świadomością pełnienia
obowiązku przynosiła w życiu codziennym państwa pomyślne
skutki, potrzebny jest pozytywny porządek prawny, który by
ustalał odpowiedni podział funkcji i organów władzy państwowej,
a równocześnie skutecznie dbał o zachowanie praw bez
czyjejkolwiek szkody. Prawa wszystkich jednostek, rodzin i
zrzeszeń oraz korzystanie z nich powinny być wraz z obowiązkami
wiążącymi wszystkich obywateli uznane, zachowane i popierane.
Wśród tych obowiązków trzeba pamiętać o obowiązku świadczeń
materialnych i osobistych na rzecz państwa, jakich wymaga dobro
wspólne. Rządzący niech baczą, by nie stawiać przeszkód społecznościom
rodzinnym, związkom społecznym i kulturalnym, zarządom i
instytucjom pośrednim, i niech nie pozbawiają ich legalnej i pożytecznej
działalności, ale raczej niech starają się chętnie i
ustawicznie je popierać. Obywatele natomiast, czy to poszczególni,
czy zrzeszeni, niech wystrzegają się zarówno udzielania zbyt
wielkich uprawnień władzy państwowej, jak też domagania się
od nich natarczywie nadzwyczajnych wygód i korzyści, aby dzięki
temu umniejszyć ciężar obowiązków spoczywających na
jednostkach, rodzinach i zrzeszeniach społecznych.
Zawikłane stosunki naszej epoki zmuszają władzę publiczną do
częstszego ingerowania w sprawy społeczne, gospodarcze i
kulturalne celem stworzenia dogodniejszych warunków obywatelom i
zrzeszeniom do swobodnego zdobywania pełnego ludzkiego dobra w
sposób bardziej skuteczny. Zależnie od różnorodności krajów
i od różnego stopnia rozwoju ludów w różny sposób można
pojmować stosunek socjalizacji do autonomii osoby ludzkiej i do
postępu. Jeżeli jednak korzystanie z praw ulega gdzieś
czasowemu ograniczeniu ze względu na dobro wspólne, z chwilą
zmiany warunków należy natychmiast przywrócić swobodę. A już
nieludzką jest rzeczą, gdy władza polityczna przybiera formy
totalitarne lub dyktatorskie, które naruszają prawa jednostek
lub zrzeszeń społecznych.
Niech obywatele pielęgnują wielkodusznie i wiernie miłość
ojczyzny, jednak bez ciasnoty duchowej, tak by zawsze mieli również
wzgląd na dobro całej rodziny ludzkiej, którą łączy w jedno
różne więzy między plemionami, ludami i narodami.
Wszyscy chrześcijanie niech odczuwają swoje szczególne i sobie
właściwe powołanie we wspólnocie politycznej, na mocy którego
winni świecić przykładem, sumiennie spełniać obowiązki i służyć
dobru wspólnemu, pokazując czynem, jak da się pogodzić władza
z wolnością, inicjatywa jednostkowa z organiczną więzią i
wymogami całego ciała społecznego, pożyteczną jedność z
owocną rozmaitością. W porządkowaniu spraw doczesnych niech
biorą pod uwagę słuszne, choć różniące się między sobą
poglądy i niech szanują obywateli także stowarzyszonych, którzy
uczciwie tych opinii bronią. Partie zaś polityczne winny
popierać to, czego według ich mniemania domaga się dobro wspólne;
nigdy natomiast nie wolno stawiać własnej korzyści ponad dobro
wspólne.
Troskliwie należy dbać o wychowanie obywatelskie i polityczne,
tak bardzo dzisiaj potrzebne ludziom, a zwłaszcza młodzieży,
aby wszyscy obywatele mogli spełniać swoje zadanie w życiu
swej wspólnoty politycznej.
Ci, którzy posiadają talent do działalności politycznej lub
mogą się do niej nadać, a jest to sztuka trudna i zarazem
wielce szlachetna, niech się do niej sposobią i oddają się
jej nie myśląc o własnej wygodzie lub zyskownym stanowisku.
Niech występują przeciw uciskowi ze strony jednostki lub samowładztwu
i nietolerancji partii politycznej, działając roztropnie i
nienagannie pod względem moralnym, a niech poświęcają się
dobru wspólnemu w duchu szczerości i słuszności, owszem z miłością
i odwagą polityczną.
76. (Wspólnota polityczna a Kościół). Jest sprawą doniosłą,
żeby zwłaszcza w społeczeństwach pluralistycznych doceniano właściwy
stosunek między wspólnotą polityczną a Kościołem i by jasno
rozróżniano to, co czynią wierni, czy to poszczególni, czy też
stowarzyszeni, we własnym imieniu jako obywatele kierujący się
głosem sumienia chrześcijańskiego, od tego, co czynią wraz ze
swymi pasterzami w imieniu Kościoła.
Kościół, który z racji swego zadania i kompetencji w żaden
sposób nie utożsamia się ze wspólnotą polityczną ani nie wiąże
się z żadnym systemem politycznym, jest zarazem znakiem i
zabezpieczeniem transcendentnego charakteru osoby ludzkiej.
Wspólnota polityczna i Kościół są w swoich dziedzinach od
siebie niezależne i autonomiczne. Obydwie jednak wspólnoty, choć
z różnego tytułu, służą powołaniu jednostkowemu i społecznemu
tych samych ludzi. Tym skuteczniej będą wykonywać tę służbę
dla dobra wszystkich, im lepiej będą rozwijać między sobą
zdrową współpracę uwzględniając także okoliczności
miejsca i czasu. Człowiek bowiem nie jest zacieśniony do samego
tylko porządku doczesnego, ale żyjąc w historii, zachowuje w
całości swoje wieczne powołanie. Kościół zaś oparty w
swoich podstawach na miłości Zbawiciela przyczynia się do
tego, by w granicach narodu i między narodami szerzej krzewiła
się sprawiedliwość i miłość. Kościół głosząc prawdę
ewangeliczną i rozjaśniając światłem swej nauki i świadectwem
okazywanym przez wiernych wszelkie dziedziny aktywności
ludzkiej, szanuje również i popiera polityczną wolność i
odpowiedzialność obywateli.
Gdy Apostołowie i ich następcy oraz ich pomocnicy otrzymują
posłannictwo, aby wieścić ludziom Chrystusa, Zbawiciela świata,
wspierają się w swym apostolacie na potędze Boga, który często
w słabości świadków ukazuje moc Ewangelii. Ci bowiem, którzy
poświęcają się posłudze słowa Bożego, powinni korzystać z
dróg i pomocy właściwych Ewangelii, które pod wieloma względami
różnią się od środków stosowanych przez państwo ziemskie.
