|
Bp Piotr Jarecki STRAJK - NIESZCZĘŚCIE CZY PRAWO ?/Magazyn - Słowo dziennik katolicki", z dn. 20-22.05.1994, s. 11-13./ W SYTUACJI zaognionego konfliktu społecznego w naszej ojczyźnie oraz nasilającej się akcji strajkowej stajemy wobec moralnego imperatywu przypomnienia nauki Kościoła na temat strajku. Odnosi się ona do wszystkich sytuacji, natomiast konkretne jej zastosowanie powinno być przeprowadzone przez lokalne wspólnoty z uwzględnieniem uwarunkowań miejsca i czasu, według wskazań Pawła VI: "Zadaniem zatem wspólnot chrześcijańskich jest rozpoznać z pomocą Ducha Świętego - w jedności ze swymi biskupami, w dialogu z innymi braćmi chrześcijanami oraz z wszystkimi ludźmi dobrej woli - jakie należy wybrać metody i jakie podjąć zadania, by dokonać koniecznych, a często bardzo pilnych przemian społecznych, politycznych i ekonomicznych" ("Octogesima adveniens" /OA/ , n.4). Traktując problem w kategoriach pojęciowych można stwierdzić, że doktryna Kościoła ewoluowała od traktowania strajku jako nieszczęścia a nawet nieprzyzwoitości do określenia go mianem prawa. Pierwszy termin występuje w encyklice "Rerum novarum" /RN/, drugi zaś w liście apostolskim "Octogesima adveniens". Koncepcje strajku - nieszczęścia i strajku - prawa rozpatrywane w ich historycznym kontekście integrują się kształtując całościową teorię. Strajk bowiem zarówno jest nieszczęściem, jak i prawem. Encyklika "Rerum novarum" - wielka karta nauczania społecznego Kościoła, tak oto ujmuje omawiany problem: "Zbyt długa i ciężka praca oraz zbyt niska płaca, nierzadko skłaniają robotników do podjęcia strajku. Temu rozpowszechnionemu i poważnemu nieszczęściu powinno zaradzać państwo, ponieważ strajki wyrządzają krzywdę nie tylko pracodawcom i robotnikom, lecz szkodzą także handlowi i ogólnemu dobru społecznemu... wystawiając na niebezpieczeństwo spokój publiczny, Najbardziej skuteczne przeciwdziałanie temu złu polega na zapobieganiu mu poprzez autorytet prawa, które usunie w odpowiednim czasie przyczyny mogące doprowadzić do konfliktu między robotnikami i pracodawcami". Ten na pierwszy rzut oka niezbyt przychylny dla robotników tekst - nazywa bowiem strajk nieszczęściem, złem, konfliktem do uniknięcia - po bardziej wnikliwym rozważeniu nabiera pozytywnego znaczenia. Już pierwsze zdanie przytoczonego fragmentu encykliki "Rerum novarum" świadczy o tym, że Leon XIII uważał strajk za legalną formę obrony praw pracowniczych. Może być on spowodowany zarówno przyczynami ekonomicznymi - niesprawiedliwa płaca, jak i społecznymi - warunki pracy niegodne osoby ludzkiej. Strajk nazywany jest jednak nieszczęściem czy nawet nieprzyzwoitością. Dzieje się to dlatego, iż stanowi manifestację walki klas, która zdefiniowana jest przez pierwszą encyklikę społeczną jako "największe nieszczęście kwestii robotniczej". Stoi ona w jawnej sprzeczności z doktryną Kościoła, według której obie klasy społeczne powinny dążyć do harmonijnej współpracy. Najważniejsze jednak posłanie zarówno dla społeczności, końca XIX wieku jak i obecnej - zawierają końcowe stwierdzenia przytoczonego fragmentu, odnoszące się do środków zapobiegawczych. Mówią one bowiem o obowiązku państwa, które poprzez usuwanie przyczyn konfliktu powinno zapobiegać sytuacjom strajkowym. