|
|
Ks. prof. dr hab. Władysław Piwowarski
SKOŃCZYĆ Z MĘTNIACTWEM
Już samo sformułowanie, że Kościół nie powinien
angażować się w politykę, bo pełni misję ewangelizacyjną, może budzić
wątpliwości. Kościół nie powinien identyfikować się z żadną partią polityczną,
bo jest jednakowo otwarty na, wszystkie ugrupowania polityczne, czyli jest ponadpartyjny.
Kościół nie powinien zajmować się techniką budowania ustroju politycznego i
gospodarczego, bo jest to sprawa polityków.
Jednak Kościół nie może całkowicie separować się od polityki. Oprócz funkcji
religijnych powinien oceniać życie społeczne i polityczne. Jest jasne, że nie jest
celem Kościoła sama tylko krytyka, ale krytyka w znaczeniu etycznej oceny jest jego
prawem i obowiązkiem. Człowiek-jak powiada Pius XII "żyje w pośrodku ludzkiego
społeczeństwa" i nie jest obojętne, w jakim ustroju i w jakich warunkach osiąga
swoje cele życiowe -przyrodzone i nadprzyrodzone. Ocena etyczna tej sytuacji jest domeną
Kościoła.
Jan Paweł II: "do sprawowania posługi ewangelizacji na polu społecznym (...)
należy także ukazywanie zła i niesprawiedliwości" (SRS, nr 41).
To my jesteśmy Kościołem
Dawniej, a może jeszcze współcześnie, konflikty "na
szczycie" traktowanao jako konflikty między państwem a Kościołem.Kłóciły się
władze, a nie lud przynależny do państwa i Kościoła. Wiadomo, że w średniowieczu
państwem był cesarz, a Kościołem papież. Później, jeszcze W XIX w. mówiono o
"władzy świeckiej" i "władzy duchownej". Nie ulega wątpliwości,
że byli to rządzący państwem i Kościołem. Z socjologicznego punktu widzenia obydwie
te władze można traktować jedynie jako "grupy nacisku", a nie jako państwo i
Kościół.
Słusznie zauważył O. v. Nell-Breuning SJ - nestor katolickiej nauki społecznej, że
nieporozumienia pojęciowe mogą prowadzić do błędnych relacji między państwem a
Kościołem. Autor ten podkreśla, że niejednokrotnie można spotkać się z opinią, iż
nie "my jesteśmy Kościołem" lecz hierarchia (papież, kardynałowie i biskupi
oraz niższe duchowieństwo), podobnie nie "my jesteśmy państwem", lecz
nosiciele władzy zwierzchniej.
Jan Paweł II, powołując się na konstytucję Gaudium et spes (1965) Soboru
Watykańskiego II, pisze: "Jest sprawą doniosłą, żeby zwłaszcza w
społeczeństwach pluralistycznych doceniono właściwy stosunek między wspólnotą
polityczną a Kościołem" (ChFL, nr 42; GS, nr 76). Obydwie te wspólnoty bowiem
"są w swoich dziedzinach od siebie niezależne i autonomiczne..., choć z różnego
tytułu, służą powołaniu jednostkowemu i społecznemu tych samych ludzi. Tym
skuteczniej będą wykonywać tę służbę dla dobra wspólnego, im lepiej będą
rozwijać między sobą zdrową współpracę, uwzględniając przy niej okoliczności
miejsca i czasu" (GS, nr 76).
W Polsce przeciętny obywatel i przeciętny katolik, obserwując konflikty "na
górze" nie wie, jakie podmioty walczą. Można odnieść wrażenie, że w latach 60.
państwem był Władysław Gomółka, a Kościołem Stefan kardynał Wyszyński.
Jak jest współcześnie, łatwo się domyśleć. Ani jedna, ani druga władza nie jest
państwem czy Kościołem. Mętniactwo to jest upowszechniane przez mass-media. Skutkiem
tej jednostronności jest bierność obywateli i katolików, którzy nie czują się
odpowiedzialnymi uczestnikami gry politycznej, lecz najwyżej obserwatorami sceny
politycznej.
Kapłanie - nie unikaj uczestnictwa w polityce
Po Soborze Watykańskim II wzrosła rola Konferencji Episkopatu
krajowego, która głosi i interpretuje prawdy wiary i zasady moralne Nauczycielskiego
Urzędu Kościoła oraz ocenia rzeczywistość "tu i teraz" w świetle nauczania
społecznego Kościoła. Oficjalne stanowisko Konferencji Episkopatu należy odróżnić
od prywatnych wypowiedzi biskupów w sprawach życia publicznego. Są oni przecież
obywatelami państwa i mają takie same prawa jak wszyscy inni. Rzecz jasna, że
stanowisko to obowiązuje także księży, nie mówiąc już o katolikach świeckich.
Kościół w Polsce, mimo że jest uprzywilejowany, bo papieżem jest rodak, którego
nauczanie zawsze odnosi się do konkretnej sytuacji Kościoła i kraju, jakoś nie może
utrzymać odpowiednich proporcji i jasnej linii w trosce o dobro wspólne narodu i
państwa. Chodzi zwłaszcza o permanentny brak jasnego stanowiska, z punktu widzenia
nauczania społecznego Kościoła, w sprawach żywotnych dla naszej Ojczyzny. Szczególnie
niepokoi stanowisko Konferencji Episkopatu Polski w sprawie konstytucji.
