Do Patriarchów, Prymasów, Arcybiskupów, Biskupów i
Ordynariuszy pozostających w pokoju i jedności ze Stolicą
Apostolską.
Wielebni Bracia, pozdrowienie i błogosławieństwo Apostolskie!
Ojciec św. wyraża radość z zawarcia pokoju, boleje nad
niezgodami wśród narodów
1. Pokój, ten najpiękniejszy dar Boży nad który, jak mówi św.
Augustyn, nie ma nic milszego dla ucha nawet w ziemskich i
ludzkich stosunkach, nad który niczego bardziej się nie pożąda
i nic lepszego znaleźć nie można (1) - pokój, którego pragnęła
lepsza część ludzkości, o który błagali przez cztery przeszło
lata wierni, i który wypłakały łzy matek. My przede wszystkim
cieszymy się wielce i radujemy z tego, że już nam ten pokój
począł świtać nareszcie. Lecz tę ojcowską radość naszą
zamąca wiele i ciężkich bardzo trosk. Albowiem, chociaż już
prawie wszędzie wojna względnie ucichła i podpisano warunki
pokoju, zostały jednak nietknięte zarzewia dawnych niesnasek.
Wy sami, Czcigodni Bracia, dobrze wiecie, że żaden pokój ostać
się nie może, żadne pokojowe sojusze nie będą mieć mocy,
choćby na długich i pracowitych naradach ustalone zostały i
zaprzysiężone uroczyście, jeżeli równocześnie nie uspokoją
się nienawiści i niezgody, a miłość wzajemna przywróconą
nie zostanie. I o tej właśnie sprawie, tak doniosłej dla wspólnego
dobra, chcieliśmy pomówić z wami, Czcigodni Bracia, i
owieczki, waszej pieczy poruczone, do niej gorąco zachęcić.
Ojciec św. wspomina co w czasie wojny zdziałał na rzecz pokoju
2. Odkąd w niezbadanych wyrokach Opatrzności Bożej zostaliśmy
wyniesieni na godność tej Stolicy Apostolskiej, od samego początku
wojny, nie przestaliśmy na wszelki dla Nas możliwy sposób
starać się o to, by narody nawiązały na powrót braterskie
stosunki. Nie przestawaliśmy się o to modlić, napominać,
wskazywać drogi do wzajemnego porozumienia się, słowem
wszystkiego próbowaliśmy, żeby o ile tylko się da, przy Bożej
pomocy, otworzyć ludziom dostęp do bram słusznego i
zaszczytnego pokoju. A w tym samym czasie z głębi ojcowskiego
serca staraliśmy się usilnie, choćby w szczupłej tylko
mierze, ulżyć niezmiernym różnego rodzaju dolegliwościom i
nieszczęściom, tym nieodzownym skutkom straszliwej wojny.
3. I jak miłość Jezusa Chrystusa, od początku Naszego tak
trudnego pontyfikatu, nakłaniała Nas do działania na rzecz
pokoju i łagodzenia okropności wojny, tak też i dzisiaj, kiedy
już nareszcie nastał jaki taki pokój, ta sama miłość
przynagla Nas, abyśmy wszystkich synów Kościoła, owszem
wszystkie narody wezwali i zachęcili, aby już raz zechcieli
wyrzucić ze serc długotrwałą nienawiść, a otworzyli je na
przyjęcie wzajemnej miłości i zgody.
Dlaczego należy złączyć się w miłości
4. Bo zaprawdę, nie potrzeba na to wielu dowodów, że gdyby między
narodami, mimo zawarcia pokoju, trwały nadal tajemne niesnaski i
niezgody, na społeczeństwo ludzkie spadłyby w następstwie jak
najokropniejsze klęski. Pomijamy już utratę tego wszystkiego,
co służy postępowi cywilizacji powszechnej, jak handel,
przemysł, sztuki i nauki, które kwitną tylko w spokojnym współżyciu
narodów. Mówimy tu o tym, co ważniejsze, co stanowi samą
istotę życia chrześcijańskiego, które by niepowetowaną
poniosło szkodę. Oto bowiem cała siła tego życia polega na
miłości i samo przepowiadanie jego praw Bożych nosi nazwę
"ewangelii pokoju" (Ef 6, 15).
