|
Ks. Józef Majka PRĘDZEJ Z TĄ REFORMĄ/"Ład" Nr 11 (337) z dn. 17.03.1991, s. 3 i 7./ Przyspieszenia wymaga reforma polityczna i administracyjna, potrzebują go "rozbabrane" samorządy, ale najbardziej chyba zapóźniona jest reforma gospodarcza, choć podobno rozpoczęła się najwcześniej. Nie ma nawet jeszcze jednolitej wizji tej reformy, na co wskazuje choćby terminologia, jakiej się tu używa. Jedni mówią o "restrukturyzacji", inni o "reprywatyzacji", jeszcze inni o "przemianach własnościowych" albo "prywatyzacji"; mówi się także o przywróceniu albo zaprowadzeniu gospodarki rynkowej. Te różnice nie są oczywiście przypadkowe. Za każdym z tych określeń można łatwo odczytać nie tylko inną wizję reformy, ale także inny sposób i zasięg myślenia ekonomicznego, społecznego, wreszcie, prawnego. W wielu zatem wypadkach ludzie tylko pozornie mówią o tym samym, choć nawet nie zawsze o tym wiedzą. Wielu dyskutantów i decydentów widzi to zagadnienie jedynie w wymiarze przemiany struktur gospodarczych, jako problem ekonomiczno-organizacyjny lub nawet prawno-administracyjny, uważając, że państwo ma nieograniczone prawo decydowania o problemach własnościowych. Tkwią zatem ciągle bardzo głęboko w socjalistycznych strukturach myślowych. Inni widzą to jedynie w wymiarach tworzenia skuteczniejszych mechanizmów gospodarczych, powołania anonimowych struktur gry gospodarczej, które - jak sądzą - są w stanie poderwać wszystkich do efektywniejszych działań w tej dziedzinie. Nietrudno odczytać tu przesłanki liberalizmu ekonomicznego. Jedni i drudzy wydają się tracić z oczu konkretnego człowieka w jego społecznym współżyciu i współdziałaniu oraz w jego aktualnych historycznych uwarunkowaniach. Dlatego właśnie mogą się nie spieszyć, dyskutować, opracowywać coraz to nowe modele, wreszcie eksperymentować. Przypominają owych strażaków ze sceny operowej, zachęcających się śpiewem do jak najszybszego i najskuteczniejszego gaszenia pożaru, ale.. stoją i śpiewają. A tu się pali, że hej! Uczone wyjaśnianie przez kompetentnych fachowców, że sprawa jest trudna, że nie mamy doświadczeń, ze trzeba ostrożnie, ażeby było sprawiedliwie, nikogo nie przekonuje, bo wszyscy widzą gołym okiem, że równocześnie dokonuje się rabunek mienia społecznego (państwowego, spółdzielczego) przez tych, którzy nim administrują, a to już rodzi podejrzenie, że opóźnia się reformę, ażeby mieli oni na to dość czasu. Podważa to zaufanie społeczeństwa do władzy, co może zachwiać (to się już stało) nie tylko rządem, ale także państwem, a przecież nasza historia prawie nigdy nie sprzyjała budowie tego zaufania. Nie dostrzega się przy tym, albo może celowo przemilcza tę okoliczność, że problem reform własnościowych ma także, a może nawet przede wszystkim wymiar prawno-etyczny i społeczno-moralny. To jest problem praw osobowych człowieka, sprawa przywrócenia mu podmiotowości gospodarczej i społecznej. Około tych spraw nawarstwiło się całe zwalisko krzywd, których rachunek jest bardzo trudny i bolesny, a są to krzywdy, które struktury starające się zachowywać pozory państwa wyrządziły wszystkim niemal obywatelom i o których naprawieniu nikt dziś nie chce nawet wspomnieć, choć mówi się niemal każdego dnia, że teraz to jest już prawdziwe i dobre państwo. Na ten rachunek krzywd składa się nie tylko nacjonalizacja własności, a więc wydziedziczenie właścicieli majątków ziemskich, przemysłowych i bankowych, ale także naciski kolektywizacyjne w rolnictwie i cała restrykcyjna polityka rolna, upaństwowienie spółdzielczości, cała wreszcie polityka płac i cen, odebranie ludziom możliwości oszczędzania i inwestowania, słowem - pozbawienie ich podmiotowości w dziedzinie gospodarczej. Dodajmy do tego akty samowoli urzędniczej, bezprawnych wywłaszczeń, konfiskat, zwolnień z pracy, dławiącej polityki podatkowej itp., itd. Nie jest zadaniem państwa bezpośrednie zajmowanie się działalnością gospodarczą, jeżeli zaś przypisuje sobie w tym względzie wyłączne prawo, łamie wszystkie podstawowe prawa obywateli i zagraża własnej egzystencji. Z tego należy jak najszybciej wyciągnąć wnioski. Reforma gospodarcza powinna więc zmierzać nie tylko do uzdrowienia gospodarki, ale przede wszystkim samego państwa. Nie wolno jej zatem opóźniać ani o jeden dzień. Reformy nie wolno opóźniać także dlatego, że