Fundament naszego wspólnego domu stanowią wartości podstawowe. W parlamentarnym
projekcie konstytucji brak jest tego fundamentu, co oznacza, że ten dom komunistyczna i
liberalna lewica buduje na piasku. Dla bpa Tadeusza Pieronka to dobrze, bo konstytucja w
sprawach wartości powinna być pluralistyczna. Biskup ten jako sekretarz Konferencji
Episkopatu Polski wprowadza najwięcej zamieszania, bo z jednej strony powołuje się na
oficjalne stanowisko Kościoła w Polsce, a z drugiej prezentuje własne, prywatne
poglądy zbliżone do UW. Jest to bałamutne i gorszące.
Trudno w to uwierzyć, żeby Konferencja Episkopatu Polski opowiedziała się tylko za
jednym, parlamentarnym projektem konstytucji, a do tego ateistycznym, laickim i
lewicowo-liberalnym.
"Kompromis" w dyskusji nad przyjęciem go ma być zdaniem bpa Pieronka
"krokiem w dobrym kierunku". A co z projektem obywatelskim, stanowiącym wyraz
dążeń większości Polaków? W dyskusji telewizyjnej 24 marca br. bp Pieronek
narzekał, z pewnością żartobliwie, że "politycy nie pozwalają mówić
Kościołowi", ale jak zabierał głos, to dezinformował, że np. "Kościół
wzywa do udziału w referendum, ale nie miesza się w politykę, czyli nie mówi tak lub
nie". Błąd, boKonferencja Episkopatu Polski z etycznego punktu widzenia powinna
wezwać katolików do głosowania, żeby w tej sprawie powiedzieli NIE.
Chyba jest jasne, że nie można wybierać ani złego przedmiotu (parlamentarny projekt
konstytucji), ani pomiędzy mniejszym a większym złem (tak było np. gdy w 1995 r.
katolicy wybierali pomiędzy Lechem Wałęsą a Aleksandrem Kwaśniewskim. Wiadomo było,
że żaden z nich nie będzie należycie służył dobru wspólnemu naszej Ojczyzny).
Wymienione przykłady jedynie sygnalizują problem, który wymaga osobnego omówienia.
Pełniąc właściwą sobie rolę Konferencja Episkopatu Polski w tej mętnej sytuacji
powinna z punktu widzenia społecznego nauczania Kościoła częściej i bardziej
adekwatnie służyć narodowi katolickiemu, a mianowicie:
Powinna mu dawać jasne wskazania w dziedzinie politycznej, strzegąc się
jednocześnie przed kamuflowaniem prywatnej opinii biskupów.
Powinna wzywać go do uczestniczenia w życiu publicznym, zwłaszcza w sprawach
mających znaczenie dla naszej Ojczyzny (referenda, wybory). Jeszcze przed pierwszymi
wyborami po II wojnie światowej w 1946 r. biskupi pisali: "Ustrój demokratyczny
bowiem polega na wezwaniu wszystkich obywateli do udziału w sprawowaniu rządów, na
dopuszczeniu ich do współpracy i odpowiedzialności za państwo" (cyt. za
"Niedziela" 1993, nr 27, s. 11).
Oceniać polityków i programy działania, w razie konieczności wzywać katolików
do ich dezaprobaty. Jeśli np. polityk w propagandzie przedwyborczej obiecuje, że
będzie popierał aborcję, katolicy powinni głosować przeciwko niemu. Podobnie jest z
programem politycznym, niezgodnym z moralnością naturalną i ewangeliczną. Katolicy
powinni go odrzucić.
Katolicy powinni wiedzieć, że nie każda władza jest prawowita, lecz tylko ta,
która została wybrana swobodnie i uczciwie przez obywateli (m.in. bez manipulowania
ordynacją wyborczą) oraz nie zdegenerowała się w toku sprawowania. Jak dotychczas, w
Polsce nikt nie przejmuje się wskazaniami encykliki Pacem in terris (1963).
Według Ojca Śwtętego Jana Pawła II Kraje Europy Środkowo-Wschodniej po upadku
komunizmu powinny szukać własnej drogi wyjścia (CA, nr 26). Tymczasem w Polsce
troskę o dobro wspólne narodu i społeczeństwa zdominowały interesy różnych
ugrupowań oligarchicznych. Nie znalazły one "polskiej drogi", a tym samym
udowodniły, że ani obecnie, ani w przyszłości nie są w stanie służyć naszej
Ojczyźnie.
Trzeba dodać, że Kościół hierarchiczny - jak dotychczas - zmarnował tyle okazji do
wypowiedzenia się w sprawach roztropnej troski o dobro wspólne.
Nic dziwnego, że Polacy nie mając jasnych wskazań czują się zagubieni i
zdezorientowani.
Ks. prof. Władysław Piwowarski
17 kwietnia 1997 r.
do góry
|