Istota i siła życia chrześcijańskiego polega na miłości
5. Albowiem, jak wiecie i jak wielokrotnie już dawniej
przypominaliśmy, niczego tak często i z takim naciskiem nie
zalecał uczniom swoim Chrystus Pan, jak tego przykazania miłości,
które w sobie zawiera wszystkie inne. Przykazanie to nazwał
nowym i swoim i pragnął, aby się stało zaszczytnym znamieniem
chrześcijan, po którym by ich można łatwo rozpoznać wśród
innych. To przykazanie w końcu zostawił swoim jako testament w
przeddzień zgonu, kiedy prosił, aby się wzajemnie miłowali i
tą miłością starali się naśladować ową jedność niewysłowioną,
jaka istnieje między Boskimi Osobami Trójcy Przenajświętszej.
"Aby wszyscy byli jedno... jako i my jedno jesteśmy... aby
doskonałą osiągnęli jedność..." (J 7, 21-23).
6. Toteż Apostołowie, idąc w ślady swego boskiego Mistrza i
do Jego słów i przykazań zupełnie się stosując, z podziwu
godną usilnością zalecali wiernym miłość. "Przede
wszystkim - mówi Piotr św. - miejcie ustawiczną miłość
jedni ku drugim" (l P 4, 8). "A na to wszystko - woła
św. Paweł - obleczcie miłość, która jest zawiązką doskonałości"
(Kol 3, 14). "Najmilsi - upomina słodko Jan św. - miłujmy
się wzajemnie, bo miłość jest z Boga" (l J 4, 7).
Napomnień Chrystusa i Apostołów słuchali pilnie i przejęli
się niemi całkowicie ci bracia nasi z pierwszych czasów, którzy,
choć należeli do różnych i przeciwnych sobie narodów,
przecież chętnie i zupełnie zapominali o dawnych sporach i w
największej żyli zgodzie. A ta zgodność serc i umysłów
zadziwiała tym bardziej zaiste i odbijała jaskrawo od tła śmiertelnych
nienawiści, jakie wówczas w łonie ludzkiego społeczeństwa
gorzały.
Życie chrześcijańskie żąda nie tylko miłości, lecz i
przebaczenia doznanych krzywd
7. Oczywiście, że to, cośmy dotąd powiedzieli, nie tylko
przynagla do wypełnienia przykazania miłości wzajemnej, lecz
odnosi się również do przebaczenia uraz. Niemniej dobitnie
nakazuje to Pan: "Ja zaś wam powiadam: miłujcie
nieprzyjacioły wasze; dobrze czyńcie tym, którzy was mają w
nienawiści, a módlcie się za prześladujących i spotwarzających
was, abyście byli synami Ojca waszego, który jest w niebiosach,
który każe wschodzić słońcu swemu na dobrych i złych (Mat 5,
44-45). Stąd też owe pełne wagi słowa św. Jana: "Każdy,
kto nienawidzi brata swego, mężobójcą jest. A wiecie, iż
wszelki mężobójca nie ma żywota wiecznego w samym sobie trwającego"
(l J 3, 15).
8. W końcu sam Chrystus nauczył nas takiej modlitwy, w której
oświadczamy, że chcemy, aby nam tak przebaczano, jak my
przebaczamy bliźnim: "Odpuść nam nasze winy, jako i my
odpuszczamy naszym winowajcom" (Mat 6, 12). A jeśli kiedy
zbyt nam ciężko i trudno poddać się temu prawu, wówczas
Boski Zbawiciel wspomaga nas nie tylko swoją łaską, lecz także
swoim przykładem. Kiedy bowiem zawisł na krzyżu, tłumaczył
przed Ojcem tych, co Go niesłusznie i niegodziwie męczyli:
"Ojcze - mówił - odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią"
(Łk 23, 34).