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że idzie tutaj o wymóg "ogólnej polityki społecznej", która wyrażona jest między innymi w formie odpowiednich praw. Nie mają to być prawa o charakterze represyjnym, przywracające status quo, powinny mieć natomiast na celu usunięcie przyczyn konfliktu: np. określenie czasu pracy, minimalnej płacy, godnych człowieka warunków pracy itd. Cechą charakterystyczną Leonowej doktryny strajku jest to, iż usytuowana jest nie w kontekście nauki o stowarzyszeniach czy związkach zawodowych, lecz figuruje wśród zadań państwa w rozwiązaniu kwestii społecznej. To jednym z obowiązków państwa jest zapobieganie strajkom. Nie trzeba nikogo przekonywać, jak wielkim ciosem dla liberalizmu ówczesnych czasów byłą powyższa doktryna. Wszak system ten w najlepszym razie zezwalał państwu na interwencję w celu poskromienia zbuntowanych robotników i przywrócenia tego stanu, który był przyczyną strajku. Jednakże jest ona bardzo pouczająca także w dzisiejszych czasach. Mówi bowiem, że w sytuacjach konfliktowych trzeba nie tylko przypominać strajkującym o ich obowiązku troski o dobro wspólne, lecz także i przede wszystkim trzeba przypominać państwu o jego obowiązkach. Jednym z nich jest wypracowanie takiej polityki socjalnej, która uczyni strajki przeżytkiem minionej epoki. Okazuje się, że nauka ponad 100 - letniej już encykliki "Rerum novarum" jest mniej konserwatywna niż się powierzchownie wydaje. Chociaż nazywa strajk nieszczęściem, wiele nas może dziś w tej kwestii nauczyć. Opublikowany w 80-tą rocznicę "Rerum novarum" list apostolski Pawła VI "Octogesima adveniens" używa w stosunku do strajku zupełnie innej terminologii. Jest to jeden z nielicznych tekstów nauki społecznej Kościoła nazywający strajk prawem. O strajku mówi się w kontekście pozytywnego wykładu na temat prawa związkowego oraz bardzo ważnej roli związków zawodowych. Mają one reprezentować różne kategorie pracowników, zacieśniać ich współpracę w celu rozwoju ekonomicznego społeczeństwa, pogłębiać poczucie odpowiedzialności za realizację dobra wspólnego. Strajk jest więc prawem, któremu w tym samym podmiocie odpowiada obowiązek. Prawo do strajku łączy się z obowiązkiem odpowiedzialnego strajkowania. Jeśli zerwany zostanie związek między prawem i obowiązkiem, tak mocno wpajany współczesnemu człowiekowi przez naukę społeczną Kościoła, dojdzie do sytuacji, w której strajkujący robotnicy "jedną ręką będą budować a drugą burzyć" (PT, n. 13). Poprawę swojego położenia będą chcieli uzyskać kosztem dobra wspólnego. Nauka społeczna Kościoła mówi, że jest to niemożliwe. Kontekstem bliższym doktryny o strajku są niebezpieczeństwa, zakusy, na jakie narażone są związki zawodowe: "ich działalność nie pozbawiona jest trudności. Tu i ówdzie może pojawić się pokusa wykorzystania pozycji siły w celu narzucenia za pomocą strajku - którego prawo jako ostatecznego środka obrony jest uznane - zbyt ciężkich warunków dla całości gospodarki i organizmu społecznego lub zrealizowania żądań politycznych. Gdy chodzi zaś o usługi publiczne, niezbędne społeczeństwu w codziennym życiu, trzeba określić granice, których przekroczenie powoduje niedopuszczalne szkody" (OA, n.14). Chociaż widnieje w tekście określenie "prawo do strajku" to jest ono potrójnie ograniczone: strajk jest ostatecznym środkiem obrony, określenie szkód przezeń wyrządzonych staje się kryterium moralnym jego dopuszczalności, przestrzega się przed stosowaniem strajku w celach politycznych, nie tyle w rozumieniu "polityki społeczno-ekonomicznej" co walki o władzę dla osoby, grupy, czy ideologii. Encyklika "Laborem exercens" rozwija ogólne stwierdzenie listu apostolskiego na temat nieprzekraczalnych barier strajku: "podstawowe usługi dla współżycia ludzkiego powinny być zagwarantowane - jeśli jest to konieczne, także poprzez odpowiednie prawa" ("Laborem exercens" /LE/, n. 20). Do tych podstawowych usług zaliczyć trzeba niewątpliwie służbę zdrowia, transport, zaopatrzenie w wodę, światło, żywność itd. To właśnie państwo, bezpośrednio lub pośrednio, powinno zagwarantować poprzez odpowiednie prawa takie warunki pracy w tych sektorach, by nie zmuszały pracowników do