krzywda powinna być wynagrodzona jak najszybciej; woła o to, ażeby została naprawiona. Prawdą jest oczywistą, że cały ten rachunek krzywd, ledwie tu zaznaczony, jest tak wielki, że jego wyrównanie jest w ogóle niemożliwe, zwłaszcza że cały skomplikowany splot okoliczności historycznych (jedna i druga okupacja, a nade wszystko wojna) leży u jego podstaw, a środki, jakimi obecnie dysponujemy, są wprost znikome. Takie tłumaczenie byłoby jednak po prostu wykrętem. Z tego bowiem, że nie mogę zrobić wszystkiego albo mogę tylko mało, nie wynika, że mogę, nie robić niczego, albo że mogę zwlekać z tym, co jednak jest do zrobienia. Co zatem jest do zrobienia i czy, i jakie można tu wskazać priorytety? Trzeba nam się najpierw odwołać do pierwszej zasady Hipokratesa: primum non nocere. Przede wszystkim nie pogłębiać zapaści moralnej społeczeństwa, to znaczy nie przedłużać deptania jego godności. Idzie nam przede wszystkim, ale nie tylko, o proces uwłaszczania nomenklatury. Do wymienionych wyżej krzywd została dodana jeszcze jedna: oto ci, którzy służyli okupantowi i realizowali system wyzysku, pierwsi odnoszą korzyści z obalenia systemu, pierwsi sięgaja po własność i władzę gospodarczą i z taką samą arogancją łamią elementarne prawa osoby. Czy to nie rani godności wszystkich uczciwych ludzi? Jeden z bardzo znanych dziennikarzy, specjalizujący się w problematyce gospodarczej, pisał parę miesięcy temu w najbardziej poczytnej gazecie, że tak zwane spółki nomenklaturowe można by chyba uznać za jeden z elementów prywatyzacji i jakoś je zaakceptować. Należy wprawdzie przebaczać winy, można darować kary, ale to nie znaczy, że można godzić się, ażeby przestępca odnosił stałe profity ze swego przestępstwa, gdyż prowadzi to do trwałego załamania się całego porządku prawno-moralnego. O to wszak toczyła się wojna w Zatoce. Drugą sprawą, która woła o szybkie, bezzwłoczne i uproszczone załatwienie jest zwrot osobom fizycznym i instytucjom majątków zagrabionych im bezprawnie lub w "majestacie prawa", ale w wyniku ustaw lub zarządzeń łamiących podstawowe prawa osoby ludzkiej. Przewlekanie takich spraw lub złośliwe przesuwanie ich na drogę sądową powinno być karane jako przestępstwo lub nieudolność, jako działanie urzędnika na szkodę dobra społecznego. Dotyczy to także wypadków urzędniczego blokowania inicjatywy społecznej i gospodarczej. Dość trudną sprawą jest prywatyzacja państwowych przedsiębiorstw średnich i wielkich, tych zwłaszcza, które wymagają rekonstrukcji czysto organizacyjnej i przestawienia profilu produkcji lub nawet powinny ulec likwidacji. Łączy się z tym bowiem także problem bezrobocia, który na dobrą sprawę nie jest, jak się zdaje, na razie gruntownie analizowany. Pozostawmy go chwilowo na uboczu, To, co się dotychczas mówi i robi w zakresie prywatyzacji tych przedsiębiorstw, wydaje się ciągle nieśmiałe i za mało konstruktywne. Samą prywatyzację pojmuje się najczęściej połowicznie, zmierzając do jak największego zagwarantowania interesów winnego, to jest państwa. Chce się z pozycji państwa to wszystko trzymać w rękach i w miarę możności z tych rąk nie wypuścić. Chce się, ażeby państwo trzymało co najmniej w rękach kontrolny pakiet akcji, to znaczy żeby rządziło przedsiębiorstwem, które zniszczyło, i pieniędzmi obywateli oraz kapitału zagranicznego, który do tego przedsiębiorstwa zwabiło ponętnymi obietnicami, A więc mielibyśmy nadal państwo gospodarujące tak, jak to ono potrafi robić. Na to każdy musi odpowiedzieć: nie, dziękuję, wolę poczekać. Prywatyzacja tych przedsiębiorstw musi osiągnąć następujące cele: a) musi prowadzić do stworzenia niezależnego, zdrowego, odpowiednio wyposażonego finansowo i technicznie i ukierunkowanego na potrzeby rynku organizmu gospodarczego, kierowanego przez ludzi fachowych przy współudziale i pod kontrolą wszystkich właścicieli oraz załogi; b) powinna prowadzić do powstania jednej lub wielu (w zależności od rozmiarów i struktury przedsiębiorstwa) wspólnot produkcyjnych, zintegrowanych dzięki współdziałaniu i wspólnocie interesów, a więc także dzięki współwłasności; c) powinna w miarę możności doprowadzić do naprawienia krzywd społecznych i załatwić odbudowę zrujnowanego kraju. Wynika z tego, że przeprowadzenie procesu prywatyzacji będzie wymagało od jego autorów przezwyciężenia