Toteż My, którzy przed innymi winniśmy naśladować miłosierdzie
i łaskawość Jezusa Chrystusa - Jego bowiem Zastępcą, lubo
niegodni jesteśmy - za Jego przykładem z całego serca
przebaczamy wszystkim i każdemu z osobna nieprzyjaciołom
naszym, którzy świadomie lub z braku zastanowienia, szarpali
albo szarpią jeszcze żądłami obelg Osobę Naszą lub Naszą
działalność. I wszystkich bez wyjątku ogarniamy w duchu miłości
i życzliwości, żadnej nie wykluczając sposobności, w której
byśmy ich nie chcieli obsypywać dobrodziejstwami, na jakie stać
Nas będzie. A to samo powinniby uczynić także chrześcijanie,
godni tego imienia względem wszystkich, którzy im w czasie
wojny jakiekolwiek wyrządzili krzywdy.
Chrześcijańska miłość żąda, abyśmy dobrze czynili
nieprzyjaciołom
9. Chrześcijańska bowiem miłość nie zadowala się tym, aby
nie mieć w nienawiści nieprzyjaciół i jak braci ich kochać,
lecz żąda także, abyśmy im dobrze czynili, idąc w ślady
Odkupiciela naszego, który "przeszedł czyniąc dobrze i
uzdrawiając wszystkich opętanych przez czarta" (Dz 10, 38)
i bieg ziemskiego żywota, największymi dobrodziejstwami dla
ludzi wypełniony, zakończył za nich krwi wylaniem. Dlatego św.
Jan powiada: "W tym poznaliśmy miłość Bożą, iż On
duszę swą za nas położył i myśmy powinni kłaść duszę za
braci. Kto by miał majętność tego świata, a widziałby, że
brat jego ma potrzebę, a zawarłby wnętrzności swe przed nim,
jakaż w nim przebywa miłość Boża? Synaczkowie moi, nie miłujmy
słowem ani językiem, ale uczynkiem i prawdą" (l J 3, 16-18).
10. Nigdy zaś więcej nie było trzeba "rozprzestrzeniać
miłości", jak właśnie dziś, wśród tak wielkich ucisków,
jakie zaciążyły nad nami i przygniotły wszystkich. Nigdy może
przedtem nie było tak potrzeba rodzajowi ludzkiemu wspólnej życzliwości
jak dzisiaj - życzliwości, którą rodzi szczera i pełna zapału
i poświęcenia miłość bliźniego. Bo jeśli obejmiemy
wzrokiem krainy, przez które przeszło szaleństwo wojny, to
zobaczymy ogromne przestrzenie ziem, obróconych w pustkowie i
zgliszcza. Wszystko tam zaniedbane i opuszczone; ludzie
doprowadzeni do tego, że im brak chleba, ubioru, mieszkania;
nieprzeliczone mnóstwo wdów i sierót potrzebuje bezzwłocznej
opieki; żąda pomocy tysiące chorych i wycieńczonych, zwłaszcza
wśród dzieci i młodzieży, których pozarażane ciała dają
wymowne świadectwo okropnościom tej wojny.
Obraz dzisiejszej ludzkości. Kościół Samarytaninem narodów
11. Kto głęboko rozważy cały bezmiar nędzy, uciskającej ród
ludzki, temu mimo woli przyjdzie na myśl ów podróżny z
Ewangelii, który, udając się z Jeruzalem do Jerycha, wpadł między
zbójców, został przez nich złupiony, zbity i na pół żywy
zostawiony. Bo też wielkie zachodzi między nimi podobieństwo.
I jak do tamtego przystąpił miłosierdziem wzruszony
Samarytanin, przewiązał mu rany, nalał na nie oliwy i wina,
odprowadził rannego do gospody i miał o nim staranie, tak i dziś
dla uleczenia ran ludzkości potrzeba, aby Swą rękę położył
na niej Chrystus Jezus, wyrażony w osobie Samarytanina.
12. Otóż to zadanie i obowiązek, jako swój własny, bierze na
siebie Kościół, który strzeże ducha Chrystusowego, jako Jego
spadkobierca, Kościół, mówimy, którego całe trwanie z
przedziwnej rozmaitości dobrodziejstw się składa. On bowiem,
jako "najprawdziwsza matka wszystkich chrześcijan, taką miłością
ku nim pała, że na wszystkie niemoce, na które dusze z powodu
grzechów swych chorują, znajduje odpowiednie lekarstwa. On to
dzieci prowadzi po dziecięcemu, młodzież z siłą młodzieńczą,
starców w spokoju i wszystkich, w miarę wieku i sił nie tylko
ciała lecz i duszy, ćwiczy i wychowuje" (2). Obowiązki zaś
chrześcijańskiej miłości, łagodząc umysły, przyczyniają
się w niezwykły sposób do przywrócenia pokoju społecznego.