Rzeczy bowiem doczesne i te, które w obecnym stanie człowieka
przewyższają ten świat, łączą się ściśle ze sobą, a
nawet sam Kościół posługuje się rzeczami doczesnymi w
stopniu, w jakim wymaga ich właściwe mu posłannictwo. Nie pokłada
jednak swoich nadziei w przywilejach ofiarowanych mu przez władzę
państwową; co więcej, wyrzeknie się korzystania z pewnych
praw legalnie nabytych, skoro się okaże, że korzystanie z nich
podważa szczerość jego świadectwa, albo że nowe warunki życia
domagają się innego układu stosunków. Kościół winien mieć
jednak zawsze i wszędzie prawdziwą swobodę w głoszeniu wiary,
w uczeniu swojej nauki społecznej, w spełnianiu nieskrępowanie
wśród ludzi swego zadania, a także w wydawaniu oceny moralnej
nawet w kwestiach dotyczących spraw politycznych, kiedy domagają
się tego podstawowe prawa osoby lub zbawienie dusz, stosując
wszystkie i wyłącznie te środki, które zgodne są z Ewangelią
i dobrem powszechnym według różnorodności czasu i warunków.
Trzymając się wiernie Ewangelii i pełniąc swą misję w świecie,
Kościół, którego zadaniem jest popierać i podnosić
wszystko, co prawdziwe, dobre i piękne w społeczności
ludzkiej, umacnia między ludźmi pokój na chwałę Bożą.
Rozdział V
POTRZEBA UMACNIANIA POKOJU I ROZWIJANIA WSPÓLNOTY NARODÓW
77. (Wstęp). W naszych czasach, kiedy nader ciężkie utrapienia
i trudności spowodowane srożącą się lub zagrażającą wojną
wciąż jeszcze dają się ludziom odczuwać, cała rodzina
ludzka w procesie swego dojrzewania stanęła w obliczu najwyższego
niebezpieczeństwa. Powoli w jedno zgromadzona, a także wszędzie
bardziej świadoma swej jedności, nie zdoła ona dokonać dzieła,
jakie przed nią stoi, a mianowicie - uczynić świat bardziej
ludzkim dla wszystkich na całej kuli ziemskiej, jeżeli wszyscy
w odnowieniu ducha nie zwrócą się ku prawdzie pokoju. Tu leży
przyczyna, że nowina ewangeliczna, zawsze zgodna z wyższymi dążeniami
i aspiracjami rodzaju ludzkiego, nabiera w naszych czasach nowego
blasku, nazywając błogosławionymi sprawców pokoju, "albowiem
synami Bożymi będą nazwani" (Mt 5, 9).
Sobór przeto potępiwszy okropność wojny, pragnie w imię
prawdziwego i wzniosłego ideału pokoju wezwać gorąco chrześcijan,
żeby z pomocą Chrystusa, sprawcy pokoju, współdziałali ze
wszystkimi ludźmi dla umocnienia między nimi pokoju w
sprawiedliwości i miłości oraz żeby przysposabiali środki
pokoju.
78. (Natura pokoju). Pokój nie jest prostym brakiem wojny ani też
nie sprowadza się jedynie do stanu równowagi sił sobie
przeciwstawnych, nie rodzi się także z despotycznego władztwa,
lecz słusznie i właściwie zowie się "dziełem
sprawiedliwości" (Iz 32, 17). Jest on owocem porządku
nadanego społeczeństwu ludzkiemu przez boskiego jego Założyciela,
nad którego urzeczywistnieniem pracować mają ludzie pragnący
coraz to doskonalszej sprawiedliwości. Wprawdzie bowiem dobro
wspólne rodu ludzkiego kierowane jest zasadniczo przez prawo
odwieczne, tym niemniej co do konkretnych swych wymagań podlega
ono z biegiem czasu nieustannym zmianom, przeto pokoju nigdy na
zawsze nie da się zdobyć, lecz ciągle go trzeba budować.
Ponieważ ponadto wola ludzka okazuje się ułomna, a przy tym
zraniona grzechem, zabieganie o pokój wymaga ze strony każdego
człowieka stałego panowania nad namiętnościami, a ze strony
prawowitej władzy - czujności.
Jednak i to nie wystarcza. Pokoju takiego na ziemi osiągnąć
nie można, jeśli nie zabezpieczy się dobra poszczególnych osób
i jeśli ludzie z ufnością i dobrowolnie nie będą udzielać
sobie nawzajem bogactw swego umysłu i ducha. Do zbudowania
pokoju niezbędnie konieczna jest zdecydowana wola poszanowania
innych ludzi i narodów oraz ich godności, jak też wytrwałe
praktykowanie braterstwa. A przeto pokój jest także owocem miłości,
która posuwa się poza granice tego, co może wyświadczać sama
sprawiedliwość.
Pokój zaś ziemski, który powstaje z miłości bliźniego, jest
obrazem i skutkiem pokoju Chrystusowego, spływającego od Boga
Ojca. Sam bowiem Syn Wcielony, Książę pokoju, pojednał
wszystkich ludzi z Bogiem przez krzyż swój, a przywracając
wszystkim jedność w jednym Ludzie i w jednym Ciele, uśmiercił
nienawiść we własnym ciele, a wywyższony przez
zmartwychwstanie wylał Ducha miłości na serca ludzkie.
Dlatego usilnie wzywa się chrześcijan, żeby "czyniąc
prawdę w miłości" (Ef 4, 15), łączyli się z ludźmi
szczerze pokojowo usposobionymi dla ubłagania i przywrócenia
pokoju.
Kierując się takim samym duchem, musimy udzielać pochwały
tym, którzy wyrzekając się w dochodzeniu swych praw użycia
gwałtu, uciekają się do takich środków obrony, jakie nawet słabszym
są dostępne, jeśli to jest możliwe bez naruszania praw i
zobowiązań innych ludzi lub społeczeństwa.
Ludziom, o ile są grzeszni, zagraża niebezpieczeństwo wojny i
aż do nadejścia Chrystusa będzie zagrażać; o ile natomiast
zespoleni w miłości przezwyciężają grzech, to i gwałty są
przezwyciężane, aż do wypełnienia słowa: "przekują
miecze na lemiesze, a włócznie swoje na sierpy. Nie podniesie
naród przeciw narodowi miecza, ani się ćwiczyć będą dalej
ku bitwie" (Iz 2, 4).