stosowania ostatecznego środka obrony, jakim jest strajk. Gdy głębiej zastanowimy się nad tą doktryną, odnajdziemy w niej naukę encykliki "Rerum novarum", choć ponad 100 - letniej, to ciągle młodej i aktualnej. Za integrację dwóch koncepcji "strajku - nieszczęścia" i "strajku - prawa" można traktować tekst konstytucji pastoralnej II Soboru Watykańskiego: " W przypadku konfliktów społeczno-gospodarczych trzeba dołożyć wszelkich starań, by wypracować rozwiązanie ugodowe. Chociaż zawsze należy uciekać się do szczerego dialogu między stronami, jednak i w dzisiejszych warunkach strajk może okazać się środkiem koniecznym - jakkolwiek ostatecznym - w celu obrony własnych praw i spełnienia słusznych żądań pracowników. Trzeba jednak poszukiwać jak najszybciej dróg do podjęcia na nowo rozmów w sprawie ugody" ("Gaudium et spes" /KDK/, n. 68). Nowością w stosunku do wcześniej prezentowanych tekstów jest to, że konstytucja duszpasterska nie używa w odniesieniu do strajku ani terminu "nieszczęście" ani "prawo", lecz określa, go jako "środek nieraz konieczny". Drugie novum polega na tym, że dopuszcza się stosowanie strajku nie tylko w celu obrony słusznych praw, lecz także w "szlachetnej walce" o urzeczywistnienie należytych aspiracji. Do słusznych praw należą niewątpliwie te, które dokument wylicza wcześniej, a mianowicie prawo do pracy i związane z nim problemy zwolnień, prawo do warunków pracy godnych osoby ludzkiej, do uczestnictwa w działalności zakładu poprzez udział w podejmowaniu decyzji, zarządzaniu i sprawowaniu opieki nad dobrem wspólnym. Słuszne aspiracje mogą być traktowane jako konkretna aplikacja wyżej wymienionych praw. Chodzić więc będzie o właściwy rozwój ekonomiczny zakładu oraz rozwój kulturalny pracowników, ustawiczną poprawę możliwości coraz pełniejszego realizowania uznanych praw, zwiększenie możliwości wykorzystania zdolności i kompetencji w procesie rozwoju zakładu i społeczności. Nie można jednak zapominać, że choć strajk jest nieraz środkiem koniecznym zawsze pozostaje metodą ostateczną, rozwiązaniem ekstremalnym. Trzeba stwierdzić, że w społeczeństwie kierującym się zasadami personalizmu, solidarności i uczestnictwa strajk jest zjawiskiem patologicznym, nie zaś fizjologicznym. Normalnym sposobem rozwiązywania konfliktu społecznego może stać się tylko w społeczeństwie typu liberalnego, które stoi w jawnej sprzeczności z nauką społeczną Kościoła. Jednak w sytuacji społeczności daleko odbiegającej od ideału - na skutek błędów i grzechu człowieka, okazuje się nieraz środkiem koniecznym. Tak więc doktryna soborowa integruje niejako wszystkie teksty nauczania społecznego: strajk - nieszczęście, fakt patologiczny, przynoszący szkodę całemu społeczeństwu i strajk - prawo, ograniczone wieloma warunkami nadającymi mu status względności. To, że tak często społeczeństwo ucieka się do ostatecznego środka strajku świadczy o głęboko zakorzenionej mentalności liberalnej, ekonomicystycznej. Wbrew często spotykanym opiniom jest ona bardzo zbliżona do ideologii marksistowskiej. Tak w jednej jak w drugiej nie ma miejsca na myślenie i działanie w kategoriach "my", lecz w kategoriach "ja i moi sprzymierzeńcy", "ja i moi wrogowie". Według takiej koncepcji dobro społeczne własnej warstwy czy grupy można zbudować jedynie kosztem drugiej grupy, a nawet za cenę zlikwidowania grup konkurencyjnych - jak ma to miejsce w doktrynie Marksa. Takie zachowania znalazły w Polsce postkomunistycznej i liberalno-kapitalistycznej wymarzony grunt. W Polsce mówi się o społeczeństwie obywatelskim w którym każdy człowiek ma być podmiotem praw i obowiązków, odpowiedzialnym za rzeczywistość w której żyje, twórcą całokształtu warunków społeczno-ekonomicznych i