Ojciec św. wzywa do pracy nad wykorzenieniem nienawiści
13. Dlatego, Czcigodni Bracia, prosimy i zaklinamy Was, na miłość
Jezusa Chrystusa, byście z całą usilnością i pilnością
zachęcali owieczki, waszej zlecone pieczy, nie tylko do
zaniechania nienawiści i darowania krzywd i uraz, lecz bardziej
jeszcze do krzewienia dzieł chrześcijańskiej dobroczynności,
które są źródłem pomocy dla ubogich, pociechą smutnych,
ochroną chorych, a wszystkim, którzy w tej wojnie największe
straty ponieśli, wsparcie przynoszą.
Pragniemy zwłaszcza, żebyście zachęcali kapłanów, tych sług
chrześcijańskiego pokoju, by się okazali gorliwymi w tej
sprawie, stanowiącej źrenicę życia chrześcijańskiego - mówię
o głoszeniu miłości względem bliźnich i nieprzyjaciół - żeby
się stali wszystkim dla wszystkich i szli na czele innych swym
przykładem, a nienawiści i nieprzyjaźni wypowiedzieli wojnę.
Niechaj na wszystkie strony pracują dzielnie w przekonaniu, że
spełniają rzecz Najsłodszemu Sercu Jezusa najmilszą i najdroższą
Nam, chociaż niegodnemu Jego namiestnikowi na ziemi.
Należy też zachęcać i usilnie prosić katolickich pisarzy,
dziennikarzy, by "jako wybrani Boży, świeci i umiłowani"
(Kol 3, 12), przyoblekali się w dobroć i miłosierdzie i w słowie
drukowanym je uwydatniali, nie tylko powstrzymując się od fałszywych
i próżnych oskarżeń, lecz także od obelg i słów ostrych,
które jak z jednej strony przeciwne są prawu chrześcijańskiemu,
tak z drugiej rozjątrzyć mogą nie dobrze jeszcze zagojone
blizny, zwłaszcza, że serce po świeżej ranie najlżejszego
dotknięcia ostrym słowem nie znosi.
Prawo miłości odnosi się do całych narodów
14. Wszystko, cośmy powiedzieli o obowiązku pielęgnowania miłości
w duszach jednostek, odnosi się także i do całych narodów,
tak długotrwałą wojną rozdartych, aby i one, usunąwszy o ile
być może przyczyny niezgod, przy zachowaniu, oczywiście, zasad
sprawiedliwości, nawiązały ze sobą na nowo stosunki przyjazne.
Nie ma bowiem innego prawa miłości ewangelicznej dla poszczególnych
jednostek, a innego dla państw i narodów, tworzących się
przecież z pojedynczych ludzi. Po skończonej zaś wojnie zdaje
się skłaniać ku powszechnemu pojednaniu narodów z narodami
nie tylko miłość, ale nawet pewna konieczność: bo oto ludy
łączą się między sobą zarówno przyrodzonym węzłem
potrzeb wzajemnych, jak i życzliwości, zwłaszcza dziś, gdy
postęp kultury i cywilizacji tak bardzo ułatwił środki
komunikacyjne.
Rola Stolicy Świętej w dziele pojednania ludów
15. Stolica Święta nawet podczas wojny nieznużenie głosiła,
jak to wyżej powiedzieliśmy, takie przebaczenie niesprawiedliwości
i pojednanie braterskie narodów, stosownie do świętego prawa
Jezusa Chrystusa i do potrzeb ludzkich społeczeństw. Nie
pozwoliła również, by kiedykolwiek wskutek jakichkolwiek zawiści
i niezgod prawo to poszło w zapomnienie. Tym bardziej przeto
teraz po zawarciu pokoju, przypomina je i głosi, jak np. w
listach wysłanych niedawno do wszystkich biskupów Niemiec (3) i
do kardynała arcybiskupa Paryża (4).