1. Unikanie wojny
79. (Powściąganie okropności wojen). Jakkolwiek ostatnie wojny
przyniosły naszemu światu bardzo wielkie straty zarówno
materialne, jak i moralne, to jednak dotychczas jeszcze w tej czy
innej stronie świata wojna ustawicznie czyni swoje spustoszenia.
Co gorsza, z chwilą kiedy w działaniach wojennych zastosowano
wszelkiego rodzaju naukowe środki walki, właściwe wojnie
okrucieństwo grozi doprowadzeniem walczących do barbarzyństwa,
przewyższającego o wiele barbarzyństwo minionych czasów.
Ponadto złożoność współczesnych warunków życia oraz powikłania
w stosunkach między narodami umożliwiają kontynuowanie wojen
zamaskowanych przy pomocy nowych, podstępnych, a wywrotowych
metod. W wielu okolicznościach uważa się stosowanie metod
terroru za nowy sposób wojowania.
Mając przed oczyma ten poniżający stan człowieczeństwa, Sobór
przede wszystkim pragnie odnowić w pamięci trwałą moc obowiązującą
naturalnego prawa narodów i jego ogólnych zasad. Samo sumienie
rodzaju ludzkiego zasady te z coraz większą stanowczością ogłasza.
Działania zatem, które się tym zasadom rozmyślnie sprzeciwiają,
jak również rozkazy nakazujące ich wykonanie, są zbrodnicze,
przeto tych, którzy je spełniają, nie można usprawiedliwiać
względem na ślepe posłuszeństwo. Do takich działań należy
zaliczyć przede wszystkim te, za pomocą których planowo i
metodycznie zmierza się do zagłady jakiegoś plemienia, narodu
czy mniejszości narodowej. Wszystko to należy bezwzględnie potępić
jako przerażające zbrodnie. Należy zaś bardzo chwalić odwagę
tych, którzy nie boją się otwarcie przeciwstawić się nakazującym
tego rodzaju rzeczy.
Istnieją w sprawach wojny różne umowy międzynarodowe
podpisane przez wiele narodów w tym celu, aby bardziej ludzkim
uczynić działania wojenne oraz ich następstwa; takimi są
konwencje, dotyczące losu rannych żołnierzy i jeńców, a także
różne tego rodzaju deklaracje. Umów tych należy dochowywać.
Co więcej - wszyscy, a zwłaszcza władze publiczne i
rzeczoznawcy w tych sprawach zobowiązani są dokładać
wszelkich starań, jakie tylko leżą w ich mocy, aby umowy te były
przestrzegane, przyczyniając się w ten sposób lepiej i
skuteczniej do pohamowania okropności wojen. Ponadto wydaje się
słuszne, żeby ustawodawstwo humanitarnie ustosunkowało się do
tych, którzy z motywów swego sumienia odmawiają noszenia
broni, jeżeli tylko godzą się na inny sposób służenia wspólnocie
ludzkiej.
Ale wojny ze spraw ludzkich wyrugowano. Póki zaś będzie istniało
niebezpieczeństwo wojny, a równocześnie brakować będzie międzynarodowej
władzy posiadającej niezbędne kompetencje i wyposażonej w
odpowiednią siłę, póty rządom nie można zaprzeczać prawa
do koniecznej obrony, byle wyczerpały wpierw wszystkie środki
pokojowych rokowań. Na kierownikach państw oraz innych
czynnikach współodpowiedzialnych z nimi za los państwa ciąży
zatem obowiązek, by strzec bezpieczeństwa powierzonych sobie
ludów, poważnie traktując sprawy tak poważne. Czym innym
bowiem jest zajmowanie się sprawami wojskowymi w celach słusznej
obrony narodów, czym innym zaś - z chęci ujarzmiania innych
ludów. Ani bowiem potęga militarna nie legalizuje żadnego użycia
jej samej dla celów wojennych czy politycznych, ani też, gdyby
na nieszczęście już do wojny doszło, nie wszystko tym samym
staje się między walczącymi stronami dopuszczalne.
Ci wszakże, którzy sprawie ojczyzny oddani służą w wojsku,
niech uważają siebie za sługi bezpieczeństwa i wolności
narodów. Jeżeli bowiem to zadanie właściwie spełniają,
naprawdę przyczyniają się do utrwalenia pokoju.
80. (Wojna totalna). Grozę i złość wojny wzmaga niezmiernie
postęp w zakresie broni naukowych. Działania bowiem wojenne
przy użyciu tych broni mogą sprawić ogromne i nieobliczalne
zniszczenia, które wskutek tego wykraczają daleko poza granice
koniecznej obrony. Co więcej, jeśliby były użyte w całości
te środki, które już zostały zmagazynowane przez wielkie
narody, doprowadziłoby to do całkowitej niemal i obustronnej
zagłady walczących, pomijając rozliczne spustoszenia w świecie
oraz zgubne skutki wynikłe z zastosowania tego rodzaju broni.
Wszystko to zmusza nas do rozpatrzenia problemu wojny w zupełnie
nowym duchu. Niechże wiedzą współcześni, że będą musieli
zdać ciężki rachunek za swoje wojenne przedsięwzięcia.
Albowiem od dzisiejszych ich zamierzeń w wysokim stopniu zależeć
będzie bieg przyszłych czasów.
Mając to na uwadze, obecny Sobór święty solidaryzuje się z
potępieniem wojny totalnej przez ostatnich papieży i ze swej
strony oświadcza:
Wszelkie działania wojenne, zmierzające bez żadnej różnicy
do zniszczenia całych miast lub też większych połaci kraju z
ich mieszkańcami, są zbrodnią przeciw Bogu i samemu człowiekowi,
zasługującą na stanowcze i natychmiastowe potępienie.
Szczególniejsze niebezpieczeństwo współczesnej wojny polega
na tym, że posiadającym nowoczesne naukowe rodzaje broni
stwarza ona niejako okazję do dokonywania tych zbrodni, a ludzką
wolę z jakąś nieubłaganą konsekwencją może pobudzać do
bardzo okrutnych zamysłów. Wobec tego, ażeby w przyszłości
nigdy się to nie zdarzyło, biskupi całego świata razem
zebrani zaklinają wszystkich, zwłaszcza rządców narodów oraz
naczelnych dowódców wojskowych, by nieustannie mieli przed
oczyma ogrom swej odpowiedzialności przed Bogiem oraz przed całą
ludzkością.