kompleksu etatyzmu, któremu podlegamy wszyscy, a który polega na swoistej wierze w mądrość i uczciwość centrum i w szczególny rodzaj oświecenia, jaki towarzyszy działaniu każdego "czynownika", choćby nawet źródło tego oświecenia było wszystkim doskonale znane. Potrzebna będzie także odbudowa zaufania do człowieka, wiary w to, że w normalnych warunkach będzie się on starał działać rozsądnie i uczciwie oraz że wykaże dostateczną troskę o siebie i drugich. Nie jest to łatwe, a nawet jest ryzykowne, ale nie ma innej drogi do normalności, jak tylko ta, że władza pierwsza zacznie działać normalnie przy zachowaniu niezbędnych środków ostrożności. Niechże więc władza przestanie wreszcie zajmować się hodowlą królików i żyć z dywidend, niech czyni to, co do niej należy, a zacznie żyć z podatków. Niechże też władza przestanie myśleć o tym, jak sprzedać drogo to, co zabrała obywatelom bez odszkodowania i co dzisiaj już prawie nic nie jest warte, bo zostało fizycznie, technicznie lub moralnie zrujnowane. Niech wreszcie myśli o tym, jak odzyskać zaufanie społeczeństwa, bez którego przecież istnieć nie może. Wydaje się, że najlepszym, sposobem stworzenia zdrowych wspólnot przedsiębiorstw i wspólnot zakładów pracy jest jednak akcjonariat pracowniczy. Należałoby jednak, jak się wydaje, podnieść limit akcji uprzywilejowanych, a darmowe rozdać przede wszystkim pracownikom danego przedsiębiorstwa, tym zwłaszcza, którzy mają dłuższy staż pracy lub też są z przedsiębiorstwem związani od kilku pokoleń. Nie uważam, że rozdanie wszystkim obligacji, zamienialnych na akcje wybranego przedsiębiorstwa, ma coś wspólnego ze sprawiedliwością. Ślepa może być sprawiedliwość karząca, ale nie broń Boże nagradzająca. Zadaniem tej ostatniej jest wychowanie człowieka i budowanie zdrowych struktur społecznych. Nie można przy tej okazji uniknąć pytania, kto właściwie ma moralne prawo własności do przedsiębiorstw państwowych, zamienianych ostatnio w związku z prywatyzacją w spółki skarbu państwa? Czy dawni właściciele, choć z ich własności niewiele już zostało, czy robotnicy, którzy je niekiedy z najwyższym wysiłkiem i ofiarnością za marne wynagrodzenie odbudowywali, czy może całe społeczeństwo, na którym w najrozmaitsze sposoby wymuszano różne ofiary, przede wszystkim przez skazanie go na niski standard życia? Komu zatem należy się odszkodowanie i na co powinny być przeznaczone kwoty uzyskane ze sprzedaży akcji? Odpowiedź na te pytania jest generalnie prosta, ale w indywidualnych wypadkach niesłychanie skomplikowana. Może nawet bardziej złożona aniżeli ustalenie faktycznej wartości majątku poszczególnych przedsiębiorstw. Stosowanie aptekarskiej wagi w każdym indywidualnym wypadku nie miałoby sensu, byłoby bardzo kosztowne, mogłoby prowadzić do blokowania całego procesu i nie dałoby obiektywnie lepszego rezultatu aniżeli operowanie ogólnymi wskazaniami i zastosowanie dobrze przemyślanych przeliczników i metod szacunku. Są to zresztą problemy techniczne, którymi nie mamy zamiaru się tu zajmować. Idzie nam raczej o sprawę zagospodarowania uzyskanych w ten sposób wartości pieniężnych, które nie powinny znowu (jak np. majątek ZUS) rozpłynąć się po budżecie. Powinny one stanowić fundusz odbudowy kraju administrowany przez specjalnie do tego powołane gremium, odpowiedzialne przed parlamentem. Wydaje się jednak, że pewną, może nawet dość znaczną, część tych funduszów należałoby przeznaczyć na Fundację Emerytalną, której zadaniem byłoby wynagrodzenie krzywdy, jaka spotkała ludzi, którzy po wielu latach pracy za marne wynagrodzenie pozostali teraz niemal bez środków do życia. Domaga się tego elementarna sprawiedliwość. Pozostaje jeszcze do rozważenia problem prywatyzacji i restrukturyzacji rolnictwa. Jest to, rzecz jasna, osobne zagadnienie, które powinno być rozwiązywane kompleksowo, co jednak nie oznacza, że można je odłożyć ad calendas Graecas. Wydaje się natomiast, że natychmiast, choćby nawet w jakimś sensie prowizorycznie, należy zabrać się do rozwiązania problemu pegeerów, ażeby przestały być pompą wysysającą pieniądze ze skarbu państwa. Myślę, że byłoby jakimś wyjściem przekształcenie ich w spółki rolne na własnym rozrachunku. W każdym razie i z tym nie należy zwlekać, bo może to przynieść nieobliczalne szkody. Ks. prof. Józef Majka |