16. Ponieważ zaś zgodę między cywilizowanymi narodami
utrzymuje i popiera częsty już dzisiaj zwyczaj zjazdów,
odwiedzin panujących i zwierzchników państw, na których to
zjazdach załatwia się sprawy największej wagi, przeto My, mając
na uwadze i zmienione warunki i wielkie współczesne dążenia wśród
ludów, dla umocnienia wspólnego wszystkim pokoju, nie bylibyśmy
dalecy od tego, by nieco złagodzić surowość warunków, jakie
poprzednicy nasi z powodu zaboru państwa kościelnego postawili
co do uroczystych przyjazdów do Rzymu książąt katolickich.
Otwarcie jednak zastrzegamy się, że tej naszej pobłażliwości,
której ciężkie nad wyraz dla społeczeństwa ludzkiego czasy
doradzać i domagać się zdają, nie należy tłumaczyć w tym
znaczeniu, jakoby Stolica Apostolska milcząco odstępowała od
swych świętych praw i zgadzała się na ten anormalny stan
rzeczy, w jakim się obecnie znajduje. Owszem, korzystając z tej
sposobności, dla tych samych pobudek, dla jakich to czynili Nasi
Poprzednicy, odnawiamy wszystkie ich zastrzeżenia, płynące nie
z czysto ludzkich względów, lecz ze świętego obowiązku strzeżenia
godności i praw tej Stolicy Apostolskiej. Dlatego też z większym
jeszcze naciskiem żądamy, by po zawarciu międzynarodowego
pokoju ustały te nieszczęsne warunki, z niejednego powodu
przeszkadzające ogromnie powszechnemu uspokojeniu ludów.
Ojciec św. proponuje utworzenie "Związku narodów"
17. Pragnąć zaiste potrzeba, Czcigodni Bracia, by po przywróceniu
ładu, pojednaniu narodów i usunięciu podejrzeń, wszystkie państwa
zjednoczyły się w jedno jakby zrzeszenie, albo raczej w jedną
rodzinę czy to celem obrony własnej wolności, czy to dla
zachowania porządku wśród społeczeństwa ludzkiego. Do tego
zaś Związku narodów, prócz wielu innych względów zachęca
nas sama konieczność zmniejszenia wydatków wojennych, których
nadmiaru już państwa znieść nie mogą, i ten wzgląd, żeby
na później móc powstrzymać wybuch tak okropnych wojen, albo
ich niebezpieczeństwo jak najdalej odsunąć, zachowując każdemu
narodowi wolność samorządu, bezpieczeństwo i słuszne granice.
Międzynarodowe znaczenie Kościoła
18. Jeżeli zaś sojusz zostanie zawarty na podstawie prawa
katolickiego, nie zabraknie wówczas także pomocy ze strony Kościoła,
który jak jest najdoskonalszym wzorem społeczeństwa
powszechnego, tak z istoty swej i zasad, jakimi się kieruje,
posiada dziwną siłę, umiejącą łączyć ludzi nie tylko do
osiągnięcia zbawienia lecz i dobrobytu na ziemi, tak mianowicie
prowadząc ich przez te dobra doczesne, by wiecznych nie stracili.
Świadkiem historia, że starodawne, dzikie i barbarzyńskie ludy
Europy od chwili przejęcia się duchem Kościoła złagodniały,
pozbyły się zwolna różnych i głęboko zakorzenionych nienawiści,
związały się z biegiem czasu w jedną, wspólną rodzinę i dały
podstawę chrześcijańskiej Europie, która pod sterem i opieką
Kościoła nie tylko zachowała swą odrębność narodowościową,
lecz utworzyła także jedność, podstawę szczęścia, wielkości
i chwały. Pięknie o tym mówi św. Augustyn: "To państwo
niebieskie, pielgrzymujące na ziemi, zrzesza obywateli
wszystkich narodów, ze wszystkich języków zbiera lud
pielgrzymi, za nic sobie ważąc różnicę obyczajów, zwyczajów
i praw. Niczego nie burzy, niczego nie ogranicza, co chociaż różne
w różnych narodach, przyczynia się jednak do osiągnięcia i
utrzymania ziemskiego pokoju, lecz owszem zachowuje to, jeśli
tylko nie stawia przeszkód religii, w której wielbimy jednego
Najwyższego i prawdziwego Boga" (5). Ten sam św. Doktor
tak przemawia do Kościoła: "Ty obywateli oddajesz
obywatelom, ludy ludom i łączysz wszystkich nie tylko węzłem
wspólności, lecz i miłości bratniej, przypominając każdemu
z ludzi pierwszych naszych rodziców" (6).