81. (Wyścig zbrojeń). Naukowe rodzaje broni gromadzi się nie
po to tylko, aby ich używać w czasie wojny. Uważa się bowiem,
że pewność obrony każdej ze stron zależy od możliwości
piorunującego ugodzenia przeciwnika; wobec tego owo z roku na
rok rosnące nagromadzenie broni ma w ten niezwykły sposób służyć
do odstraszenia potencjalnych agresorów. Bardzo wielu uważa to
za najskuteczniejszy obecnie środek zdolny zapewnić jaki taki
pokój między narodami.
Jakkolwiek by się miała sprawa z takim sposobem ostrzegania
przed wojną, niech ludzie będą przekonani, że wyścig zbrojeń,
do którego ucieka się dość dużo narodów, nie jest drogą
bezpieczną do utrzymania trwałego pokoju, wynikająca zaś stąd,
tzw. równowaga sił nie jest pokojem pewnym ani prawdziwym.
Zarzewia wojny przez to się nie usuwa; raczej stwarza się groźbę,
że powoli jeszcze się powiększy. Właśnie wtedy, kiedy na
produkcję wciąż nowych rodzajów broni wydaje się przeogromne
sumy pieniężne, nie można skutecznie zaradzić tylu
dzisiejszym niedostatkom ludzi na całym świecie. Zamiast
szczerze i od samych podstaw usuwać nieporozumienia między
narodami, zakaża się nimi inne strony świata. Trzeba zatem
obrać nową drogę, biorącą początek z odnowionego ducha, aby
usunąć to zgorszenie i aby można było światu, wyzwolonemu z
ucisku trwogi, która go gnębi, przywrócić prawdziwy pokój.
Dlatego trzeba ponownie oświadczyć: wyścig zbrojeń stanowi
najgroźniejszą plagę ludzkości, a równocześnie nieznośną
krzywdę dla ubogich. Należy się zaś bardzo obawiać, że jeśli
nadal będzie trwać, spowoduje kiedyś wszystkie zgubne klęski,
do których już przygotowuje środki.
Opamiętawszy się na myśl o klęskach, które rodzaj ludzki
sobie samemu już może wyrządzić, skorzystajmy z danej nam z
wysoka spokojnej godziny, jakiej zażywamy, w tym celu, ażebyśmy
bardziej świadomi naszej odpowiedzialności wynaleźli sposoby,
przy pomocy których moglibyśmy nasze spory załatwiać w sposób
bardziej godny człowieka. Opatrzność Boża przynagla nas do
tego, abyśmy samych siebie uwolnili od wiekowej niewoli wojny.
Jeżeli byśmy zaś nie chcieli podjąć się tego wysiłku, nie
wiadomo, dokąd nas zaprowadzi ta zła droga, na którą weszliśmy.
82. (Konieczność całkowitego zakazu wojny oraz międzynarodowa
akcja celem jej uniknięcia). Jasną jest więc rzeczą, że
usilnie trzeba nam się starać, aby wszystkimi siłami
przygotowywać czas, kiedy za zgodą narodów będzie można
zakazać wszelkiej wojny. Wymaga to oczywiście ustanowienia
jakiejś powszechnej, przez wszystkich uznanej władzy
publicznej, która by rozporządzała skuteczną siłą, zdolną
wszystkim zapewnić zarówno bezpieczeństwo, jak i
przestrzeganie sprawiedliwości oraz poszanowanie praw. Zanim zaś
będzie można ową pożądaną władzę ustanowić, trzeba, żeby
dzisiejsze najwyższe organy międzynarodowe pilnie oddawały się
badaniom środków bardziej zdatnych do zaprowadzenia ogólnego
bezpieczeństwa. Ponieważ pokój między narodami winien zrodzić
się raczej z wzajemnego zaufania aniżeli ze zbrojnego terroru,
wszyscy powinni przyczynić się do tego, żeby wreszcie się skończył
wyścig zbrojeń; żeby rozbrojenie faktycznie się zaczęło, żeby
postępowało oczywiście nie jednostronnie, ale równomiernie,
zgodnie z umową, zabezpieczone naprawdę skutecznymi gwarancjami.
Tymczasem nie należy lekceważyć wysiłków już poczynionych i
ciągle jeszcze podejmowanych celem odwrócenia niebezpieczeństwa
wojny. Trzeba raczej popierać dobrą wolę bardzo wielu ludzi,
którzy choć obarczeni ogromnymi troskami sprawowanych przez
siebie wysokich urzędów, mimo to pobudzeni świadomością
bardzo poważnego obowiązku, jaki na nich ciąży, starają się
wykluczyć wojnę, przed którą się wzdragają, aczkolwiek muszą
uwzględniać powikłania realnie zachodzących sytuacji. Trzeba
usilnie Boga prosić, aby udzielił im siły do wytrwałego
podejmowania i odważnego wykonania tego dzieła wielkiego umiłowania
ludzi, którego treścią jest mężne budowanie pokoju. Zadanie
to z pewnością wymaga dziś od nich, aby umysłem i duchem sięgnęli
poza granice własnego narodu, aby pozbyli się egoizmu
narodowego oraz ambicji panowania nad innymi narodami, żywili
natomiast głęboki szacunek dla całej ludzkości, która z
takim trudem zmierza do większego zjednoczenia się.
Ożywione i niezmordowane debaty na temat problemów dotyczących
pokoju i rozbrojenia, jak również międzynarodowe kongresy, które
się zajmowały tą sprawą, należy poczytać za pierwsze kroki
ku rozwiązaniu tak ważnych zagadnień i w energiczniejszy
jeszcze sposób popierać, aby w przyszłości osiągnęły
praktyczne wyniki. Z tym wszystkim jednak niech się ludzie
wystrzegają, ażeby w tej sprawie nie zdawali się na wysiłki
tylko niektórych jednostek, bez troski o własne zaangażowanie
się. Przywódcy bowiem ludów, będąc poręczycielami wspólnego
dobra swego narodu, a zarazem sprawcami dobra całego świata,
bardzo zależą od opinii i nastrojów duchowych szerokich rzesz
społeczeństwa. Daremny będzie ich wysiłek w kierunku budowy
pokoju, dopóki wrogość, uczucia pogardy i nieufności, "rasowe"
nienawiści oraz zawzięte ideologie dzielą ludzi i wzajemnie
przeciwstawiają. Z tego powodu nagli gwałtowna potrzeba odnowy
wychowywania umysłów oraz nowego ducha w opinii publicznej. Ci,
którzy oddają się dziełu wychowania, zwłaszcza młodzieży,
bądź urabiają opinię publiczną, niech za swój pierwszy
obowiązek poczytują sobie troskę o to, by umysły wszystkich
przepajać duchem nowego pokojowego sposobu myślenia. także my
wszyscy, mając na oku cały świat i zadania, jakie razem wykonać
możemy w tym celu, winniśmy odmienić nasze serca, aby obecne
pokolenie szło ku lepszemu.