politycznych. Mówi się także o zakładzie pracy jak o wspólnocie, gdzie każdy, na miarę swych zdolności i przygotowania, ma możliwość wpływania na decyzje, rozwój przedsiębiorstwa. Chcemy czuć się jak we własnym domu i brać swój los we własne ręce. Jednak obfity plon zbiera 40-letnia indoktrynacja komunistyczna wpajająca ideologię wrogów klasowych, wyzyskiwaczy, władzy na usługach bogaczy itd., którą przenosimy na nową sytuację. Zachowania te zostają wzmocnione poprzez nawracającą silną falą ideologię liberalno-kapitalistyczną, ujmującą sektor życia gospodarczego w kategoriach wszechwładny pan właściciel - robotnik oraz kierująca się zasadą egoistycznego podążania za własnym interesem. Narastające fale strajkowe nieodłącznie związane są z typem społeczeństwa a szczególnie gospodarki budowanej w Polsce. Strajków nie rozwiąże się na stałe bez dokonania niezbędnych korekt w systemie społeczno-ekonomicznym, bez nadania mu humanistycznego oblicza. Częste uciekanie się do strajków jest przede wszystkim wyzwaniem dla organizacji opiniotwórczych i formacyjnych pomagających poprawnie ukształtować "sumienie społeczne narodu". Niezastąpioną rolę do spełnienia ma tutaj Kościół katolicki, który niezmordowanie winien przypominać o imperatywie moralnym przejścia od etosu walki klas i egoizmu do etosu solidarności. Mają go stosować zarówno pracodawcy jak i pracobiorcy. Etos walki - szczególnie w jej wydaniu liberalnym czy marksistowskim - jest dzisiaj anachronizmem! Stosowanie go w systemie demokracji równoznaczne jest ze zburzeniem samego fundamentu ustroju społecznego. Jedyną z możliwych form walki w nowopowstającym demokratycznym społeczeństwie polskim jest "walka szlachetna". Nie jest ona jednak nigdy stosowana jako konieczne prawo i motor historii, nie jest walką przeciwko drugiemu człowiekowi, kimkolwiek on byłby, nie jest walką dla walki, nie ma na celu eliminacji przeciwnika. Jeśli przybiera niekiedy formę przeciwstawienia się drugim, to tylko po to, by przyczynić się do doskonalszej realizacji sprawiedliwości i dobra wspólnego. Te wszystkie cechy muszą być zachowane przy szczególnej formie walki związków zawodowych, jaką jest strajk. Po to, by można było go nazwać słusznym musi być formą walki szlachetnej. Nie może być wyrazem egoistycznych dążeń grupy społecznej. Powinien integrować słuszne żądania z wymaganiami dobra wspólnego, dochodzić praw członków własnej grupy czy stowarzyszenia w granicach takich zmian i przekształceń społecznych, które prowadzą do wypracowania dobra wspólnego. Papież Jan Paweł II skierował w 1983 roku następujące słowa do katolickich związkowców szwajcarskich: "chcieliście utworzyć chrześcijańskie związki zawodowe. Czyż nie oznacza to, że wasza walka ma na celu osiągnięcie sprawiedliwości społecznej, uznanie godności integralnego dobra pracowników? Nie jest ona walką przeciw drugim, nie chce też wytwarzać klimatu walki klas, popierać egoizmów grupowych, wiązać się z rozgrywkami politycznymi, nie chce stosować środków przemocy". Jakże pomocna jest ta nauka w sytuacjach konfliktowych, kiedy trzeba podjąć decyzję odnośnie do strajku i jego formy. Przedstawiona w wielkim skrócie doktryna Kościoła na temat strajku prowadzi nieuchronnie do następującej konkluzji końcowej. Po to, by strajk nie stał się tylko wielkim nieszczęściem lub nieograniczonym niczym prawem musi być podjęta praca przez dwa organizmy: Kościół i państwo. Ten pierwszy powinien przede wszystkim kształtować postawy społecznej odpowiedzialności za dobro wspólne oraz cnotę solidarności, państwo zaś winno poprzez mądrą politykę społeczną przeciwdziałać sytuacjom, w których to, co jest nieszczęściem dla wszystkich staje się prawem pokrzywdzonych. Bp Piotr Jarecki |