Wszystkie artykuły:

Dr Mirosław Habowski:
Problematyka demograficzna na łamach prasy katolickiej w Polsce
11 III 2003

Dr Krzysztof Szewior:
Wilhelm Emmanuel von Ketteler
1 III 2003

J.-M. Villefranche:
Pius IX, dzieje, życie, epoka

recenzja
3 VIII 2002

Dr Mirosław Habowski:
Organizacja Narodów Zjednoczonych w świetle polskiej prasy katolickiej po 1989 roku.
17 XII 2001

Bp Piotr Jarecki:
Fragmenty homilii
16 IX 2001

Ks. Prof. Władysław Piwowarski:
Skończyć z mętniactwem
17 IV 1997

Ks. Józef Majka:
Prędzej z tą reformą
17 III 1991

Ks. Józef Majka:
Przemiany społeczno-gospodarcze w świetle etyki społecznej
1991

Uwe Brügmann:
Kościoły i kwestia socjalna
1989

KOŚCIÓŁ, NARÓD, PAŃSTWO

Ks. prof. dr hab. Władysław Piwowarski

SKOŃCZYĆ Z MĘTNIACTWEM

Już samo sformułowanie, że Kościół nie powinien angażować się w politykę, bo pełni misję ewangelizacyjną, może budzić wątpliwości. Kościół nie powinien identyfikować się z żadną partią polityczną, bo jest jednakowo otwarty na, wszystkie ugrupowania polityczne, czyli jest ponadpartyjny. Kościół nie powinien zajmować się techniką budowania ustroju politycznego i gospodarczego, bo jest to sprawa polityków.
Jednak Kościół nie może całkowicie separować się od polityki. Oprócz funkcji religijnych powinien oceniać życie społeczne i polityczne. Jest jasne, że nie jest celem Kościoła sama tylko krytyka, ale krytyka w znaczeniu etycznej oceny jest jego prawem i obowiązkiem. Człowiek-jak powiada Pius XII "żyje w pośrodku ludzkiego społeczeństwa" i nie jest obojętne, w jakim ustroju i w jakich warunkach osiąga swoje cele życiowe -przyrodzone i nadprzyrodzone. Ocena etyczna tej sytuacji jest domeną Kościoła.
Jan Paweł II: "do sprawowania posługi ewangelizacji na polu społecznym (...) należy także ukazywanie zła i niesprawiedliwości" (SRS, nr 41).

To my jesteśmy Kościołem

Dawniej, a może jeszcze współcześnie, konflikty "na szczycie" traktowanao jako konflikty między państwem a Kościołem.Kłóciły się władze, a nie lud przynależny do państwa i Kościoła. Wiadomo, że w średniowieczu państwem był cesarz, a Kościołem papież. Później, jeszcze W XIX w. mówiono o "władzy świeckiej" i "władzy duchownej". Nie ulega wątpliwości, że byli to rządzący państwem i Kościołem. Z socjologicznego punktu widzenia obydwie te władze można traktować jedynie jako "grupy nacisku", a nie jako państwo i Kościół.
Słusznie zauważył O. v. Nell-Breuning SJ - nestor katolickiej nauki społecznej, że nieporozumienia pojęciowe mogą prowadzić do błędnych relacji między państwem a Kościołem. Autor ten podkreśla, że niejednokrotnie można spotkać się z opinią, iż nie "my jesteśmy Kościołem" lecz hierarchia (papież, kardynałowie i biskupi oraz niższe duchowieństwo), podobnie nie "my jesteśmy państwem", lecz nosiciele władzy zwierzchniej.
Jan Paweł II, powołując się na konstytucję Gaudium et spes (1965) Soboru Watykańskiego II, pisze: "Jest sprawą doniosłą, żeby zwłaszcza w społeczeństwach pluralistycznych doceniono właściwy stosunek między wspólnotą polityczną a Kościołem" (ChFL, nr 42; GS, nr 76). Obydwie te wspólnoty bowiem "są w swoich dziedzinach od siebie niezależne i autonomiczne..., choć z różnego tytułu, służą powołaniu jednostkowemu i społecznemu tych samych ludzi. Tym skuteczniej będą wykonywać tę służbę dla dobra wspólnego, im lepiej będą rozwijać między sobą zdrową współpracę, uwzględniając przy niej okoliczności miejsca i czasu" (GS, nr 76).
W Polsce przeciętny obywatel i przeciętny katolik, obserwując konflikty "na górze" nie wie, jakie podmioty walczą. Można odnieść wrażenie, że w latach 60. państwem był Władysław Gomółka, a Kościołem Stefan kardynał Wyszyński.
Jak jest współcześnie, łatwo się domyśleć. Ani jedna, ani druga władza nie jest państwem czy Kościołem. Mętniactwo to jest upowszechniane przez mass-media. Skutkiem tej jednostronności jest bierność obywateli i katolików, którzy nie czują się odpowiedzialnymi uczestnikami gry politycznej, lecz najwyżej obserwatorami sceny politycznej.