Niech nas wszakże nie zwodzi fałszywa nadzieja. Jeżeli bowiem,
zapomniawszy wrogości i nienawiści, nie zawrze się w przyszłości
trwałych i uczciwych umów w sprawie powszechnego pokoju, ludzkość,
która już obecnie znajduje się w poważnym niebezpieczeństwie,
mimo że osiągnęła podziwu godną wiedzę, popychana dalej
zbrodniczą ręką może doczekać się godziny, w której nie będzie
już jej dane zaznać innego pokoju, jak tylko przerażającego
pokoju śmierci. Mimo wszystko Kościół Chrystusowy, który
pozostaje w samym sercu trwogi obecnej doby, mówiąc o tym
wszystkim, nie przestaje zarazem żywić mocnej nadziei. Raz po
raz, w dogodnej i niedogodnej dla siebie chwili usiłuje współczesnemu
światu przekazać apostolskie wezwanie: "oto teraz czas
sposobny", by serce odmienić, "oto teraz czas
zbawienia".
2. Potrzeba stworzenia wspólnoty międzynarodowej
83. (Przyczyny konfliktów i środki zaradcze). Chcąc zaprowadzić
trwały pokój należy przede wszystkim wyplenić przyczyny
konfliktów, które przeradzają się w wojny, zwłaszcza zaś
przejawy niesprawiedliwości. Wiele z nich pochodzi ze zbytnich
nierówności gospodarczych oraz z opieszałości w stosowaniu
koniecznych środków zaradczych. Inne powstają z żądzy
panowania, z pogardy dla człowieka, a ostatecznie chcąc sięgnąć
do przyczyn głębszych, z ludzkiej zazdrości, nieufności,
pychy i innych egoistycznych namiętności. Ponieważ człowiek
nie potrafi znosić takiego braku porządku, wskutek tego nawet
wtedy, kiedy wojna się nie sroży, świat zatruwają spory między
ludźmi oraz gwałty. A że nadto te same objawy zła występują
w stosunkach między narodami, jest więc rzeczą konieczną, aby
dla przezwyciężenia ich lub zabezpieczenia się przed nimi i
poskromienia wyuzdanych gwałtów coraz lepiej i ściślej współdziałały
ze sobą odpowiednio skoordynowane instytucje międzynarodowe.
Należy też niestrudzenie dawać inicjatywę do tworzenia
organizacji służących sprawie pokoju.
84. (Wspólnota narodów i instytucje międzynarodowe). W
dzisiejszych czasach narastają bardzo węzły ścisłej zależności
między wszystkimi obywatelami i narodami globu ziemskiego. A
zatem, żeby odpowiednio poszukiwano powszechnego dobra wspólnego
i skutecznie je osiągano, okazuje się rzeczą konieczną
ustanowienie przez samą wspólnotę narodów takiego porządku,
który by odpowiadał dzisiejszym zadaniom, zwłaszcza w
odniesieniu do licznych krajów, aż do obecnej chwili cierpiących
nieznośny niedostatek.
Dla osiągnięcia tych celów instytucje wspólnoty międzynarodowej
ze swej strony powinny zaradzać różnym potrzebom ludzi, zarówno
na tych odcinkach życia społecznego, do których należą wyżywienie,
zdrowie, wychowanie, praca, jak i w pewnych specjalnych
sytuacjach mogących tu i ówdzie występować. Chodzi tu o ogólną
potrzebę przychodzenia z pomocą narodom będącym na drodze do
rozwoju, zaradzenia biedzie uchodźców rozproszonych po całym
świecie, a wreszcie wspomagania emigrantów oraz ich rodzin.
Z całą pewnością dobre usługi świadczą rodzajowi ludzkiemu
istniejące już instytucje międzynarodowe, powszechne czy
regionalne. Jawią się one jako pierwsze wysiłki zmierzające
do założenia międzynarodowych fundamentów dla całej wspólnoty
ludzkiej w tym celu, aby umożliwić rozwiązanie najważniejszych
zagadnień naszych czasów, to znaczy stworzyć warunki postępu
na całym świecie oraz zapobiec jakimkolwiek formom wojny. Kościół
cieszy się z ducha prawdziwego braterstwa rozkwitłego na
wszystkich tych polach między chrześcijanami i niechrześcijanami.
Ten duch sprawia, że podejmuje się coraz większe wysiłki
celem ulżenia ogromnej nędzy ludzkiej.
85. (Współpraca międzynarodowa na polu gospodarczym).
Dzisiejsze wzajemne powiązania rodzaju ludzkiego domagają się
także zorganizowania większej współpracy na polu gospodarczym.
Jakkolwiek bowiem prawie wszystkie ludy uzyskały niepodległość,
to jednak daleko im jeszcze do tego, aby wyzwoliły się równocześnie
od zbytnich nierówności oraz niesłusznej zależności w
jakiejkolwiek postaci, a także aby uniknęły wszelkiego
niebezpieczeństwa wewnętrznych trudności.
Rozwój każdego z tych narodów zależy od pomocy w ludziach i
kapitałach pieniężnych. należy więc przygotować obywateli
każdego narodu do podjęcia różnych zadań na polu życia
gospodarczego i społecznego przez odpowiednie wychowanie i
wykształcenie zawodowe. Do tego zaś potrzeba pomocy specjalistów
obcokrajowców, którzy świadcząc swe usługi niech się nie
zachowują jak panowie, lecz jak pomocnicy i współpracownicy.
Nie przyniesie się narodom na drodze postępu pomocy
materialnej, jeżeli nie przekształci się gruntownie form
dzisiejszego handlu. Ponadto trzeba jeszcze innego wsparcia ze
strony narodów przodujących, czy to w formie bezinteresownej
darowizny, czy też pożyczek lub inwestycji pieniężnych. Niech
te formy pomocy świadczone będą z jednej strony z wielkodusznością,
a bez chciwości, z drugiej zaś - przyjmowane z całą godnością.