19. Dlatego My, by wrócić do tego, od czegośmy ten list zaczęli,
obejmując z miłością najpierw wszystkich naszych synów,
prosimy ich i zaklinamy w Imię Pana naszego Jezusa Chrystusa: Z
głębi serca puśćcie w niepamięć obopólne urazy i niechęci,
a zjednoczcie się węzłem miłości chrześcijańskiej, dla której
nikt nie jest obcy, nikt daleki. Napominamy też wszystkie
narody, by zawarły szczery pokój, oparty na chrześcijańskiej
miłości, łącząc się w trwałe sojusze, u których
fundamentu spoczywa sprawiedliwość.
W końcu zwracamy się do wszystkich ludzi i narodów, by sercem
i duchem przyłączyli się do Kościoła, a przez Kościół do
Chrystusa, abyśmy tymiż słowy co Apostoł Paweł do Efezjan
odezwać się mogli naprawdę do wszystkich: "Teraz jesteście
w Chrystusie Jezusie wy, którzyście byli dalekimi, staliście
się bliskimi przez krew Chrystusową. Albowiem On jest pokojem
naszym, On, który uczynił oboje jednym i średnią ścianę
nieprzyjaźni... przez ciało swoje obalił... umorzywszy
nieprzyjaźń na samym sobie. Przyszedłszy, zwiastował wam pokój,
którzyście daleko byli, i pokój tym, którzy byli blisko"
(Ef 2, 13).
20. Nie mniej właściwe są także słowa tego samego apostoła
skierowane do Kolosan: "Nie kłamcie jedni drugim, zwleczcie
z siebie starego człowieka z uczynkami jego, a obleczcie się w
nowego, który wciąż się odnawia, rosnąc w poznaniu na obraz
tego, który go stworzył, gdzie nie masz poganina i żyda,
obrzezanego i nie obrzezanego, dzikiego i Scyty, niewolnika i
wolnego, ale wszystko i we wszystkim Chrystus" (Kol 3, 9-11).
21. Tymczasem prośmy Ducha Świętego Pocieszyciela przez
przyczynę Niepokalanej Marii Dziewicy, którą kazaliśmy wzywać
pod imieniem "Królowej pokoju", oraz trzech błogosławionych
(7) którym cześć świętych tylko co przyznaliśmy, by raczył
Kościołowi swojemu łaskawie użyczyć daru jedności i pokoju
i odnowił oblicze ziemi nowym wylaniem swej miłości.
Jako zadatek tego daru Bożego i znak Naszej życzliwości
udzielamy Wam, Czcigodni Bracia, duchowieństwu i ludowi Waszemu
apostolskiego błogosławieństwa.
Dan w Rzymie u św. Piotra w dzień Zesłania Ducha świętego,
23 maja 1920, pontyfikatu naszego szóstego roku.
Benedykt XV
Przypisy:
1. Św. Augustyn, "De Civitate Dei", 1, 19, rozdz. 11.
2. Św. Augustyn, "De moribus Ecc. Cat.", księga 1, rozdz.
30.
3. List Apostolski "Diuturni", 15 VII, 1919 r.
4. List "Amor Ille Singularis", 7 X, 1919.
5. Św. Augustyn, "De Civitate Dei", księga 19, rozdz.
17.
6. Św. Augustyn, "De moribus Ecc. Cat.", księga 1,
rozdz. 30.
7. Są to święci: Małgorzata Maria Alacoque, wizytka; Gabriel
od Matki Boskiej Bolesnej, pasjonista, których Ojciec św.
kanonizował dnia 13 maja 1920 r. Kanonizacja trzeciej św.
Joanny d' Arc, odbyła się na tydzień przed wydaniem niniejszej
encykliki 16 maja 1920 r.
Adiustacja tekstu: Grzegorz Kulik.
Numeracja na podstawie tekstu angielskiego zamieszczonego na
stronie:
www.vatican.va