Kapłanie - nie unikaj uczestnictwa w polityce

Po Soborze Watykańskim II wzrosła rola Konferencji Episkopatu krajowego, która głosi i interpretuje prawdy wiary i zasady moralne Nauczycielskiego Urzędu Kościoła oraz ocenia rzeczywistość "tu i teraz" w świetle nauczania społecznego Kościoła. Oficjalne stanowisko Konferencji Episkopatu należy odróżnić od prywatnych wypowiedzi biskupów w sprawach życia publicznego. Są oni przecież obywatelami państwa i mają takie same prawa jak wszyscy inni. Rzecz jasna, że stanowisko to obowiązuje także księży, nie mówiąc już o katolikach świeckich.
Kościół w Polsce, mimo że jest uprzywilejowany, bo papieżem jest rodak, którego nauczanie zawsze odnosi się do konkretnej sytuacji Kościoła i kraju, jakoś nie może utrzymać odpowiednich proporcji i jasnej linii w trosce o dobro wspólne narodu i państwa. Chodzi zwłaszcza o permanentny brak jasnego stanowiska, z punktu widzenia nauczania społecznego Kościoła, w sprawach żywotnych dla naszej Ojczyzny. Szczególnie niepokoi stanowisko Konferencji Episkopatu Polski w sprawie konstytucji.
Fundament naszego wspólnego domu stanowią wartości podstawowe. W parlamentarnym projekcie konstytucji brak jest tego fundamentu, co oznacza, że ten dom komunistyczna i liberalna lewica buduje na piasku. Dla bpa Tadeusza Pieronka to dobrze, bo konstytucja w sprawach wartości powinna być pluralistyczna. Biskup ten jako sekretarz Konferencji Episkopatu Polski wprowadza najwięcej zamieszania, bo z jednej strony powołuje się na oficjalne stanowisko Kościoła w Polsce, a z drugiej prezentuje własne, prywatne poglądy zbliżone do UW. Jest to bałamutne i gorszące.
Trudno w to uwierzyć, żeby Konferencja Episkopatu Polski opowiedziała się tylko za jednym, parlamentarnym projektem konstytucji, a do tego ateistycznym, laickim i lewicowo-liberalnym.
"Kompromis" w dyskusji nad przyjęciem go ma być zdaniem bpa Pieronka "krokiem w dobrym kierunku". A co z projektem obywatelskim, stanowiącym wyraz dążeń większości Polaków? W dyskusji telewizyjnej 24 marca br. bp Pieronek narzekał, z pewnością żartobliwie, że "politycy nie pozwalają mówić Kościołowi", ale jak zabierał głos, to dezinformował, że np. "Kościół wzywa do udziału w referendum, ale nie miesza się w politykę, czyli nie mówi tak lub nie". Błąd, boKonferencja Episkopatu Polski z etycznego punktu widzenia powinna wezwać katolików do głosowania, żeby w tej sprawie powiedzieli NIE.
Chyba jest jasne, że nie można wybierać ani złego przedmiotu (parlamentarny projekt konstytucji), ani pomiędzy mniejszym a większym złem (tak było np. gdy w 1995 r. katolicy wybierali pomiędzy Lechem Wałęsą a Aleksandrem Kwaśniewskim. Wiadomo było, że żaden z nich nie będzie należycie służył dobru wspólnemu naszej Ojczyzny). Wymienione przykłady jedynie sygnalizują problem, który wymaga osobnego omówienia.
Pełniąc właściwą sobie rolę Konferencja Episkopatu Polski w tej mętnej sytuacji powinna z punktu widzenia społecznego nauczania Kościoła częściej i bardziej adekwatnie służyć narodowi katolickiemu, a mianowicie:

  • Powinna mu dawać jasne wskazania w dziedzinie politycznej, strzegąc się jednocześnie przed kamuflowaniem prywatnej opinii biskupów.
  • Powinna wzywać go do uczestniczenia w życiu publicznym, zwłaszcza w sprawach mających znaczenie dla naszej Ojczyzny (referenda, wybory). Jeszcze przed pierwszymi wyborami po II wojnie światowej w 1946 r. biskupi pisali: "Ustrój demokratyczny bowiem polega na wezwaniu wszystkich obywateli do udziału w sprawowaniu rządów, na dopuszczeniu ich do współpracy i odpowiedzialności za państwo" (cyt. za "Niedziela" 1993, nr 27, s. 11).
  • Oceniać polityków i programy działania, w razie konieczności wzywać katolików do ich dezaprobaty. Jeśli np. polityk w propagandzie przedwyborczej obiecuje, że będzie popierał aborcję, katolicy powinni głosować przeciwko niemu. Podobnie jest z programem politycznym, niezgodnym z moralnością naturalną i ewangeliczną. Katolicy powinni go odrzucić.
  • Katolicy powinni wiedzieć, że nie każda władza jest prawowita, lecz tylko ta, która została wybrana swobodnie i uczciwie przez obywateli (m.in. bez manipulowania ordynacją wyborczą) oraz nie zdegenerowała się w toku sprawowania. Jak dotychczas, w Polsce nikt nie przejmuje się wskazaniami encykliki Pacem in terris (1963).
  • Według Ojca Śwtętego Jana Pawła II Kraje Europy Środkowo-Wschodniej po upadku komunizmu powinny szukać własnej drogi wyjścia (CA, nr 26). Tymczasem w Polsce troskę o dobro wspólne narodu i społeczeństwa zdominowały interesy różnych ugrupowań oligarchicznych. Nie znalazły one "polskiej drogi", a tym samym udowodniły, że ani obecnie, ani w przyszłości nie są w stanie służyć naszej Ojczyźnie.

    Trzeba dodać, że Kościół hierarchiczny - jak dotychczas - zmarnował tyle okazji do wypowiedzenia się w sprawach roztropnej troski o dobro wspólne.
    Nic dziwnego, że Polacy nie mając jasnych wskazań czują się zagubieni i zdezorientowani.

  • Ks. prof. Władysław Piwowarski
    17 kwietnia 1997 r.

    do góry