Przy budowaniu prawdziwego powszechnego ładu gospodarczego
trzeba okiełznać nadmierną żądzę zysku, ambicje narodowe,
pragnienie panowania politycznego, rachuby militarne, jak też
machinacje, mające na celu propagandę i narzucanie pewnych
ideologii. Proponuje się wiele różnych systemów gospodarczych
i społecznych; należy sobie życzyć, aby rzeczoznawcy w tych
sprawach ustalili wspólne założenia zdrowego handlu międzynarodowego.
Stanie się to łatwiejsze, jeżeli poszczególni ludzie wyrzekną
się własnych uprzedzeń, a okażą się chętni do szczerego
dialogu.
86. (Niektóre przydatne wskazania). Następujące wskazania mogą
się okazać przydatne dla tej współpracy:
a) Ludy na drodze do rozwoju niechaj to sobie wezmą do serca,
aby za cel postępu wyraźnie i zdecydowanie postawiły sobie osiągnięcie
pełnej doskonałości ludzkiej swoich obywateli. Niech będą świadome,
że postęp rodzi się i rozwija przede wszystkim z pracy i twórczej
inicjatywy zainteresowanych narodów. Powinien się on bowiem
opierać nie na samych tylko obcych, ale przede wszystkim na własnych
zasobach, wszechstronnie przez nie wykorzystanych, a także
rozwijanych zgodnie z własnymi uzdolnieniami i tradycją. W
dziele tym winni przodować ci, którzy wywierają większy wpływ
na innych.
b) Nader poważnym natomiast obowiązkiem narodów rozwiniętych
jest pomagać narodom rozwijającym się w spełnianiu powyższych
zadań. Z tego też powodu niech u siebie samych dokonają takich
zmian w dziedzinie umysłowego i materialnego życia społeczeństwa,
jakie okażą się konieczne do utrwalenia tej powszechnej współpracy.
Przeto w umowach handlowych ze słabszymi i uboższymi narodami
niech pilnie uwzględniają ich dobro; te bowiem dochody, które
uzyskują ze sprzedaży własnych produktów, są im niezbędne
dla ich własnego utrzymania.
c) Rzeczą zaś wspólnoty międzynarodowej jest tak pokierować
tym rozwojem i tak go podtrzymywać, aby środki na ten cel
przeznaczone wykorzystano jak najskuteczniej i w granicach słuszności.
Do tej też wspólnoty należy - oczywiście przy przestrzeganiu
zasady pomocniczości - skoordynować na całym świecie systemy
ekonomiczne w taki sposób, aby funkcjonowały zgodnie z normami
sprawiedliwości.
Należy zakładać instytucje zdatne do popierania i normowania
międzynarodowych obrotów handlowych, zwłaszcza z narodami
mniej rozwiniętymi, i do wyrównania braków wynikających z
nadmiernej nierówności potencjału gospodarczego pomiędzy
narodami. Tego rodzaju uporządkowanie tych spraw w połączeniu
z pomocą techniczną, kulturalną i finansową powinno dostarczyć
koniecznego wsparcia narodom dążącym do postępu, żeby mogły
należycie korzystać z rozwoju swojej gospodarki.
d) W wielu wypadkach zachodzi nagląca potrzeba rewizji
struktur gospodarczych i społecznych. Wystrzegać się jednak
należy nieprzemyślanych rozwiązań technicznych, zwłaszcza
takich, które niosą człowiekowi materialne udogodnienia,
sprzeciwiają się jego duchowym właściwościom i postępowi.
Albowiem "nie samym chlebem człowiek żyje, lecz wszelkim słowem,
które pochodzi z ust Bożych" (Mt 4, 4). Każda zaś gałąź
rodziny ludzkiej nosi w sobie i w swoich zdrowych tradycjach pewną
część skarbu duchowego, powierzonego ludzkości przez Boga,
choć wielu nie wie, z jakiego źródła on pochodzi.
87. (Współpraca międzynarodowa na odcinku zagadnień związanych
z przyrostem ludności). Nader potrzebna okazuje się współpraca
międzynarodowa w stosunku do tych ludów, które dziś dosyć często,
obok wielu innych trudności, dotkliwie odczuwają także te, które
spowodowane są szybkim przyrostem ludności. Potrzeba nagli, by
drogą pełnej i wydatnej współpracy wszystkich, zwłaszcza
narodów bogatszych, wypróbowano, w jaki sposób można by
przysposobić i dostarczyć całej wspólnocie ludzkiej to, co
jest konieczne do życia i odpowiedniego wykształcenia ludzi. Co
prawda niektóre ludy mogłyby znacznie poprawić warunki swego
życia, jeżeliby po odpowiednim przeszkoleniu przeszły od
przestarzałych metod uprawy roli do nowoczesnej techniki w tej
dziedzinie. Do stosować ją wszakże muszą z odpowiednią
roztropnością do swoich warunków, a nadto zreformować swój
ustrój społeczny oraz przeprowadzić sprawiedliwszy podział
posiadanych gruntów.
Jeśli chodzi o problem ludnościowy własnego narodu, z pewnością
leży w granicach kompetencji rządu wydawać prawa i tworzyć
urzędy, na przykład w dziedzinie ustawodawstwa społecznego i
rodzinnego, w dziedzinie spraw migracji ludności ze wsi do
miast, w zakresie służby informacyjnej co do stanu i potrzeb
narodu. Ponieważ problem ten tak mocno zajmuje dziś umysły
ludzkie, należy sobie życzyć, aby katoliccy znawcy tych spraw,
zwłaszcza w uniwersytetach, podejmowali biegle fachowe badania i
inicjatywy w tym zakresie i możliwie szeroko je rozwijali.
Skoro zaś wielu twierdzi, że należy przy użyciu wszystkich środków
oraz każdego rodzaju interwencji władzy państwowej jak
najradykalniej zmniejszyć przyrost ludności na całym świecie,
a przynajmniej w niektórych narodach, Sobór upomina wszystkich,
żeby wystrzegali się rozwiązań, publicznie lub prywatnie
zalecanych, a niekiedy nawet narzucanych, które okazują się
sprzeczne z prawem moralnym. Albowiem obok niepozbywalnego prawa
człowieka do małżeństwa i wydawania na świat potomstwa
decyzja w sprawie ilości przyszłego potomstwa zależy od
uzasadnionego etycznie sądu rodziców i żadną miarą nie może
być przekazana władzy publicznej. Skoro zaś sąd rodziców zakłada
w nich dobrze urobione sumienie, jest rzeczą wielkiej wagi, żeby
dla wszystkich stało się dostępne wyrobienie sobie poczucia słusznej
i prawdziwie ludzkiej odpowiedzialności, która mając na uwadze
okoliczności samej rzeczy i czasu, kieruje się prawem Bożym.
To zaś wymaga, żeby w niejednym zmienić na lepsze warunki
wychowawcze i społeczne, a przede wszystkim zapewnić formację
religijną lub przynajmniej pełną naukę moralności. Należy
więc roztropnie informować ludzi o postępach nauki w badaniach
nad metodami, w których małżonkowie mogą znaleźć pomoc przy
regulacji poczęć, a których pewność została dostatecznie
wypróbowana i dowiedziona zgodność z porządkiem moralnym.
88. (Zadania chrześcijan w świadczeniu pomocy). Niechże chrześcijanie
ochotnie i całym sercem współpracują w tym, żeby budowano
porządek międzynarodowy, w którym rzeczywiście przestrzegano
by swobód i przyjaznego braterstwa względem wszystkich, a to
tym bardziej, iż większa część świata cierpi jeszcze taką
nędzę, że sam Chrystus w ubogich niejako pełnym głosem odwołuje
się do miłości swoich uczniów. Niech więc nie będzie
zgorszeniem dla ludzi fakt, że niektóre narody, w których często
większość obywateli szczyci się imieniem chrześcijańskim,
opływają w dostatek dóbr, podczas gdy innym brak koniecznych
rzeczy do życia i trapi je głód, choroby i bieda wszelaka.
Chwałą bowiem i świadectwem Kościoła Chrystusowego jest duch
ubóstwa i miłości.
Chwalić więc i popierać trzeba tych chrześcijan, zwłaszcza młodych,
którzy ofiarowują się dobrowolnie nieść pomoc innym ludom i
narodom. Owszem, jest rzeczą całego Ludu Bożego, a biskupi słowem
i przykładem mają mu w tym przewodzić - wedle sił przynosić
ulgę cierpiącym w naszych czasach nędzę, i to zgodnie ze
starym obyczajem w Kościele nie tylko z tego, co zbywa, ale
nawet z dóbr potrzebnych.
Zbieranie, rozdzielanie darowizn, chociaż nie da się ustalić w
sposób sztywny i szablonowy, to jednak w diecezjach, narodach i
w całym świecie odbywać się powinno w należytym porządku.
Gdzie tego zachodzi potrzeba, niech katolicy w dziełach miłosierdzia
łączą się z pozostałymi braćmi chrześcijanami. Albowiem
duch miłości nie tylko nie zabrania, ale nakazuje przeprowadzać
akcję społeczną i charytatywną w sposób troskliwy i uporządkowany.
Z tego względu jest rzeczą konieczną, by przy pomocy
odpowiedniego szkolenia przygotowywać tych, którzy chcą się
poświęcić posługiwaniu narodom będącym na drodze rozwoju.
89. (Twórcza obecność Kościoła we wspólnocie międzynarodowej).
Kościół na mocy swojej boskiej misji, głosząc wszystkim
ludziom Ewangelię i rozdając skarby łaski, przyczynia się na
całym świecie do utrwalenia pokoju i położenia mocnego
fundamentu pod braterskie zespolenie ludzi przez to, że uczy
poznawać prawo Boże i naturalne. Przeto Kościół koniecznie
musi być obecny we wspólnocie narodów, aby pielęgnować i
rozbudzać współpracę między ludźmi. Czyni to zarówno przez
swoje instytucje publiczne, jak i przez pełne i szczere
zespolenie wysiłków wszystkich chrześcijan, czerpiących swe
natchnienie z samego tylko pragnienia służenia ludzkości.
Skuteczniej da się to osiągnąć, jeśli sami wierni, świadomi
swej odpowiedzialności ludzkiej i chrześcijańskiej, będą się
starali rozbudzać w swoim własnym otoczeniu wolę ochotnej współpracy
ze wspólnotą międzynarodową. Szczególnie wiele troski w tej
sprawie należy poświęcić należytemu urobieniu młodzieży
zarówno przez wychowanie religijne, jak i obywatelskie.
90. (Udział chrześcijan w instytucjach międzynarodowych). Niewątpliwie
znakomitą formą międzynarodowej aktywności chrześcijan jest
działanie zespołowe, jakie oni, czy to indywidualnie, czy też
zbiorowo, rozwijają w instytucjach już powstałych bądź mających
dopiero powstać dla rozwoju współpracy między narodami. W
budowaniu wspólnoty narodów w pokoju i braterstwie na różne
sposoby pomagać mogą ponadto różne międzynarodowe
stowarzyszenia katolickie, które należy wzmacniać zarówno
przez zwiększenie liczby należycie przygotowanych pracowników,
jak i środków materialnych, które są im potrzebne, a także
przez należytą koordynację ich sił. W naszych bowiem czasach
zarówno skuteczność działania, jak i konieczność dialogu
domaga się zbiorowej inicjatywy. Stowarzyszenia takie
przyczyniają się nadto niemało do wyrabiania uniwersalizmu w
sposobie myślenia - dla katolików z pewnością odpowiedniego -
i do wyrobienia ducha prawdziwie powszechnej solidarności i
odpowiedzialności.
Jest wreszcie rzeczą pożądaną, aby katolicy celem należytego
wypełnienia swych zadań we wspólnocie międzynarodowej, dążyli
do czynnej i pozytywnej współpracy bądź z braćmi odłączonymi,
którzy wyznają razem z nimi zasadę miłości ewangelicznej, bądź
też z wszystkimi ludźmi szczerze pragnącymi pokoju.
Mając na względzie ogrom utrapień, które dziś jeszcze dręczą
większą część rodu ludzkiego, i chcąc wspierać wszędzie
sprawiedliwość, a zarazem miłość Chrystusową względem
ubogich, Sobór uważa za rzecz bardzo wskazaną utworzenie
jakiejś organizacji w Kościele powszechnym, której zadaniem byłoby
pobudzać społeczność katolicką do popierania rozwoju krajów
cierpiących niedostatek oraz sprawiedliwości społecznej między
narodami.
ZAKOŃCZENIE
91. (Zadania poszczególnych wiernych i Kościołów
partykularnych). To, co przedkłada Sobór święty ze skarbnicy
nauki Kościoła, ma na celu pomóc wszystkim ludziom naszych
czasów, niezależnie od tego, czy wierzą w Boga, czy tylko
niewyraźnie Go uznają, by jaśniej pojmując całe swoje powołanie,
lepiej przystosowali świat do wzniosłej godności człowieka, dążyli
do powszechnego i głębiej ugruntowanego braterstwa, a
powodowani miłością, odpowiedzieli wielkodusznym i zespołowym
wysiłkiem wymaganiom naszej epoki.
Jest oczywiste, że wobec niezmierzonej różnorodności panującego
w świecie układu stosunku i form kulturalnych, wykład ten w
bardzo wielu punktach celowo ma charakter tylko ogólny: co więcej,
jakkolwiek podaje naukę już w Kościele przyjętą, wymaga
jeszcze rozwinięcia i poszerzenia, ponieważ nierzadko chodzi o
zagadnienia polegające ustawicznej ewolucji. Ufamy, że wiele
spraw, które przedłożyliśmy w oparciu o słowo Boże i ducha
Ewangelii, może przynieść wszystkim ludziom dużą pomoc, zwłaszcza
gdy wierni pod kierunkiem swoich pasterzy przystosują je do
poszczególnych narodów i mentalności oraz wprowadzą w życie.
92. (Dialog pomiędzy wszystkimi ludźmi). Kościół na mocy
swego posłannictwa, nakazującego mu oświecać orędziem
ewangelicznym cały świat i zespolić wszystkich ludzi
jakiegokolwiek narodu, plemienia czy kultury w jedność Ducha,
staje się znakiem owego braterstwa, które pozwala na szczery
dialog i taki dialog utrwala.
To zaś wymaga, byśmy przede wszystkim w samym Kościele dbali o
wzajemny szacunek, poważanie i zgodę, dopuszczając każdą
uzasadnioną różnicę, by tym owocniejsza była wymiana poglądów
między wszystkimi, którzy tworzą jeden Lud Boży, zarówno
pasterze, jak i ogół wiernych. Silniejsze jest bowiem to, co
wiernych łączy, niż to, co dzieli: niech w rzeczach
koniecznych będzie jedność, w wątpliwych wolność, a we
wszystkich miłość.
Myśl nasza ogarnia również braci jeszcze nie żyjących z nami
w pełnym zespoleniu oraz ich wspólnoty, z którymi łączymy się
wyznawaniem Ojca i Syna, i Ducha Świętego i węzłem miłości,
pamiętając, że dziś także wielu niewierzących w Chrystusa
oczekuje i pragnie zjednoczenia chrześcijan. Im bardziej bowiem
postąpi to zjednoczenie pod działaniem potężnej mocy Ducha Świętego
w prawdzie i miłości, tym bardziej będzie oznaczało ono dla
całego świata zapowiedź jedności i pokoju. Dlatego wspólnymi
siłami i sposobami najodpowiedniejszymi do skutecznego osiągnięcia
dzisiaj tego wspaniałego celu starajmy się - kształtując
stale coraz dokładniej życie na Ewangelii - współpracować po
bratersku w służbie rodziny ludzkiej, która w Chrystusie
Jezusie jest wezwana do rodziny dzieci Bożych.
Zwracamy również nasze myśli ku wszystkim, którzy uznają
Boga i przechowują w swych tradycjach cenne elementy religijne i
ludzkie, ponieważ pragniemy, by otwarta wymiana poglądów skłoniła
wszystkich nas do przyjęcia i ochoczego wykonania natchnień
Ducha Świętego.
Powodowani pragnieniem takiego dialogu, ożywionego jedynie umiłowaniem
prawdy, z zachowaniem oczywiście stosownej roztropności, nie
wykluczamy z niego nikogo, ani tych, którzy rozwijając wspaniałe
przymioty umysłu ludzkiego, nie uznają jeszcze jego Twórcy,
ani tych, którzy przeciwstawiają się Kościołowi i prześladują
go w różny sposób. Ponieważ Bóg Ojciec jest początkiem i
celem wszystkich ludzi, wszyscy jesteśmy powołani, aby być braćmi.
I dlatego na podstawie tego samego powołania ludzkiego i Bożego
możemy i powinniśmy bez gwałtu, bez podstępu, w prawdziwym
pokoju współpracować ze sobą nad budową świata.
93. (Budowa świata i doprowadzenie go do celu). Chrześcijanie
pomni na słowa Pańskie: "Po tym poznają wszyscy, żeście
uczniami moimi, jeśli miłość mieć będziecie jeden ku
drugiemu" (J 13, 35), nie mogą niczego goręcej pragnąć,
niż żeby ludziom dzisiejszego świata służyć coraz
wielkoduszniej i skuteczniej. Przeto trzymając się wiernie
Ewangelii i czerpiąc z niej siły, w łączności z tymi
wszystkimi, którzy miłują i szerzą sprawiedliwość, podjęli
się oni spełnienia ogromnego działa na ziemi, z czego będą
musieli zdać rachunek przed Tym, który będzie sądził
wszystkich w dniu ostatecznym. Nie wszyscy, którzy mówią:
"Panie, Panie" wejdą do Królestwa niebieskiego, ale
ci, co czynią wolę Ojca i mocno przykładają rękę do dzieła.
Ojciec zaś chce, byśmy we wszystkich ludziach upatrywali
Chrystusa brata i skutecznie ich miłowali zarówno słowem, jak
i czynem, a w ten sposób dając świadectwo prawdzie
przekazywali innym tajemnicę miłości Ojca niebieskiego. Dzięki
temu obudzi się u ludzi na całym świecie żywa nadzieja, która
jest darem Ducha Świętego, że wreszcie kiedyś w pokoju i
najwyższym szczęściu doznają przyjęcia w ojczyźnie, jaśniejącej
chwałą Pana.
"A Temu, który mocen jest uczynić daleko więcej niż to,
o co prosimy albo pojmujemy, wedle działającej w nas mocy, Jemu
niech będzie chwała w Kościele i w Chrystusie Jezusie na
wszystkie czasy i na wieki wieków. Amen" (Ef 3, 20-21).
To wszystko, co wyrażone zostało w niniejszej Konstytucji duszpasterskiej, w
całości i w szczegółach zyskało uznanie Ojców świętego
Soboru. A My, na mocy udzielonej Nam przez Chrystusa władzy
apostolskiej, wraz z Czcigodnymi Ojcami w Duchu Świętym to
zatwierdzamy, postanawiamy i ustalamy i te postanowienia soborowe
polecamy ogłosić na chwałę Bożą.
W Rzymie, u Świętego Piotra, dnia 7 grudnia roku 1965.
Ja, Paweł, Biskup Kościoła katolickiego.
Adiustacja tekstu: Grzegorz Kulik.
|